Reklama

Reklama

Żużel. Daniel Kaczmarek: To nieprawda, że jeżdżę na mecze osobówką. Sens U24 w obecnej formie jest zerowy

Dwukrotny mistrz Polski juniorów w szczerej rozmowie mówi o swojej aktualnej sytuacji, która wobec bardzo małej ilości jazdy, nie jest najlepsza. Wypowiada się także na temat kontrowersyjnego przepisu o obowiązkowym żużlowcu U24 w składzie drużyn. - Szkolimy obcokrajowców - mówi wprost.

Michał Konarski, INTERIA: Ma pan kolejny rok praktycznie bez jazdy w lidze. To zapewne bardzo frustrujące.

Daniel Kaczmarek: Niestety. Ma pan rację. Co więcej mogę powiedzieć?

Ma pan jakiś żal do ostrowskich działaczy? Nie wszyscy zawodnicy z podstawowego składu spełniają oczekiwania. Mam tu na myśli choćby Olivera Berntzona, za którego spokojnie mógłby pan pojechać. 

Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, że ktoś zawodzi i cały czas dostaje szansę, a ja nie. Trzeba trenera zapytać.

A próbował pan z nim o tym rozmawiać?

Reklama

Rozmawiałem. Zawsze słyszę to samo: jestem w składzie, nie jadę w pierwszym biegu, a potem zobaczymy, co będzie. A co będzie, to widzimy. Co mecz taka sama sytuacja.

Pojawiały się pogłoski, że przyjeżdża pan już nawet na mecze osobówką. To prawda?

Nie, to nieprawda.

Pytanie, co dalej. Drugi sezon w zasadzie na straty. Miewa pan takie myśli, że może lepiej dać sobie z tym wszystkim spokój?

Nie wiem, co będzie w przyszłym roku. Jeździć będę na pewno, tylko nie wiem, w jakim klubie. Wiadomo, że jest bezsilność u człowieka. Jeszcze jakbym jeździł i by mi nie szło, to można by szukać, poprawiać, testować. A tak, to co mam zrobić? Na początku mocno mnie to przybijało, ale powiedziałem sobie, że co to da, że będę się frustrował. Niczego to nie zmieni. Mało tego, mogę jeszcze pogorszyć swoją sytuację. Czekam na swoją szansę i jak ją dostanę, to będę się ścigał. Broni nie składam.

Miał pan być jednym z beneficjentów przepisu o zawodniku U24. Czy ta koncepcja pana zdaniem się sprawdziła?

Tak, gdyby to dotyczyło samych Polaków. Zgodzę się z tym, co powiedział Grzesiu Walasek. Za nasze polskie pieniądze szkolą się obcokrajowcy. Jaki to ma sens? Zerowy. Zwróćmy uwagę, jak to wygląda we wszystkich naszych ligach, nie tylko w eWinner 1. Lidze. W większości na tej pozycji jeżdżą zawodnicy z zagranicy.

Żałuje pan decyzji o przyjściu do Ostrowa?

W pełni okaże się po sezonie. Na razie wychodzi na to, że tak. Nie jeżdżę, a żużlowiec jest od tego, żeby jeździć.

Ten sezon trochę ratuje panu liga duńska, ale zbyt wielu meczów to tam nie ma.

Trochę tak, ale co z tego? Najważniejsza jest liga polska, a w niej nie jeżdżę. Dania miała być dodatkiem do Polski, a wyszło jak wyszło. 

To teraz zmieńmy temat. Miał pan okazję wystąpić na gali MMA. W tym trudnym sezonie, to taka odskocznia dla pana?

Tak, jestem bardzo zadowolony. Mogę przy okazji powiedzieć, że na dniach coś na ten temat jeszcze ogłoszę. Spróbowałem czegoś nowego i spodobało mi się to. Skoro nie startuję na żużlu, to chociaż trenuję formę fizyczną. Poznałem ciekawych ludzi, organizacja także stała na wysokim poziomie.

Czyli jest szansa, że to nie był pana ostatni tego typu występ?

Powiem nawet, że już jestem po słowie. Na razie niczego jednak oficjalnie nie ogłaszam, bo takie mam ustalenia z organizatorem. 





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje