Reklama

Reklama

​Żużel. Damian Baliński zdradził kulisy pamiętnych zamieszek w Ostrowie. "Ochrona chciała się chyba na kimś wyżyć"

We wrześniu 2015 roku skandaliczne obrazki obiegły całą żużlową Polskę. Po spotkaniu miejscowej TŻ Ostrovii z ROW-em Rybnik wybuchły zamieszki z udziałem ochrony i kibiców gości. Polała się krew, a jednemu z fanów musiało pomagać pogotowie. Interweniowali nawet sami żużlowcy. Do sprawy niedawno powrócił Damian Baliński.


11 września 2015 roku kibice w Ostrowie liczyli na wielkie sportowe święto. Wówczas do Wielkopolski na spotkanie z TŻ Ostrovią w ramach pierwszoligowych zmagań zawitał silny zespół z Rybnika. O ile sam mecz odbył się bez większych problemów i zakończył się zwycięstwem gospodarzy, o tyle sceny, które rozegrały się kilkanaście minut po ostatnim biegu na zawsze zostaną zapamiętane przez wielu fanów czarnego sportu.

Tradycją w żużlu stał się fakt, iż po każdym spotkaniu drużyna gości wybiera się w kierunku sektora swoich kibiców, by podziękować im za doping. Tego pamiętnego dnia nie było inaczej. Cały zespół wraz z prezesem Krzysztofem Mrozkiem przeżył jednak niemały szok, gdy zobaczył awanturujących się fanów z ochroną. Służby porządkowe użyły pałek, czy nawet gazu pieprzowego. Zawodnicy wraz ze sternikiem ekipy długo nie czekali i sami stanęli w obronie kibiców. Jak się okazało, nie oszczędzono nawet ich. Kto wie, co by się stało, gdyby nie interwencja żużlowców. Jeden z kibiców doznał poważnych obrażeń głowy i musiało interweniować pogotowie.

Reklama

Z miejsca zyskał szacunek kibiców

Do pamiętnej sytuacji powrócił ostatnio Damian Baliński, który był naocznym świadkiem zdarzeń. - Ze strony ochroniarzy była to kiepska sytuacja. Zaatakowali oni kibica z Rybnika, który chciał sobie z nami przybić piątki. Ochrona jak ochrona, chciała się chyba na kimś wyżyć. Dorwali niestety jednego fana, a my stanęliśmy w jego obronie. Ja osobiście podszedłem do tego z dystansem i nie brałem żadnego większego udziału, ale dobrze, że skończyło się jak się skończyło i nie było żadnych kar - oznajmił w materiale zrealizowanym przez Rybnicki Magazyn Żużlowy.

Dla Damiana Balińskiego był to pierwszy sezon spośród trzech spędzonych w ROW-ie. Początkowo kibice nie byli przekonani do jego osoby, ale po pamiętnej sytuacji w Ostrowie, z miejsca stał się jednym z nich. Sam 43-latek często przyznaje, że Rybnik to jego drugi dom i zawsze miło będzie wspominał czas spędzony w klubie prowadzonym przez Krzysztofa Mrozka.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje