Reklama

Reklama

Żużel. Dramatyczne wyznanie Hampela: Wystarczy, że zrobię kilka kroków i już jestem zmęczony

- Strasznie mnie ten wirus osłabił. Czuję takie potężne zmęczenie. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był w takim stanie – mówi w szczerej rozmowie z Interią żużlowy wicemistrz świata Jarosław Hampel, który czuje się tak źle, że nie ma ochoty wstawać z łóżka.

Dariusz Ostafiński, Interia: Jak się pan czuje?

Jarosław Hampel, wicemistrz świata na żużlu: Czuję tego koronawirusa. Dosłownie.

To znaczy?

- To nie jest to samo, co normalna grypa. W tym ostatnim przypadku dolegliwości są mniejsze. Na pewno mniej dokuczliwe. Nie, żebym miał problem z oddychaniem, ale mój organizm jest skrajnie osłabiony. Trzy pierwsze dni były bardzo trudne.

Poczuł się pan źle?

- W niedzielę, a w poniedziałek zrobiłem sobie test. We wtorek wszystko było jasne, choć dla mnie było jasne wcześniej, bo czułem, że to może być to.

Reklama

Pana kolega z drużyny Grigorij Łaguta przechodzi koronawirusa bezobjawowo.

- Czytałem i zazdroszczę, bo ja z kolei przechodzę dosyć ciężko. Strasznie mnie ten wirus osłabił. Czuję takie potężne zmęczenie. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był w takim stanie.

Czyli nic pan nie robi?

- Dosłownie nic. Wystarczy, że wstanę, zrobię kilka kroków i już jestem zmęczony. Powiem więcej, budzę się rano i jestem zmęczony. Czuję to zmęczenie gdzieś w środku, na nic nie mam siły. Proste czynności dają mi w kość. Chcę zjeść i się męczę.

 

Węch, smak?

- To mam.

Gorączka?

- Nie. Stan podgorączkowy. Na szczęście czuję, że mój organizm z każdą chwilą coraz mocniej z tym wirusem walczy. Wiele energii mnie to jednak kosztuje. Dodam, że czasem męczy mnie kaszel.

Co dalej?

- Nie chciałbym wybiegać daleko w przyszłość, ale czekam na 11 kwietnia, na mecz Motoru w Gorzowie. Chciałbym do tego czasu dojść do dyspozycji i pojechać. Taki mam plan.

A na izolacji jest pan?

- Do 7 kwietnia.

Tyle że na razie, nie może pan ćwiczyć, więc mogą powstać zaległości.

- Dlatego czekam na jakąś większą poprawę, bo teraz faktycznie nie ma żadnej aktywności. Przez to zmęczenie nawet mi przez myśl nie przechodzi, żeby cokolwiek robić. Od środy zauważyłem jednak delikatną poprawę, więc może te kolejne dni będą lepsze.

Co pan poczuł, kiedy dowiedział się, że ma koronawirusa? Był strach?

- Nie, choć wiem, że ludzie różnie to przechodzą, czasem wręcz ich to zabija. Kiedy mnie to dopadło nie chciałem sobie jednak zaprzątać głowy takimi myślami. Na początku była prosta myśl, żeby to zdiagnozować i szybko się odizolować. Chciałem wiedzieć, czy to na pewno to. Miałem zawalone zatoki, nos, momentalnie rozbolała mnie głowa. Do tego oskrzela. Poczułem też kłucie w klatce piersiowej. Sporo tego było, ale zachowywałem spokój. Kiedy to wszystko wyszło, pomyślałem, że to jest to najgorsze, że teraz będzie już tylko lepiej. Kilka dni mnie trzymało, teraz powoli wracam do świata żywych.

Cały czas jest pan w domu?

- Tak. Nie było potrzeby, bym kładł się w szpitalu. Na szczęście.

A jak pan w przeszłości znosił wszelkie wirusowe infekcje?

- Zdarzyły się jakieś infekcje dróg oddechowych, jakaś grypa i raczej źle to znosiłem.

Zaszczepi się pan?

- Tak, na pewno. Za jakiś czas, bo teraz na trzy, cztery miesiące będę miał ochronę. Tak przynajmniej to wygląda w praktyce. Będę ozdrowieńcem.

Szkoda, że nie było możliwości, by zaszczepić profesjonalnych sportowców.

- Szkoda. Potrenowałem w Krsku, w Gdańsku, miałem już wielka ochotę na jazdę, a tu takie coś. W pierwszej kolejce odbędą się tylko dwa z czterech spotkań, więc faktycznie takie szczepienia dużo by dały. Życie. Rok temu nie pomyślałbym, że za dwanaście miesięcy wirus będzie z nami, a teraz nie mam pewności, czy w ciągu kolejnego roku się go pozbędziemy. W zasadzie wszystko zależy od szczepień. Ja na pewno na nie pójdę. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje