Reklama

Reklama

Żużel. eWinner 1. Liga. Gęsty dym na stadionie Startu. Co tam się działo?

Na profilu Aforti Startu Gniezno na Instagramie pojawiła się dziś niepokojąca relacja. Na krótkim nagraniu widoczny był ciemny, gęsty dym wydobywający się z boksów w gnieźnieńskim parku maszyn. Skojarzenia dla takich obrazków są jednoznaczne – wysokie temperatury spowodowały zapłon motocykla lub innych materiałów łatwopalnych. Okazuje się jednak, że kłęby dymu były spowodowane czymś innym.

Zaniepokojeni obrazkami umieszczonymi w Internecie skontaktowaliśmy się z menadżerem Aforti Startu, Rafaelem Wojciechowskim, którzy szybko rozwiał nasze obawy. - Nic się nie paliło. Odpaliliśmy race dymne do sesji fotograficznej. Zrobiliśmy małą, można powiedzieć, zadymę, ale było to pod kontrolą - powiedział Interii menadżer Startu.

Zdjęcia, do których odpalono race, będą wykorzystywane w kampanii promocyjnej wody "Speed Up". Jest ona wspólnym produktem gnieźnieńskiego klubu i sieci "Sklep Polski". Część środków ze sprzedaży napoju trafia do klubowej kasy, a i sama firma dodatkowo wspiera Start. Poza tym, sieć sklepów sponsoruje Oskara Fajfera, co widać wyraźnie na jego kevlarze indywidualnym.

Reklama

Polski żużel zna klubowe napoje i nie tylko

Klubowa woda nie jest w polskim żużlu niczym nowym, również w Gnieźnie. Przed kilkoma laty, jeszcze stary podmiot, stworzył wodę "Gnieźniankę". Swoją własną wodę produkowali też w Lesznie pod nazwą "Bycza woda". Pojawiały się też napoje energetyczne - w Częstochowie Włókniarz sprzedawał "Lwi Pazur".

Patrząc na historię działań marketingowych w polskim żużlu, klubowe napoje to już prawie sztampa. Włókniarz za czasów prezesury Mariana Maślanki oferował w klubowym sklepie damskie stringi, a prawdziwym oryginałem był Ireneusz Nawrocki. Były żużlowy działacz miał zamiar finansować klub z różnej maści biznesów i gadżetów. Jednym z nich były perfumy na bazie marihuany. Inny zakładał rozmieszczenie 200 pojemników na butelki PET wraz ze zgniatarkami. Działacz chciał zarabiać na reklamach umieszczanych na kontenerach. Z każdej miał mieć tysiąc złotych, co dawałoby 200 tysięcy złotych na klub miesięcznie.

Pożary motocykli – nic nowego

Choć pożary na stadionach żużlowych nie zdarzają się często, to jednak od czasu do czasu takie wydarzenie ma miejsce. Najbardziej jaskrawa tego typu sytuacja w poprzednich latach to ogniste siodło Maksyma Drabika.

W 2017 roku w meczu Sparty Wrocław ze Stalą Gorzów ówczesnemu reprezentantowi wrocławskiego klubu w trakcie biegu zdefektował motocykl. Gdy kontynuował na nim podróż po wrocławskim owalu, pojawił się pod jego siodełkiem ogień. Drabik kilkadziesiąt metrów przejechał z pożarem na pokładzie i dopiero wirażowy, trącając go chorągiewką, uświadomił młodemu zawodnikowi, że za chwilę może mieć przysmażone pośladki. Na szczęście żużlowiec nie odniósł żadnych obrażeń.

Piotr Kaczorek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje