Reklama

Reklama

Żużel. Czy Stal Gorzów knebluje usta swoim pracownikom? Co klub ma do ukrycia?

Pracownicy Moje Bermudy Stali Gorzów dostali w tym roku do podpisania umowy o zachowaniu tajemnicy służbowej. Prawnik Łukasz Kowalski mówi, że takie papiery podpisują, ale w branży IT, albo tam, gdzie pracuje się nad nowymi, wartymi miliony technologiami. Jego zdaniem, w przypadku klubu sportowego, to wygląda na zwykłe i zupełnie niepotrzebne kneblowanie ust pracownikom.

Wpadła nam w ręce umowa o zachowaniu tajemnicy służbowej, jaką podpisywali pracownicy Moje Bermudy Stali Gorzów. W treści czytamy, że pracownik nie może rozpowszechniać żadnych informacji, danych i wiadomości dotyczących pracodawcy, do których będzie miał dostęp w związku z wykonywaniem obowiązków służbowych. Tajemnica obowiązuje zarówno w trakcie trwania umowy o pracę, jak i po jej wygaśnięciu. W razie złamania umowy pracownik musi zapłacić 20 tysięcy złotych umownej kary.

Reklama

Od jednego z takich pracowników słyszymy, że te umowy rozdawała do podpisu księgowa. Kiedy ktoś podpisywał papier, to był on zanoszony do dyrektora klubu Tomasza Michalskiego. Wysłaliśmy panu dyrektorowi sms-em pytanie, z jakiego powodu pracownicy dostawali klauzule o zachowaniu tajemnicy do podpisu. Niestety nie odpowiedział on na nasze pytanie.

Czy Stal pracuje nad jakimś wynalazkiem wartym miliony?

Umowę, jaką podpisują pracownicy Stali, wysłaliśmy prezesom trzech innych klubów. Dwóch z nich przyznało, że w ogóle nie stosuje takich praktyk. Trzeci żartował, że może ten konkretny klub pracuje nad jakimś wynalazkiem i chce ukryć patent przed całym światem.

Dokument pokazaliśmy też prawnikom. - Mam klienta z branży IT, który ma takie umowy dla swoich pracowników, ale tam chodzi o milionowe patenty, o know-how. Kompletnie nie rozumiem, po co taka umowa w odniesieniu do klubu sportowego. Można by zażartować, że chodzi o utrzymanie w tajemnicy tego, co wydarzyło się na Teneryfie - mówi Kowalski.

To zamykanie ludziom ust

Takie same skojarzenia ma też mecenas Jerzy Synowiec. - Ze Stali nie można wynieść żadnych patentów, więc w tym przypadku możemy mówić jedynie o zamykaniu ust pracownikom. Dziwne to, bo w interesie klubu sportowego jest to, by był transparentny. Tymczasem tu mamy jakieś alergiczne chronienie wszystkiego za wszelką cenę. Wygląda to groteskowo - komentuje Synowiec.

Mecenas Kowalski zwraca uwagę, że w korporacjach podpisanie takiej klauzuli wiąże się z podwyżką, która jest rekompensatą za zgodę na umowną karę. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby pracownicy Stali, podpisując umowę, dostawali podwyżki. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje