Reklama

Reklama

Żużel. Déjà vu Tadeusza Zdunka. Sprzedaż samochodu łatwiejsza niż awans do PGE Ekstraligi?

Tadeusz Zdunek znany jest w Polsce nie tylko jako prezes Wybrzeża Gdańsk, ale także uznany dealer samochodowy. W tej drugiej branży idzie mu świetnie – należy do najlepszych sprzedawców w kraju. Niestety, sukcesów na tym polu od lat nie może przełożyć na tor – Wybrzeże przed niemal każdym sezonem uznawane jest za faworyta do awansu. Po rozgrywkach tradycyjnie już nazywa się ich największym rozczarowaniem.

Reklama

W branży samochodowej Zdunek pojawił się na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy otworzył w Gdańsku jeden z - jak się później okazało - najbardziej prężnych salonów marki Renault. Dziś jego sieć sprzedażowa to prawdziwe imperium - co miesiąc sprzedaje on ponad 600 samochodów spośród 8 marek, które posiada w ofercie. To właśnie jego konkurencja stawia sobie często za wzór funkcjonowania w świecie 4 kółek.

Reklama

Wydawałoby się, iż tak uznana osobistość u sterów klubu to dla gdańskich żużlowców gwarancja sukcesu. Nic bardziej mylnego. Zdunek wszedł z rządzonym przez siebie Wybrzeżem do 1. ligi przed sezonem 2016. Cel był prosty - powrócić do PGE Ekstraligi, z której borykająca się z finansowymi nadmorska drużyna spadła z hukiem w 2014.

Sezon 2016 był dla gdańszczan przetarciem się - w lidze startowało wówczas aż 11 zespołów, połączono ją z drugą ligą i ciężko było przebić się wyżej. Przełomowy miał okazać się sezon 2017 - 2 uznane polskie marki: Oskar Fajfer i Kacper Gomólski, doświadczony Troy Batchelor oraz słynna duńska mafia na czele z rozwijającym swój talent Andersem Thomsenem. To się po prostu musiało udać!

Niestety, marzenia o powrocie do najlepszej ligi świata rozwiał pech. W pierwszym biegu finału na gdańskim stadionie połamał się Oskar Fajfer - w dalszej fazie zawodów musieli sobie radzić już bez niego. Mecz nad morzem zakończył się po 12 wyścigach wynikiem 40:32 dla Wybrzeża, rewanż w Tarnowie (odjechany już w pełny formacie) Unia wygrała 50:40. Wszystko rozstrzygnęło się, gdy sędzia wykluczył z ostatniej gonitwy Kacpra Gomólskiego.

Od tego czasu gdańszczanie szachują składem niemal co zimę - w ostatnich sezonach nie dawało to jednak nawet awansu do play-off. W zeszłym roku to właśnie oni mieli zagrozić eWinner Apatorowi, ale świetna paka z Kildemandem i Pieszczkiem uległa na własnym torze już w pierwszej kolejce słabszej Unii Tarnów.

- Kiedy jak nie w tym roku - wydają się pytać nadmorscy kibice. Zdunek ściągnął na gdański stadion nie samochody, a prawdziwe bolidy i limuzyny (oczywiście jak na standardy eWinner 1. Ligi). Wybrzeże Gdańsk zostało wzmocnione między innymi Wiktorem Kułakowem i Jakubem Jamrogiem, z miejsca stając się głównym faworytem do awansu.

Ich aspiracje zostały brutalnie zweryfikowane już w drugiej kolejce, a więc niespełna tydzień temu. Osłabiony brakiem Michaela Jepsena Jensena ROW Rybnik wywiózł znad morza remis! Co więcej, to podopieczni Marka Cieślaka dominowali przez całe spotkanie i zwyciężyliby, gdyby nie ułańska szarża Jakuba Jamroga na ostatnich metrach piętnastego wyścigu.

Cóż, czarny sport to nie sprzedawanie samochodów. Nie wszystko można wyliczyć i wykalkulować. Bardzo często potrzeba po prostu fury szczęścia, a przynajmniej braku pecha. Tymczasem wydaje się, że Tadeusz Zdunek powinien skorzystać z porad Ryszarda Dołomisiewicza i wypuścić na stadion przy ul. Zawodników 1 koty i psy. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, nikogo nie zdziwi żyła wodna przebiegająca pod nim!

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

 

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Tadeusz Zdunek | Wybrzeże Gdańsk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama