Reklama

Reklama

Żużel. Dwa wnioski Stali do miasta. Kuszenie Duńczykami. Były prezes klubu nie widzi w tym niczego złego

Stal Gorzów złożyła dwa wnioski o miejskie dotacje. Jeden na spółkę, drugi na promocję miasta przez sport przez stowarzyszenie. Stal łącznie domaga się 3,3 miliona złotych. – Trudno, żeby mający ambicje klub wnioskował o mniej – mówi nam były prezes Stali Ireneusz Zmora.

Wnioski Stali Gorzów o dotacje są może nie tyle sensacyjne, ile ciekawe. Raz, ze względu na wysokość kwoty, o którą stara się klub. Dwa, z powodu wpisania w listę sukcesów stowarzyszenia medali zdobytych przez gorzowskich Duńczyków. - Nie czepiałbym się tego. Owszem, to może zastanawiać, ale tu przecież chodzi o to, żeby wniosek przekonał osoby, które go opiniują. Wnioskujący argumentuje swój wniosek, najlepiej jak potrafi i nie wie, co przekona oceniających wniosek urzędników - stwierdza były prezes Stali Ireneusz Zmora.

- Nie ma też się co dziwić, że klub wnioskuje o znaczące kwoty, większe niż dostał rok temu (wtedy Stal otrzymała 2,5 miliona - dop. aut) - kontynuuje Zmora. - Wiadomo, że miasto nie da dotacji większej, niż chce klub. Raczej będzie ona cięta, bo w każdym urzędzie jest osoba, która przy tego rodzaju pracy zechce się wykazać. Nad każdym wnioskiem można próbować się pastwić, ale po co? Przecież to tylko prośba wyrażający życzenie klubu sportowego. Bardziej zasadne jest pochylenie się nad decyzją miasta. Jak dotacja zostanie przyznana, wtedy można się zastanawiać, czy nie za dużo, czy cele właściwe. A może za mało miasto przekazało środków na klub, a może w ogóle za mało na sport. Teraz taka dyskusja moim zdaniem jest przedwczesna - zauważa były działacz.

Reklama

Poza wszystkim Zmora wykazuje, że przykład Stali pokazuje, że sprawy miejskich dotacji nie są uregulowane właściwie. - Trzeba by zacząć od tego, co kiedyś proponowali radni Gorzowa, by na sport w mieście był co roku określony procent budżetu miasta. Kiedyś była taka propozycja, by to było dwa procent. Wtedy każdy wiedziałby, na ile mniej więcej może liczyć.

- Kolejna rzecz, to pewna przewidywalność w tej współpracy. Dobrze by było, żeby obowiązywały wieloletnie umowy o współpracy. Kluby żużlowe w listopadzie podpisują kontrakty, nie wiedząc, ile wsparcia otrzymają z miasta, od sponsorów i ze sprzedaży karnetów. Budżet jest mocno życzeniowy. Zaciąga się zobowiązania, nie znając kwot, które będzie się miało do dyspozycji. Zawieranie umów kilkuletnich pozytywnie wpłynęłoby na stabilizację budżetów klubów sportowych i zaoszczędziłoby niepotrzebnych stresów działaczom - stwierdza Zmora.

Można by jednak dodać, że Stal nie musiałaby składać wniosków na wielkie miejskie dotacje, gdyby w listopadzie prezes Marek Grzyb nie podpisał milionowych kontraktów. - Nie wiem, jakiej wysokości są kontrakty w Stali Gorzów i nie zamierzam się do tego odnosić. Ale warto zaznaczyć, że budżet żużlowego klubu jest ogólnie trudny do skonstruowania, ponieważ zawiera wiele zmiennych. A problem dodatkowo potęguje koronawirus. W związku z tym wiele listopadowych założeń budżetowych legło w gruzach, dlatego każdy klub, nie tylko Stal, walczy na różnych frontach, by ściągnąć do kasy możliwie największe środki z różnych źródeł - kończy Zmora.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL