Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. Liga. Kuba Zborowski: Serce bije dla Wilków, ale zaniedbano priorytetowy punkt naszego planu

- Nic tak nie smakuje jak awans do PGE Ekstraligi na własnym stadionie, przy akompaniamencie domowej publiczności. Nie powiedziałbym, że to będzie jednostronne widowisko. Nie spodziewam się powtórki z dwumeczu Arged Malesy i ROW-u. Ostrów jest mocny u siebie, ale nie stłucze Wilków jak rybniczan - mówi dla Interii przed finałem eWinner 1. Ligi Kuba Zborowski, były dziennikarz, jeden z założycieli Cellfast Wilków Krosno.


Kamil Hynek, Interia: Kto ma więcej argumentów przed finałem play-off eWinner 1. Ligi, Ostrovia, czy Cellfast Wilki?

Kuba Zborowski, krośnianin, były dziennikarz Canal+, jeden z założycieli klubu: Wydaje się, że więcej plusów znaleźlibyśmy po stronie Ostrovii. Są świetni juniorzy, genialną formą w ostatnich meczach błyszczą nestorzy polskich torów: Walasek i Gapiński. Arged Malesa ma na pewno bardziej doświadczony zespół, który nie pęknie w kluczowym momencie. Z tym, że ten poziom strasznie się na zapleczu PGE Ekstraligi wyrównał i za tydzień z haczykiem może zdarzyć się naprawdę wszystko.

Reklama

To dobrze, że Wilki pojadą rewanż u siebie? Widząc siłę Ostrovii na swoim torze można przyjąć czarny scenariusz, że przed spotkaniem w Krośnie nie będzie już co zbierać.

- Nic tak nie smakuje jak awans do PGE Ekstraligi na własnym stadionie, przy akompaniamencie domowej publiczności. Nie powiedziałbym, że to będzie jednostronne widowisko. Nie spodziewam się powtórki z dwumeczu Arged Malesy i ROW-u. Ostrów jest mocny u siebie, ale nie stłucze Wilków jak rybniczan. Z drugiej strony Krosno pokazało, nie tylko w ostatnim meczu, że jest w stanie przy Legionów przekroczyć granicę 50 punktów. A to olbrzymi kapitał.

Na kogo stawiasz?

Po wyrównanym boju wskażę jednak z bólem serca na Ostrovię.

Załóżmy jednak hipotetycznie, że drużyna Mariusza Staszewskiego leje Wilki w Ostrowie. Jak to wpłynie na frekwencję?

- Nawet wysoka porażka nie odbije się w żaden sposób. Moda na żużel w Krośnie była, jest i będzie. Za czasów KSM-u było biednie, ale stabilnie. Kiedy przyjeżdżał mocny rywal, a wynik był z góry znany, stadion i tak wypełniał się po brzegi. Ta "wilkomania" będzie trwać. Finał jest fantastycznym zwieńczeniem sezonu, a przecież Krosno jest beniaminkiem. 3 października każdy poczuje w naszym mieście atmosferę wielkiego żużlowego święta.

Wilki przeszyły na przestrzeni sezonu dużą transformację.

- Z początku zastanawialiśmy się, czy w ogóle się utrzymają. Spryt działaczy i pomoc głównego, tytularnego partnera doprowadziły do zakontraktowania Milika oraz Musielaka. Oni diametralnie odmienili oblicze zespołu. Z autsajdera ekipa Irka Kwiecińskiego urosła do roli faworyta.

Fani Wilków są w tym sezonie trochę rozbestwieni. Zamiast łyżeczką jedzą w od kilku miesięcy chochlą. Nie obawiasz się, że, gdyby tego awansu do PGE Ekstraligi nie udało się zrealizować w tym roku, ten apetyt na żużel minie?

- To by świadczyło o tym, że mamy w Krośnie kibiców sukcesu. Ale nawet jak klepaliśmy biedę i kopaliśmy się przez długie lata po czołach na najniższym szczeblu, tłumy i tak waliły na stadion. Wilki wyważyły drzwi eWinner 1. Ligi wyrywając futrynę więc jeśli to miałoby się znudzić już na tak wczesnym etapie, to sens ciągnięcia tego projektu mijałby się z celem. Nie wiem, co się dzieje w klubie, jakie są aktualne możliwości, ale po prostu nie wyobrażam sobie żeby Ratusz i prezydent nie przepchnęli budowy nowej trybuny.

Przekaz prezesa Grzegorza Leśniaka jest jasny. Wilki mierzą w wygranie rozgrywek eWinner 1. Ligi, a potem się zobaczy. Czy ty na miejscu działaczy podjąłbyś rękawicę  i nawet gdyby ta przygoda z PGE Ekstraligą miała potrwać tylko rok, zaryzykowałbyś?

- To wszystko zależałoby w jakim stanie byłyby finanse, jaki budżet udałoby się zebrać. Nie jestem blisko klubu, choć go zakładałem, ale gdyby była opcja spróbowania się w elicie, byłyby zapewnione środki, nie wahałbym się ani chwili. O Wilkach mówiłoby się przecież jeszcze więcej. Byłaby okazja pokazać Krosno, sponsorów w szerszym przekazie... Lubię wracać do 2019 i przykładu Motoru Lublin. Cała żużlowa Polska pukała się w czoło i zastanawiała, czy beniaminek zdoła zdobyć jakiekolwiek punkty. Odrywaliśmy od czci zawodników pokroju Dawida Lamparta, czy Pawła Miesiąca. Wilki miałyby z kogo wybrać. Jest sporo nieoczywistych postaci, na których warto zwrócić uwagę.

Rynek jest już przesiany, nie ma kogo wziąć, kto zrobiłby różnicę i dał nadzieję na utrzymanie.

Liderzy pewnie są już poukładani, ale Polonia Bydgoszcz też miała dogadanych dwóch ważnych zawodników, a jednak Bellego i Tarasienko odchodzą.

No dobrze, to wejdź w buty menedżera i jak na ten moment budowałbyś skład Wilków?

- Na pewno zostawiłbym żelazny tercet: Musielak, Lebiediew i Szczepaniak. Wciąż do wyciągnięcia jest Max Fricke. Zagar, Buczkowski, czy Bjerre, to doświadczeni ekstraligowcy. Mieli swoje wzloty i upadki, ale np. Lublin postawił na nogi Słoweńca. Przy kilku nawet nieznacznych wzmocnieniach drużyna z Krosna pokusiłaby się o sprawienie paru niespodzianek.

Jest jedno, lecz poważne "ale". Wilki nie mają juniorów. W eWinner 1. Lidze udało się bez nich dojść do finału, ale w PGE Ekstralidze ten numer już nie przejdzie. Tam już takiej mocnej silnej piątku seniorów nie uda się skompletować.

- Krosno wykonało kawał świetnej roboty przez te trzy lata, ale jeden kamyczek do ogródka trzeba im wrzucić. W naszym pięcioletnim programie rozwoju było jak byk napisane, że stawiamy na szkolenie i "produkcję" młodzieży. Ten priorytetowy punkt zaniedbano i mam o to trochę pretensji. Nie czarujmy się Wilki dysponują najsłabszą formacją juniorską w eWinner 1. Lidze, a na dodatek posiłkują się armią zaciężną. Jeśli tego awansu nie będzie, to wiadomo dlaczego. Nie uczestniczyłem w rozmowach z Olkiem Grygolcem, ale ten chłopak od początku powinien być zaklepany dla Wilków. On ma papiery na jazdę, a jednak gdzieś pokpiono sprawę i poszedł do Łodzi, gdzie też z różnych względów nie może się przebić.

Jak sobie patrzysz na rozwój Wików z boku, jak to poniekąd twoje dziecko rośnie jak na drożdżach, to jest satysfakcja, czy jednak ciągle dominuje żal, zazdrość, że cię tam nie ma.

- Zazdrości nie było nigdy, raczej złość. Czasem ukłuje coś w boku... wciąż nie byłem na żużlu w Krośnie. Ale strasznie się cieszę i czuję dumę, że trzy lata wstecz wpadłem na pomysł sporządzenia planu odświeżenia krośnieńskiego czarnego sportu. Podania mu nowego życia. Lwia część zakładanych celów jest wykonywana, część należałoby poprawić, ale to już nie moja "broszka".

Pod domem ludzie cię już nie zaczepiają, nie pytają gdzie się podziewasz?

- Od pytań nie ucieknę, wtedy jest ciężko. Jakąś cegłę pod istnienie Wilków jednak podłożyłem i nikt mi tego nie zabierze. Powiem nieskromnie, gdyby nie ja, teraz nie dyskutowalibyśmy o historii jaka pisze się naszych oczach w Krośnie. Oddaję ludziom co cesarskie, Grzegorz Leśniak i spółka wykonali kapitalną robotę i po trzech latach stoją u bram PGE Ekstraligi. Myślisz Krosno, mówisz żużel.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje