Reklama

Reklama

​Żużel. eWinner 1. Liga. Kacper Gomólski: Ojciec miał naprawdę mocny charakter. Cały czas jest wśród nas

- Dużo osób porównywało mnie i mówiło, że mam podobny charakter do taty. To, co nam się niestety przytrafiło, dopiero teraz to pokazuje. Ojciec miał naprawdę mocny charakter. Geny nie uciekły i trzymają się. Jacek cały czas jest wśród nas - mówi Interii Kacper Gomólski, który w niedzielę doskonale spisał się w hicie eWinner 1. Ligi w Gdańsku.

Sebastian Zwiewka, Interia: Można powiedzieć, że była to jazda na żyletki. Ostatecznie zremisowaliście w Gdańsku ze Zdunek Wybrzeżem 45:45. Pan uzbierał 11 punktów z bonusem, więc raczej jest pan zadowolony.

Kacper Gomólski, żużlowiec ROW-u Rybnik: Tak, ze swojej postawy jestem zadowolony. Szkoda, że od pierwszych wyścigów nie jechałem na silniku, który fajnie spisywał się w Rybniku. Po upadku w pierwszym biegu nie mogliśmy go złożyć i praktycznie schowaliśmy go na całe zawody. Na ostatnie dwa starty wyjechałem na nim, jeszcze nie doznał porażki z rywalem, co mnie na pewno cieszy. Z tym drugim muszę jeszcze popracować, żebym był skuteczniejszy. Nie zrobiłem na nim wielkiego szału, ale zdobyłem ważne punkty. Cały zespół pojechał dobrze, włącznie z juniorami. Końcowy wynik jest taki, że zremisowaliśmy na terenie mocnej drużyny.

Reklama

Gdański tor zmienił się po tej dosypce nawierzchni? 

Tak, na pewno jest więcej ścigania. Przynajmniej tak mi się wydaje, że jest się już o co zaczepić. Tego mi brakowało we wcześniejszych latach, kiedy jeździłem w Gdańsku. Odszedłem z klubu i widocznie zaczęło mi pasować, jak dosypano nawierzchnię. 

Czyli żałuje pan, że rok temu nie dosypano nawierzchni?

Dokładnie, ale tak to sobie mogę tłumaczyć. Inaczej też wszedłem w obecny sezon i to mnie cieszy. 

Jakie ma pan wrażenia po przyjeździe do Gdańska w roli gościa? Nie pomylił pan koloru kasku przed pierwszym biegiem? 

Robię wszystko, żeby team - i wszystko co robię - było profesjonalne. Rzetelnie podchodzę do pracy, którą muszę wykonywać na zawodach. Cieszę się, że póki co jest dobrze. Tata nad nami czuwa, nad całą rodziną oraz moim teamem. Przyjechałem na mecz do Gdańska z takim samym nastawieniem, jak do każdej innej drużyny. Po prostu zrobiłem swoje. 

Nie chciał pan niczego udowodnić? 

Nie, zrobiłem po prostu swoje. Cieszę się, że to ja wygrałem w tym piętnastym biegu i zapewniłem remis nowemu zespołowi. Tyle. 

Poprzedni sezon zakończył pan z przytupem, podobnie jest na początku obecnego. Potrzebował pan nowego wyzwania, żeby odpalić? 

Mam inny team. Bardzo cieszy mnie to, że jest to team rodzinny - mój brat Adrian oraz jego szwagier Daniel. Jest inaczej, nic nie wychodzi poza warsztat. To mnie bardzo cieszy. 

Ma pan mocną psychikę po tym, co stało się na początku kwietnia. Niejeden zawodnik by się po prostu załamał. 

Dużo osób porównywało mnie i mówiło, że mam podobny charakter do taty. To, co nam się niestety przytrafiło, dopiero teraz to pokazuje. Ojciec miał naprawdę mocny charakter. Geny nie uciekły i trzymają się. Jacek cały czas jest wśród nas. 

Przed piętnastym biegiem na tablicy wyników było 42:42. W decydującej gonitwie najlepiej wystartował Wiktor Kułakow. Jak z nim rozmawiałem, to pochwalił pana za jazdę na pierwszym łuku. Mówił też o błędzie, który popełnił. 

Przed piętnastym biegiem powiedziałem Siergiejowi, że co by się stało, to zawodnik z drugiego pola mnie nie założy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, kto jedzie. Tak się stało. Wiktor po prostu zrobił błąd, był gdzieś o pół koła przede mną i spokojnie mógł mnie zakładać. Gdzieś tam swoim cwaniactwem pojechałem po krawężniku, wypchnąłem go, obrałem najszybszą ścieżkę i uciekałem. Starałem się nie oglądać za siebie, zrobiłem to tylko raz jak czułem, że nikt mnie nie goni. Tak naprawdę, to z wyjścia z ostatniego łuku spojrzałem jak idzie Siergiejowi i akurat widziałem, że przeciwnik go minął i ta moja "trójka" dała nam remis. 

Po podpisaniu kontraktu z ROW-em mówił pan, że trener Cieślak pana odbuduje. Niektórzy twierdzili, że to tylko słowa. A jednak ten początek sezonu pokazuje, że to jest fakt. 

Trener dużo mi pomógł, dużo zmieniło też to, co zrobiłem zimą. Zresetowałem się, pojechałem do pracy, pracowałem jak każdy inny Polak. Odciąłem się od żużla, podpisałem kontrakt z ROW-em, a jak wróciłem, to przygotowywałem się do sezonu na tyle, ile mogłem. Sprzęt ogarnęliśmy taki, jaki ja chciałem. Póki co są same plusy, oby moja forma nie tylko się utrzymała, ale jeszcze szła w górę, bo każdy dobry bieg mnie cieszy. Mogę przyjechać drugi lub trzeci, lecz po walce. Po próbie toru czułem, że będzie dobrze, ale nie spodziewałem się, że to ja będę takim cichym bohaterem, który wygra piętnasty bieg i zapewni nam punkt.

Odcięcie się zimą od żużla raczej też panu pomogło. W zeszłym sezonie było trochę widać, że wyniki pana dobijały. 

Każdy chciałby zdobywać punkty, ale pod taśmą stoi czterech zawodników, którzy mają jeden cel - wygranie biegu. W poprzednim roku mi to się nie udawało. Skończyłem jednak dobrze sezon, a zawsze się mówi "jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz". Bardzo mocno się tego trzymam, w ten wszedłem bardzo dobrze, teraz tylko to utrzymać.

Co przed sezonem powiedział panu trener Cieślak, żeby jakoś pana podbudować? 

W ogóle nie było takiej rozmowy. Dużo rozmawiamy na treningach, dużo podpowiada i mamy tego efekty.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje