Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. Liga. Na papierze wyglądają kiepsko, a na torze radzą sobie nieźle

Przed sezonem mówiło się o tym, że Aforti Start Gniezno jest jednym z klubów, które w sezonie 2021 będą walczyły o utrzymanie. Jako główne mankamenty drużyny Rafaela Wojciechowskiego wskazywano kiepskie transfery i słabą formację juniorską. Po dwóch meczach, szczególnie w tej drugiej sprawie, wydaje się, że obserwatorzy się mylili – w obu meczach gnieźnieńscy młodzieżowcy byli co najmniej tak samo skuteczni, jak ich odpowiednicy w drużynach rywali.

Aforti Start sezon rozpoczął w Tarnowie. Wiele można powiedzieć o zespole tarnowskich "Jaskółek", ale nie to, że dysponują słabymi juniorami. W zeszłym sezonie, zawodnicy Unii, w biegu drugim, zdobywali średnio 4,07 punktu! Tak dobrze nie radzili sobie w poprzednim roku nawet juniorzy leszczyńskiej Unii, czyli Dominik Kubera i Szymon Szlauderbach.

Oczywiście należy pamiętać o tym, że barw tarnowskiej Unii bronił w sezonie 2020 Mateusz Cierniak, który obecnie bardzo dobrze radzi sobie w PGE Ekstralidze, w barwach Motoru Lublin. Niemniej, na średnią zdobycz w danym biegu składają się punkty dwóch zawodników, a nie tylko jednego. Rempała i Konieczny dowozili w tych biegach cenne "oczka". Co ważne, nie było tak, że jeden z nich przejeździł cały sezon, a drugi przesiedział go na ławce. Od początku ich ligowych startów, czyli od sezonu 2019, obaj młodzieżowcy otrzymywali mniej więcej podobną liczbę szans.

Ze względu na wyniki w sezonie 2020 i fakt, że doświadczenie zbierali od sezonu 2019, juniorzy tarnowskich "jaskółek" byli wymieniani jako jedni z najlepszych zawodników na tych pozycjach w lidze. Gnieźnianie zupełnie się tymi opiniami nie przejęli. W drugim biegu przywieźli remis, a w kolejnym starcie Studziński uporał się na dystansie biegu, bez większych problemów, z Koniecznym. Niestety dla niego, został wykluczony za minimalne przekroczenie wewnętrznej linii toru. Później Czapla przywiózł jeszcze za swoimi plecami Rempałę. Gdyby nie wykluczenie Studzińskiego, juniorzy Startu mieliby na koncie pięć punktów i dwa bonusy, co w kontekście zaledwie trzech punktów tarnowian i ocen obu tych formacji, jest wynikiem imponującym.

Reklama

Podtrzymana dobra forma juniorów Startu

We wczorajszym meczu przeciwko Zdunek Wybrzeżu Gdańsk, reprezentanci Aforti Startu pokazali, że dobra postawa w Tarnowie nie była przypadkiem. Najpierw wygrali w biegu młodzieżowym 4:2, dzięki bardzo mądrej jeździe i atakowi na ostatnich metrach Marcela Studzińskiego. Później Mikołaj Czapla, choć niedoświadczony, radził sobie z trudnym torem lepiej, niż np. mistrz świata na długim torze, Lukas Fiengahe, który nie opanował motocykla i upadł. Dzięki pewnej jeździe gnieźnianie okazali się lepsi od gdańszczan - zdobyli sześć punktów i bonus, a zawodnicy Wybrzeża trzy punkty i bonus.

Kluczem do sukcesu wydaje się być zaufanie, którym juniorzy w Gnieźnie są obdarzani. Nie mówimy tu o jednorazowym przypadku, tylko o pewnej filozofii wyznawanej w klubie. Menadżer Wojciechowski poza tym, że chce stawiać na wychowanków, to jeśli już da szansę jakiemuś juniorowi, wierzy w niego bardziej niż większość. Tak było, np. z Marcelem Studzińskim, który początek poprzedniego sezonu miał, co tu dużo mówić, fatalny. Dość często biegów nie kończył, a jak dojeżdżał do mety, to w kiepskim stylu i daleko za rywalami. Pomimo tego otrzymywał kolejne szansy i w drugiej połowie sezonu wyglądał dużo lepiej. Oczywiście zaufanie to nie jest jedyny potrzebny element, bo zawodnik musi na poprawę rezultatów mocno zapracować, jednak bez wsparcia klubu ciężko poprawić swoje wyniki.

Ciekawym przypadkiem jest też Mikołaj Czapla. Zawodnik, który rozwijał się bez takiego rozgłosu, jak np. syn Mirosława Jabłońskiego, Mateusz, stał się podstawowym juniorem drużyny i radzi sobie bardzo dobrze. Nie ma jeszcze na koncie żadnego spektakularnego występu, jak np. Dominik Kubera, który w pamiętnym finale PGE Ekstraligi w 2015 roku wygrał dwa wyścigi, ale zdołał już podwójnie zwyciężyć w wyścigu młodzieżowców. Stało się to w zeszłym roku w meczu przeciwko Orłowi Łódź, kiedy Czapla przywiózł za plecami bardziej doświadczonego Piotra Pióro oraz Mateusza Dula. Choć Czapla od tamtego momentu nie zaskakiwał tak bardzo, jak w meczu z łodzianami, to jeździ bardzo solidnie. Dobrze startuje i nie ma problemów z prowadzeniem motocykla nawet w tak trudnych dla niedoświadczonego zawodnika warunkach, jak we wczorajszym meczu przeciwko Zdunek Wybrzeżu. Kibice w Gnieźnie powinni mieć z niego jeszcze pociechę, bo Mikołaj Czapla urodził się w 2003 roku, a zatem ma przed sobą, poza tym, jeszcze trzy pełne sezony jako junior.

Piotr Kaczorek

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje