Reklama

Reklama

Żużel. Czy sędzia pomógł Betard Sparcie w finale PGE Ekstraligi?

1. bieg meczu Betard Sparta – Motor Lublin. Na pierwszym łuku upada Artiom Łaguta, arbiter Krzysztof Meyze powtarza wyścig w czterech, Sparta wygrywa 5:1, a szef sędziów Leszek Demski mówi w studio nSport+, że Meyze popełnił błąd.

A jeśli Krzysztof Meyze popełnił błąd, to trzeba by od razu dopisać, że pomógł Betard Sparcie w dobrym otwarciu arcyważnego meczu. Gdyby bowiem wykluczył Artioma Łagutę, to 1. bieg zakończyłby się w najlepszym razie remisem. A po dwóch wyścigach nie byłoby 6:6 (juniorzy Motoru podwójnie wygrali drugi bieg), ale 8:4 dla Motoru. Wtedy Sparcie nie byłoby do śmiechu.

Czy sędzia Meyze na pewno popełnił błąd w finale PGE Ekstraligi?

Pytanie, czy sędzia naprawdę popełnił błąd. Krzysztof Cegielski i Marek Cieślak, czyli daj pozostali goście studia nSport+ niby przychylili się do interpretacji Demskiego, choć Cieślak zwrócił uwagę, że Meyze nie musiał wykluczać Łaguty.

Reklama

A gdyby tak poczytać, co sam Demski mówił dwa tygodnie wcześniej przy okazji meczu Motor Lublin - Stal Gorzów, to trzeba by się zastanowić, czy on sam nie zagalopował się zarzucając błąd arbitrowi prowadzącemu finał?

Sytuacja z Łagutą była bliźniaczo podobna do tej z Lublina, gdzie upadł Wiktor Lampart. I tu i tu mieliśmy pierwszy łuk i zawodnika, który się przewraca, choć zdaniem postronnych obserwatorów mógł się utrzymać na motocyklu.

Szef sędziów Leszek Demski różnie ocenia dwie bliźniaczo podobne sytuacje

Tamtą sytuację z Lampartem szef sędziów tak tłumaczył na WP SportoweFakty. - Lampart ewidentnie przegrał start, zamknął go z trzeciego pola Jasiński i został trącony przez niego i przez Birkemose. Kontakt z nimi był i ja tej decyzji nie uznaję za błąd ze względu na to, że sytuacja miała miejsce na dojeździe do I łuku. Gdyby szukać winnego, byłby to Lampart. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w sobotę w Krośnie, gdzie Vaclav Milik został wytrącony z równowagi i mimo że nie upadł, sędzia przerwał bieg. Zachowanie Milika było dużo lepsze, bo nie demonstrował zderzenia z rywalem i utrzymał się na motorze. Nie trzeba się przewracać, żeby bieg został przerwany, bo regulamin wyraźnie mówi o tym, że bieg może być przerwany gdy ktoś kogoś wytrąci z rytmu jazdy.

W przypadku Łaguty, który także został wytrącony z rytmu jazdy, telewizyjna ocena pana Demskiego była już inna. I nie miało znaczenia, że pierwszy łuk, ani to, że Łaguta został wytrącony z rytmu jazdy.

Nic nam nie wiadomo o tym, by jakieś uwagi do oceny decyzji z Łagutą miał Motor czy PGE Ekstraliga. Jednak dyskusja o tym, czy arbiter popełnił błąd, będzie trwała jeszcze jakiś czas. W końcu szef sędziów powiedział to, co powiedział, a mało kto pamięta, co mówił w identycznej sytuacji dwa tygodnie wcześniej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje