Reklama

Reklama

Żużel. Dziwne przypadki Vaclava Milika. Rok temu zablokował go Lindbaeck, teraz Jensen

Rok temu był jedną nogą w RM Solar Falubazie. Kontrakt dla Vaclava Milika leżał na stole, ale wtedy klub zrobił remanent po rządach Adama Golińskiego i okazało się, że rzutem na taśmę podpisał on kontrakt z Antonio Lindbaeckiem. Zostawiono Szweda, który niedawno ogłosił zakończenie kariery po kiepskim sezonie. Tymczasem Milik tym razem podpisał kontrakt z Falubazem, ale bez gwarancji startowych i bez ustalonych warunków finansowych.

Vaclava Milika można nazwać jednym z wielkich pechowców listopadowego okna transferowego. Jeszcze kilka dni temu miał ważny kontrakt z PGG ROW-em Rybnik na sezon 2021. Trener Marek Cieślak powiedział co prawda, że nie widzi dla niego miejsca w zespole, ale prezes Krzysztof Mrozek nie dał mu wolnej ręki, dopóki nie uzyskał pewności, że Duńczyk Michael Jepsen Jensen podpisze umowę ze śląskim klubem.

Reklama

Pech Milika polega na tym, że Jensen kontrakt z PGG ROW-em podpisał dopiero 13 listopada, dzień przed zamknięciem okna. Czechowi w międzyczasie uciekła szansa na angaż w Unii Tarnów i Wilkach Krosno. Te kluby go chciały, ale nie mogły czekać w nieskończoność, bo sytuacja na giełdzie robiła się nieciekawa. Zresztą Unia i Wilki między sobą walczyły o zawodników. Ostatecznie Wilki wyrwały Unii Petera Ljunga, a w Tarnowie pocieszyli się kontraktem Rohana Tungate’a. Milik został na lodzie. 

Miał tylko 24 godziny na załatwienie swoich spraw. Rozwiązał kontrakt z PGG ROW-em (to odpowiadało mu bardziej niż zgoda na wypożyczenie, choć w razie niepowodzenia klub musiałby mu zagwarantować nawet i 60 tysięcy złotych za podpis) i związał się z RM Solar Falubazem. Rok temu miał przyjść do Zielonej Góry jako jedno z ważnych ogniw, ostatecznie trafił tam na tzw. kontrakt warszawski, czyli bez gwarancji startów i bez ustalonych warunków finansowych. Czy pojedzie, to już zależy od klubu i menedżera Piotra Żyto.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama