Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. Liga Żużlowa. Czy Tarasience uderzyła "sodówa"? Ekspert był zażenowany jego zachowaniem

W trakcie ostatniego meczu z Cellfast Wilkami Krosno, Wadim Tarasienko po przegranym 1:5 biegu miał wielkie pretensje do Nikodema Bartocha, który jego zdaniem utrudnił mu jazdę. To nie pierwsza sytuacja, w której Rosjanin bardzo ostentacyjnie ruga kolegów. Jacek Frątczak w ostatnim felietonie zauważył, że Tarasienko bardzo wysoko nosi głowę. Być może ma to związek z jego rosnącą pozycją w świecie żużla.

W szóstym biegu wspomnianego meczu Nikodem Bartoch nieco chaotycznie zachował się w pierwszym łuku, czym - bądźmi uczciwi - nieco utrudnił życie Wadimowi Tarasience. 27-letni żużlowiec dwoił się i troił, ale nie zdołał odrobić strat poniesionych na początku wyścigu. Po zjechaniu do parku maszyn miał wielkie pretensje do juniora. Zrobiło się tak gorąco, że team Bartocha i Tarasienkę musieli rozdzielać postronni ludzie. Kilka tygodni temu podczas spotkania w Gnieźnie Andreas Lyager przypadkowo uderzył w Tarasienkę, powodując upadek swój i kolegi. Jeszcze na torze Wadim zaczął wymachiwać do partnera rękami, pokazując niepohamowaną wściekłość. Można tylko domniemywać, jakie słowa padały pod kaskiem. Takie zachowania wobec kolegów z drużyny bardzo kiepsko wyglądają.

Reklama

- Jestem zażenowany postawą Wadima Tarasienki. Tego typu zachowania trzeba piętnować. Zdarzenie na torze nie może wpływać na takie postępowanie. Obserwowałem w telewizji, co wyrabia w parkingu Wadim, jak rozpycha się na odprawach łokciami... przepraszam, ale machaniem rękami nie buduje się autorytetu. Przestawianie ludzi tylko dlatego, że ktoś się uważa za lidera i pępek świata w drużynie? Słabe to panie Tarasienko - pisał w swoim felietonie Jacek Frątczak, były menedżer Get Well Toruń i żużlowy ekspert. - Tak się składa, że znam się niemal od urodzenia tatę Nikodema. W latach 90-tych miałem z nim okazję uprawiać jeden ze sportów walki. Do dzisiaj jest trenerem, dlatego pół żartem pół serio taka drobna rada dla Wadima: lepiej proszę niech nie ryzykuje zwarcia z teamem Nikodema... - dodał.

Uderzyła "sodówa"?

Wiele wskazuje na to, że Tarasienko zmienił bardzo mocno mniemanie o sobie w obliczu błyskawicznych postępów w karierze żużlowej. Jeszcze do niedawna był średniakiem nawet na pierwszą ligę, obecnie aspiruje do jazdy w elicie, wygrał memoriał Edwarda Jancarza i startuje w reprezentacji Rosji. To wszystko spowodowało, że żużlowiec obrósł w piórka, co widać nie tylko na torze, ale także poza nim. Tak obsceniczne wyrażanie pretensji do kolegów za przypadkowe zachowania jest zwyczajnie bardzo nietaktowne i nie przystoi doświadczonemu, jakby nie patrzeć, zawodnikowi. Być może jednak Wadim uznał, że jemu wolno więcej. Tak czy inaczej, w Abramczyk Polonii przydałaby się rozmowa z żużlowcem, bo wyraźnie "odleciał".

Co prawda tzw. woda sodowa uderzająca do głowy zawodnika przydarza się przeważnie w bardzo młodym wieku, ale nie jest przecież powiedziane, że nie może wystąpić u kogoś, kto zbliża się do 30-stki. Tym bardziej, że na sukcesy sportowe Tarasienko musiał czekać bardzo długo, a po sezonie 2019 był niesamowicie sfrustrowany i wiele wskazywało na to, że nic już z niego nie będzie. Przez dwa lata zmienił się jednak niesamowicie i jest zawodnikiem zupełnie innej klasy. Nie wydaje się to jednak wytłumaczeniem takich zachowań, jakich zawodnik dopuszcza się wobec kolegów z drużyny, i to w obecności kamer. 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje