Reklama

Reklama

Żużel. Drużyna bezrobotnych. W eWinner 1. Lidze dałaby sobie radę

Zmiana przepisów w polskiej lidze, wprowadzenie obowiązku posiadania zawodnika U-24, postawiła w trudnej sytuacji wielu doświadczonych i uznanych żużlowców. Część z nich podpisała tzw. kontrakty warszawskie, ale nie dają one gwarancji startu ani tym bardziej zarobku. De facto ci zawodnicy znaleźli się na bezrobociu. Stworzyliśmy drużynę złożoną z takich żużlowców.

MIEJSCE 1. Vaclav Milik. To z pewnością największy szok okienka. Co prawda ma ważny kontrakt w PGG ROW-ie, ale trener Marek Cieślak go nie chce. Gdy 13 listopada ogłaszano skład drużyny o Czechu nawet się nie zająknięto. Miniony sezon w PGG Ekstralidze nie poszedł rzecz jasna po jego myśli (w barwach PGG ROW-u zdobywał średnio jedyne 1,226 punktu na bieg), a w dziewięciu wyścigach Grand Prix w Pradze, na które dostał dziką kartę, zainkasował tylko 2 oczka. Mimo to Milik to przecież nie byle jaki zawodnik i wydawało się, że kluby będą mocno o niego zabiegać. Nie udało mu się podbić Ekstraligi, ale wiele razy udowadniał, że jest w stanie ścigać się z najlepszymi - choćby podczas cyklu SEC. 

Reklama

MIEJSCE 2. Troy Batchelor. Doświadczony już Australijczyk ma za sobą tragiczny sezon. Nie udało mu się wywalczyć składu w PGG ROW-ie Rybnik, a po udaniu się na wypożyczenie ligę niżej nie poradził sobie również w Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Nie tłumaczy to jednak braku zainteresowania jego usługami ze strony klubów pierwszo i drugoligowych. Wydaje się, że Australijczyk zasługuje na szasnę choćby dzięki temu, iż jeszcze w 2019 był jednym z 5 najlepszych zawodników Nice Polskiej Ligi Żużlowej pod kątem średniej biegopunktowej. 

MIEJSCE 3. Dawid Lampart. Jeszcze w 2019 roku jeździł w PGE Ekstralidze w barwach Motoru Lublin kosztem Roberta Lamberta. Jesienią 2020 Anglik był jednym z najbardziej rozchwytywanych zawodników w najszybszej lidze świata, a Polak nie znalazł dla siebie miejsca zatrudnienia. Cóż, los - szczególnie ten żużlowy - bywa przewrotny. Lampart potrafił przecież w bieżącym roku notować dobre występy w barwach Abramczyk Polonii Bydgoszcz (jako gość), a ponadto wykręcił średnią ponad 2 punktów na bieg jako zawodnik RzTŻ Rzeszów w najniższej klasie rozgrywkowej. Być może na problemy ze znalezieniem pracodawcy miał ciągnąca się za Lampartem fama człowieka, z którym trudno się współpracuje. Jeśli nic się nie zmieni najpewniej wesprze w parku maszyn młodszego brata Wiktora.

Miejsce 4. Grzegorz Walasek. Jeden z najsłynniejszych polskich żużlowców XXI wieku. Znany nie tylko z wybuchowości i słynnej bezpośredniości w kontaktach z innymi, ale przede wszystkim dobrych wyników sportowych (m.in. w najwyższej klasie rozgrywkowej i reprezentacji Polski). Ostatni sezon był dla niego ciężki (do legendy przejdą jego dziwne defekty w ważniej imprezie), ale zaliczył również kilka bardzo udanych spotkań. Jeśli nie zdecyduje się - wzorem kolegi z Ostrovii, Rafała Okoniewskiego - zakończyć karierę, to któryś z drugoligowych klubów może się do niego odezwać podczas sezonu. 

Miejsce 5. Linus Sundstroem. Znany przede wszystkim z występów przed laty w Stali Gorzów, ostatnie sezony spędzał w drugiej klasie rozgrywkowej. Bardzo zawiedli się na nim ostatnio w Lokomotivie Daugavpils. Na Łotwie nie chciano nawet słyszeć o podpisaniu z nim kontraktu. Mimo to, rywale tej drużyny z drugoligowych torów mogą z czasem wyrażać zainteresowanie utytułowanym Szwedem. Na razie ma kontrakt warszawski w Moje Bermudy Stali Gorzów i czeka.

Miejsce 6. Rene Bach. Ogromny pechowiec. Mógł sezon 2020 spędzić w eWinner 1. lidze jako zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz, jednak na finał 2.ligi do Poznania przyjechał ze złamaną ramą. Tak zirytował brakiem profesjonalizmu Jerzego Kanclerza, że ten momentalnie usunął go z ligowego składu drużyny zastępując go Maticem Ivacicem. Po awansie Polonii trafił do Kolejarza Opole, gdzie również był liderem drużyny. Po tylu latach ze średnią ponad 2,0 na drugoligowych torach, to aż nieprawdodpodne, że Duńczyk nie otrzymał żadnej oferty. 

Miejsce 7. Oskar Bober. Wychowanek Motoru Lublin podjął złą decyzję, wracając do macierzystego klubu. Ma za sobą niemal całkowicie stracony sezon. Jednakże jego wcześniejsze występy dla “Koziołków" w charakterze juniora i późniejsze seniorskie próby w Pile pokazały, że drzemie w nim spory potencjał. Aż dziwne, że nikt nie zdecydował się zaryzykować angażu dla tego 24-latka w świetle nowych przepisów o zawodniku U24.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje