Reklama

Reklama

Żużel. Czy Wilkom naprawdę potrzebny jest Milik? Najbardziej niepewni są krajowi seniorzy

Vaclav Milik nie musiał długo czekać na klub zainteresowany jego usługami. Mimo że Cellfast Wilki Krosno odjechały tylko jeden mecz, działacze postanowili szybko poszukać wzmocnień. - Czasem takie wpuszczenie "szczupaka" do zespołu bardziej szkodzi niż pomaga - zauważa Wojciech Dankiewicz. Wydaje się, że ewentualnych nowych nazwisk w drużynie z Krosna można by raczej szukać jeśli chodzi o formację krajową, a nie zagraniczną.

Reklama

Andrzej Lebiediew, Mateusz Szczepaniak, Patryk Wojdyło, Daniel Jeleniewski i Peter Ljung - ta piątka seniorów zaprezentowała się w katastrofalnym dla Cellfast Wilków meczu w Rybniku (27:63). Zawiódł prawie każdy, może z wyjątkiem Wojdyły, który od początku sezonu prezentuje się nieźle i raczej biorąc pod uwagę przepis o zawodniku U24, wydaje się nietykalny. Inni takiego komfortu nie mają, a działacze z Krosna nie zamierzają dawać szans w nieskończoność. Już wypożyczono Vaclava Milika, który w eWinner 1. Lidze może być naprawdę wartościowym zawodnikiem. Czy to świadczy o tym, że powinniśmy wkrótce spodziewać się zmian w składzie?

Reklama

Początek sezonu, więc nie wyciągałbym pochopnych wniosków. Nie wpuszczałbym "szczupaka" do zespołu jak to kiedyś powiedział Marek Cieślak, bo to czasem bardziej szkodzi niż pomaga - ocenia Wojciech Dankiewicz. - Ja bym jeszcze poczekał, ale oczywiście nie wiem, jakie są ustalenia w klubie. Taki straszak w postaci nowego zawodnika może w jakimś stopniu wpłynąć na atmosferę, a wiemy, jak ona jest ważna, nie tylko w żużlu. Ekipa póki co odjechała jeden mecz, co prawda słaby, ale zmierzyli się na wyjeździe z pretendentem do awansu. Wiem, że ewentualne czekanie ze wzmocnieniami może też być niekorzystne, bo potem rynek będzie przebrany. Oby tylko nie było kwasów w zespole, bo przecież to mają być koledzy, a nie przeciwnicy - dodaje.

Były menedżer bydgoskiej Polonii mówi, że gdyby to on prowadził zespół z Krosna, z takimi decyzjami jeszcze by się wstrzymał. - Powtórzę, że nie mam takiej wiedzy jak sztab szkoleniowy Wilków, ale ja raczej bym nie był w gorącej wodzie kąpanym. Szkoda by było zepsuć tak

fajnie zbudowany zespół. Może się okazać, że za chwilę chłopaki zaczną jechać i naprawdę okażą się trafionymi transferami. W mojej subiektywnej ocenie, dodatkowy zawodnik może naruszyć atmosferę i wprowadzić poczucie rywalizacji - słyszymy.

Najbardziej niepokojąca jest postawa Petera Ljunga. Szwed w zeszłym roku zaliczył potworny upadek w Szwecji, przez wielu określony mianem jednego z najgorszych w XXI wieku. Wyleciał z toru i uderzył głową w słupek. Teoretycznie wyszedł z tego bez szwanku. Teoretycznie. W praktyce widać bowiem, jak zmieniła się jego jazda i niestety wpływa to także na punkty. Wobec zaawansowanego wieku Szweda, rodzą się pytania, czy przypadkiem nie jest to powolny koniec kariery. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że Ljung zastanawia się, co dalej. Być może w Krośnie już coś o tym wiedzą i stąd pomysł z Milikiem.

Na początku też myślałem, że to wyłącznie problemy sprzętowe. Jak jednak połączymy pewne fakty, to uświadamiamy sobie, że zeszłoroczny upadek musiał odbić się na jego psychice. Może dlatego ściągnięto Milika. Urazy głowy to niezależnie od dyscypliny, najgorsze z możliwych. Czasami przecież zawodnik po takim uderzeniu nie wiedział gdzie jest i w jakich zawodach jedzie. Być może u Petera coś zostało w głowie i nie może wrócić na dawny poziom. Oby tak nie było, bo przecież to bardzo wartościowy żużlowiec. Nadal mam nadzieję, że to tylko przejściowe kłopoty ze sprzętem - kończy Wojciech Dankiewicz.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje