Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. Liga. Tarasienko narzekał na rywala, a teraz zrobił to samo. Były zawodnik: Bieg źle się układał, więc usiadł na torze

Jeszcze kilka dni temu Wadim Tarasienko odczuwał ogromne rozgoryczenie po meczu w Gdańsku, kiedy to trącony przez niego Krystian Pieszczek dwukrotnie upadał. Już w następnym meczu jednak żużlowiec Abramczyk Polonii postapił niemal identycznie, ale w znacznie ważniejszym momencie spotkania. - Mecz wygrał sędzia. Tarasienko nie wpadł na korzystną ścieżkę, więc się położył. Warto się temu przyjrzeć i coś z tym zrobić - ocenia wprost Bogusław Nowak, były żużlowiec, mistrz Polski z 1977 roku.

Ostrowianie znacznie lepiej wyszli ze startu w 15. biegu spotkania w Bydgoszczy. Szykowało się 5:1 dla gości, ale nagle upadł Wadim Tarasienko. Nic mu się nie stało, ale podniósł się dopiero gdy sędzia zapalił czerwone światło. Manewr się powiódł, bo arbiter zarządził powtórkę w czteroosobowym składzie, a następnie wykluczył jeszcze Grzegorza Walaska. Zdaniem wielu osób ze środowiska, decyzja o powtórce w komplecie była niesłuszna, bo Rosjanin sam sobie był winien. Do rangi kuriozum urasta to, że o takie właśnie postawy miał w Gdańsku pretensje do Krystiana Pieszczka, który jego zdaniem mógł utrzymać się na motocyklu. Teraz to on sam wykorzystał regulamin i tak na dobrą sprawę wypaczył wynik meczu, bo w momencie jego upadku ostrowianie jechali z przodu. 

Reklama

Zniesmaczony sytuacją jest Bogusław Nowak, były zawodnik. - Ten mecz wygrał sędzia, a nie sport. Tarasienko nie wpadł na korzystną ścieżkę, więc się położył. Jeżeli żużlowiec jest myślący, to w takie miejsca nie powinien się pakować. Wjechał po prostu "na pałę". Arbiter dał się nabrać. Najgorsze, że takie rzeczy wychodzą zawodnikowi na plus - mówi. - Walaska też niesłusznie wykluczono. Zwróćmy uwagę, że w momencie pójścia taśmy w górę on stał nieruchomo. A w ogóle zacznijmy od tego, że pierwszy ruszył się Tarasienko. I tak cała robota Ostrovii idzie na marne, bo sędzia ma takie widzimisię - dodaje.

Trudno nie dostrzec, że obecnie teatralnych upadków mających na celu wykorzystanie regulaminu jest znacznie więcej niż kiedyś. Skąd się to bierze? Wpływ na to może mieć obecność dmuchanych band, które powodują, że większość kraks kończy się niegroźnym kontaktem z miękkim materiałem. - To się zdarza zbyt często. Kiedyś nie przyszło nam do głowy, by celowo upadać, bo przy zderzeniu z dawnymi bandami człowiek był z góry skazany na kontuzję. Wówczas podobnych akcji było zdecydowanie mniej. Upadki wynikały z małych umiejętności, niedoszkolenia i tego typu rzeczy - tłumaczy.

Trzeba reagować

Sytuacje takie jak ta z Tarasienką są w zasadzie już normą i za chwilę nikt nie będzie o tym pamiętał. Nasz rozmówca apeluje jednak o rozwagę i podjęcie jakichś kroków w celu wyeliminowania takich zachowań. - Warto się temu przyjrzeć i coś z tym zrobić. Nie można nagradzać zawodników za ich błędy, bo to źle się skończy. Tarasienko już wiedział, że nic z tego nie będzie, więc po prostu usiadł na tyłek. Żadnego specjalnego kontaktu z rywalem nie było. Wciągnęło go, ale z jego winy. Należało się wykluczenie - kończy Bogusław Nowak.

Abramczyk Polonia zatem dzięki sprytnemu manewrowi Tarasienki (który swoją drogą odjechał kapitalne zawody), uratowała zwycięstwo w meczu. Zespół ma jednak nadal swoje problemy, a największym z nich jest kontuzja Adriana Gały, który wróci za 4-6 tygodni. Znów słabo jedzie Grzegorz Zengota, a katastrofalnie prezentuje się Nikodem Bartoch. Swoje robią jednak liderzy, bo obok Tarasienki bardzo dobrze jadą też Bellego i Lyager. Na dobrą sprawę w czwartkowy wieczór bydgoszczanie wygrali mecz jadąc w trójkę. To dość osobliwa i warta zauważenia historia.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy