Reklama

Reklama

Żużel. Daniel Kaczmarek: Nie pokłóciłem się z trenerem Staszewskim, ale nie takie były ustalenia

Daniel Kaczmarek ma szansę awansować do PGE Ekstraligi wraz z Arged Malesą Ostrów Wlkp., choć w drużynie praktycznie nie startuje. Okazuje się, że nie ma już szans na to, aby to się zmieniło. Zawodnik poddał się operacji nadgarstka i już myśli o nowym sezonie. Najchętniej znalazłby nowy klub w 2. Lidze Żużlowej. - Chcę się odbudować - mówi wprost sam zainteresowany.

Jakub Czosnyka, Interia.pl: Arged Malesa Ostrów Wlkp. kroczy do PGE Ekstraligi. O awans pojedzie z Cellfast Wilkami Krosno. Pana jednak próżno szukać w składzie. Dlaczego?

Daniel Kaczmarek, zawodnik Arged Malesy Ostrów Wlkp.: Nie wiem. Nie dostałem żadnej informacji, dlaczego.

Pojawia się pan jeszcze na treningach?

Na ten moment nie. Poddałem się zabiegowi nadgarstka, który miałem złamany. Skoro nie byłem powoływany do składu, to chciałem zrobić z tym porządek teraz, aby zimą móc normalnie przygotowywać się do nowego sezonu.

Czyli sezon już pan skończył?

Chyba tak. Byłem na stole operacyjnym. Gdyby nawet mi się udało wrócić, to i tak zostały tylko dwa mecze ligowe. Sezon się kończy.

To chyba nie jest żadna tajemnica, że pana relacje z trenerem Mariuszem Staszewskim są łagodnie mówiąc napięte.

Nie pokłóciłem się z trenerem ani nic, ale nie mamy ze sobą żadnych relacji, bo po prostu nie jeżdżę.

O co w tym wszystkim chodzi? Na początku sezonu był pan w drużynie jako rezerwowy, praktycznie w ogóle nie jeździł, a ostatnio zniknął w ogóle ze składu. Rozmawiał pan o swojej sytuacji z trenerem?

Rozmawiałem z nim wiele razy. 

Jaki był efekt?

Były jakieś ustalenia, ale sytuacja nadal się nie zmieniała.

O wypożyczeniu pan myślał?

Oczywiście, że tak. Na początku jednak nie chciał zgodzić się na to klub. Potem zmienili zdanie, ale puścili mnie na mecz w Gnieźnie i dobiłem do granicy 12 punktów. Wtedy też zamknął się automatycznie temat ze względu na przepisy. Myślę, że taki stan rzeczy klubowi odpowiadał.

Brzmi jak wpuszczenie na minę.

I po tym nie za bardzo miałem o czym rozmawiać. Dlatego też poddałem się operacji, skoro nie jeździłem.

A jak wyglądały treningi? Tam mógł się pan pokazać, choćby nawet rywalizując z innymi spod taśmy.

Na początku sezonu ścigaliśmy się na treningach. Następnie został wybrany skład, który cały czas jeździł. Z czasem przestałem się pojawiać na treningach, bo koledzy byli w formie, w rytmie meczowym a ja nie. Niektórzy nawet przyjeżdżali prosto na mecze, bo mieli inne imprezy. To zresztą zrozumiałe. Tak to wygląda w sezonie. Natomiast ja chwilowo jeździłem spod taśmy z Adrianem Cyferem zanim jeszcze został wypożyczony, a później z juniorami. Później przestałem przyjeżdżać, gdy wiedziałem, że skład i tak jest wybrany.

Nie próbował pan szukać jazdy zagranicą?

Próbowałem, ale mówili mi, żebym najpierw pokazał się w Polsce i pokazał, w jakiej jestem formie. W Polsce z kolei słyszałem, żebym szukać jazdy zagranicą. Jeździmy w czasach koronawirusa. Coraz mniej jest tego żużla. Na początku sezonu było bardzo mało turniejów, więc tych szans pokazania się było jeszcze mniej.

Trochę ma pan pecha. Pewnie w połowie klubów eWinner 1. Ligi miałby pan pewne miejsce w składzie.

Jakbym wiedział, jak będzie wyglądała moja sytuacja, to podpisałbym kontrakt warszawski i spokojnie czekał. Polak mądry po szkodzie.

Finansowo bardzo jest pan do tyłu?

Jak nie jeżdżę, to nie zarabiam. Żużel to mój główny zawód. Trenowałem, poświęcałem temu czas. Cały czas się tym zajmowałem, nie było mowy o żadnym innym zajęciu.

Co będzie z Danielem Kaczmarkiem w przyszłym sezonie?

Wiadomo, że każdy chce jeździć w PGE Ekstralidze, ale trzeba patrzeć na sprawę realnie. Myślę, że w moim przypadku najlepszym rozwiązaniem będzie zejście do 2. Ligi Żużlowej, przejechanie pełnego sezonu na odbudowanie się i być może zapukanie do eWinner 1. Ligi wspólnie z nowym zespołem, w którym chciałbym być jednym z liderów. 

Oferty jakieś pan ma?

Na razie z 2. Ligi Żużlowej otrzymałem dwie propozycje.

A gdyby odezwał się do pana klub z eWinner 1. Ligi?

Jeśli miałbym jeździć w pierwszym składzie to powiedziałbym "tak". Ale jeśli znów miałoby być siedmiu czy ośmiu zawodników na pięć miejsc, to lepiej dać sobie z tym spokój, skupić się na 2. Lidze Żużlowej i dobrze punktować.

A czy w gronie klubów, z którymi jest pan w kontakcie jest Unia Tarnów? Drużyna właśnie spadła na najniższy szczebel, a pan kiedyś tam jeździł.

Nie chcę zdradzać nazw tych klubów. Z Unią Tarnów rozmawiam, bo są pewne sprawy do wyprostowania. Widzę jednak progres, gdy pojawiły się w klubie nowe osoby. Nasz kontakt związany jest jednak z sezonem 2020.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL