Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. liga. Wybrzeże mocne już tylko na papierze? Nawet Zdunek traci cierpliwość

Gdy Zdunek Wybrzeże Gdańsk kompletowało zespół na sezon 2021, wielu widziało w nim głównego kandydata do awansu. Zadowolony z transferów był również Tadeusz Zdunek, powoli myśląc już o Ekstralidze. Po czterech meczach gdańszczanie nie budzą jednak wielkiego strachu, a sam prezes zaczyna czuć, że projekt znów zmierza w bardzo złym kierunku.

W XXI wieku Wybrzeże najczęściej spadało i awansowało z Ekstraligi. Ostatni epizod wśród najlepszych to sprawa sprzed kilku dobrych lat, dlatego 2021 rok miał przynieść kolejną promocję. Klub nie bawił się w półśrodki, ściągając do siebie naprawdę ciekawych zawodników. Wiktor Kułakow to żużlowiec gotowy na najlepszych, a Jakub Jamróg na pewno zszedł ligę niżej, by coś udowodnić. Pozycja U-24 również wyglądała nieblado i wydawało się, że w eWinner 1. lidze mamy do czynienia z niemalże kompletnym zespołem.

Dobry początek i szybki zimny prysznic

Pierwszy mecz potwierdził wysokie aspiracje. Wybrzeże pojechało do Tarnowa, wykorzystało kontuzję Nielsa Kristiana Iversena i przejechało się po miejscowej Unii. Drugi mecz miał być prawdziwym testem, gdyż do Gdańska przybył ROW Rybnik. Gdy okazało się, że w spotkaniu nie wystąpi Michael Jepsen Jensen, wszyscy wieszczyli pogrom. Mecz dał jednak poważną rysę na wizerunku gdańszczan, którzy na ostatnim łuku 15. biegu wyszarpali remis.

Reklama

Niektórzy mogą powiedzieć, że ROW to przecież silny zespół nawet bez wspomnianego Duńczyka. Tadeusz Zdunek dawał z kolei do zrozumienia, że jego drużyna nadal jest piekielnie mocna, tylko pojechała słabiej, a Rybnik wciąż mu nie imponuje. Słowa te spotkały się z dość sporą krytyką ze strony środowiska, gdyż uznano je za dość niedorzeczne tłumaczenie rezultatu starcia.

Nowy mecz to nowe rozczarowanie

Wypadek przy pracy mógł zdarzyć się każdemu. Mecz z Abramczyk Polonią Bydgoszcz dał jednak więcej powodów do niepokoju. Owszem, Wybrzeże wygrało, ale Polonia jechała bez Adriana Gały, a cień na wynik położyły okoliczności zwycięstwa. W dwóch biegach kontrowersje wzbudziły sytuacje na linii Krystian Pieszczek - Wadim Tarasienko. Gdyby Rosjanin nie został dwukrotnie wykluczony, mecz mógłby nawet pójść w stronę gości.

Ostatnie spotkanie to z kolei porażka z Aforti Startem Gniezno, które, choć jeździło u siebie, to teoretycznie w tej rywalizacji nie powinno wygrać. Na razie bilans Wybrzeża wynosi zatem 2-1-1, co trudno uznać za rewelacyjny wynik. Kłopoty widzi sam prezes, który po ostatniej przegranej już nie próbował czarować, jasno wskazując słabą postawę swoich podopiecznych jako przyczynę porażki.

Nie wszyscy jadą jak powinni

Gdzie faktycznie leży problem drużyny? Kułakow prezentuje się zgodnie z oczekiwaniami. Pozostali seniorzy już niekoniecznie, gdyż zdarzyły im się słabsze występy. Najmniej można zarzucić Jamrogowi, który na razie ma miano najefektowniejszego zawodnika sezonu. Najwięcej kłopotów sprawia nierewelacyjny skład juniorski i pozycja U-24. Michał Gruchalski jest na razie bardzo słaby, a zmiana na Lukasa Fienhage nic nie dała. Nawet dwójka Aleksandr Kajbuszew i Drew Kemp nie dają żadnej gwarancji.

Aktualnie zatem Wybrzeże z napakowanej ekipy zmieniło się w wydmuszkę. Następni rywale nie muszą bać się siły rażenia gdańszczan. Większość zresztą pokazała już próbkę swoich umiejętności, więc i ewentualne zwycięstwo z Wybrzeżem nie będzie dla nich wielką niespodzianką. Tym samym praca nad budową świetnego zespołu wzięła w łeb, a gdańszczanie szybko stracili atut w postaci mentalnej przewagi.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje