Reklama

Reklama

Żużel. Czy to koniec Przemysława Pawlickiego w PGE Ekstralidze?

To znów nie jest sezon Przemysława Pawlickiego. Żużlowiec GKM-u poprawił się co prawda względem zeszłorocznych rozgrywek, ale ciągle nie potrafi nawiązać do swojej najlepszej formy. Jeśli jego klub z Grudziądza ostatecznie spadnie z PGE Ekstraligi, on sam może mieć problem, aby znaleźć angaż w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Przemysław Pawlicki kilka miesięcy temu zapowiadał, że chce jak najszybciej zapomnieć o fatalnym dla siebie sezonie 2020. Odciąć go grubą kreską i wrócić do starej, dobrej formy. Częściowo mu się to udało, bo gołym okiem widać progres względem poprzedniego roku. Sęk w tym, że do ideału ciągle jednak sporo brakuje. Stać go na dwucyfrowe zdobycze punktowe, ale tylko w meczach na własnym torze i przeważnie z rywalami z dołu tabeli. Kiedy przyjedzie mocniejsza drużyna, Pawlicki często niewiele ma do powiedzenia.

Efektem tego jest dopiero 31 średnia w całej lidze. Co ciekawe, lepszą ma nawet wysyłany przez wszystkich do eWinner 1. Ligi Chris Holder, czy junior Włókniarza Mateusz Świdnicki. Najbardziej bolesne dla Pawlickiego są liczby obrazujące jego możliwości w spotkaniach wyjazdowych. W nich do tej pory osiągnął średnią ledwie 1,280 pkt./bieg. Mało, by nie powiedzieć bardzo mało. Od razu zaznaczmy, że jeśli finalnie GKM spadnie z PGE Ekstraligi, to względem Przemysława nie będzie można mieć jakichś większych pretensji. Ma obecnie drugą średnią w drużynie, jest liderem zespołu obok Nickiego Pedersena, więc czepiać się będzie można zdecydowanie innych.

Nie zmienia to faktu, że taki obraz Pawlickiego może skomplikować jego sytuację w rozmowach z klubami z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeżeli na żużlowej giełdzie nie stanie się nic nieprzewidywalnego, to starszy z braci Pawlickich może zapomnieć o kontrakcie w Lesznie, Wrocławiu, Gorzowie, Lublinie i pewnie też w Częstochowie. Wszystkie te kluby mają obecnie inne priorytety, jeśli chodzi o wzmocnienia. Oczywiście może się zdarzyć tak, że ktoś znajdzie się w nagłej potrzebie i zaryzykuje z Pawlickim. Na razie na to się jednak nie zanosi.

Atutem Pawlickiego jest jednak fakt, że jest Polakiem, a wzmocnień na tej pozycji potrzebować będzie na pewno Falubaz. Spekuluje się, że karierę może zakończyć Piotr Protasiewicz, więc w zespole zielonogórskim pojawi się wakat. Silniejszego niż Adrian Miedziński Polaka być może poszuka też eWinner Apator Toruń, jednak klubowi działacze chciałby pozyskać kogoś mocniejszego niż Pawlicki. Dla żużlowca dobrym kierunkiem byłby też przyszły beniaminek, który pewnie weźmie z żużlowej giełdy tych zawodników, którzy z jakichś względów nie załapią się do mocniejszych drużyn.

Dalsza przyszłość Pawlickiego w PGE Ekstralidze jest więc niepewna, ale na pewno nie przekreślona. Z jego perspektywy ważne będą ostatnie mecze sezonu zasadniczego, które mogą okazać się świetnym oknem wystawowym. Czasami nawet jeden dobry mecz potrafi zdziałać cuda i zapewnić żużlowcowi silną kartę przetargową podczas negocjacji. Zresztą może być też tak, że GKM ostatecznie się utrzyma, a Pawlicki nie będzie chciał zmieniać klubu. Wtedy temat jego przyszłości stanie się nieaktualny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje