Reklama

Reklama

Żużel. Czarnecki punkt widzenia. UOKiK, GP w Vojens i półfinały PGE Ekstraligi czyli o czym dziś nie napiszę

- Finał jest taki, jakiego się spodziewano od kilku tygodni, a jakiego najstarsi górale nie pamiętają czyli Lublin vs. Wrocław. Nie ma co ukrywać, że Betard Sparta wolała jechać po złoto z Gorzowem, a nie z Motorem, stąd też pewnie po cichu trzymała kciuki za klub Bartka Zmarzlika w jego konfrontacji z lublinianami. Ale przypadku nie było i nikt psim swędem, niebywałym trafem, łutem szczęścia nie dostał się do finału PGE Ekstraligi Anno Domini 2021 - napisał w swoim najnowszym felietonie dla Interii europoseł Ryszard Czarnecki

Zacznę paradoksalnie: o czym dziś nie będę pisał? Nie będę pisał o Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKIK) i o tym, że ma badać czy w zeszłym roku obniżka kontraktów w PGE Ekstralidze była legalna oraz czy limity wynagrodzeń dla żużlowców nie są czasem efektem tzw. zmowy cenowej. Rzecz dotyczy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, ale ja dodam, z wrodzoną mi nieśmiałością, że przecież ograniczenia są w każdej lidze, a my mamy ich nad Wisłą i Odrą aż trzy (ewenement w skali świata!). Ba, co więcej, obniżkę też robili wszyscy, a więc także w eWinner 1. Lidze i 2. LŻ.

Reklama

Nie będę też pisał o Grand Prix Danii w Vojens, bo minęło już sporo czasu, a wszyscy myślą już o dwóch turniejach w Toruniu, gdzie nasz dwukrotny mistrz świat Bartek Zmarzlik będzie odrabiał punkt, a raczej punkcik do sympatycznego Artioma Łaguty. Polacy wierzą, że Bartkowi się uda - a z kolei wszyscy Rosjanie liczą na to, że Rosjanin utrzyma minimalną przewagę. Rosja ostatnio kolekcjonuje tytuły drużynowego mistrza świata, wiec nic dziwnego, że ma chrapkę na złoto w IMŚ. Miałaby wtedy komplet.

Nie napiszę też o półfinałach w DMP, które odbyły się "the day after", mówiąc tytułem amerykańskiego filmu o fikcyjnym wybuchu wojny atomowej, gdzieś tam, kiedyś tam w przyszłości. Bomby atomowej ani nawet normalnej bomby nie było ani na Olimpijskim we Wrocławiu, ani w Lublinie. Finał jest taki, jakiego się spodziewano od kilku tygodni, a jakiego najstarsi górale nie pamiętają czyli Lublin vs Wrocław. Nie ma co ukrywać, że Betard Sparta wolała jechać po złoto z Gorzowem, a nie z Motorem, stąd też pewnie po cichu trzymała kciuki za klub Bartka Zmarzlika w jego konfrontacji z lublinianami. Ale przypadku nie było i nikt psim swędem, niebywałym trafem, łutem szczęścia nie dostał się do finału PGE Ekstraligi Anno Domini 2021.

O czym zatem napiszę? O tym, że miałem dłuuugi żużlowy weekend, bo przecież w piątek w Bydgoszczy odbyły się pod moim Patronatem Honorowym (pierwszy raz w historii!) Drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów, w których Biało-Czerwoni wywalczyli czternasty w dziejach złoty medal, w tym dziewiąty raz pod rząd. FIM zmienił punktację, słusznie faworyzując zespoły mające jeźdźców na wyrównanym poziomie, a nie jednego lidera (I miejsce - 4 punkty, II miejsce - 3, III miejsce - 2, IV miejsce - 0). Jednocześnie FIM zupełnie niesłusznie dodał wyścig finałowy, który mógł spowodować, że złoty medal powędrowałby do drużyny, która mogła uzbierać mniej punktów (nawet kilkanaście!) niż drugi finalista. Chodziło pewnie o przełamanie monopolu Polaków, ale to się działaczom z FIM nie udało. Tor zdecydował.

Patronowałem też - już czwarty raz z rzędu - choć po przerwie związanej z pandemią - jedenastemu już Turniejowi "O Koronę Pierwszego Polskiego Króla Bolesława Chrobrego": wygrał Przedpełski przed Dudkiem, a więc dwóch żużlowców, którzy ten sezon zaliczą jako bardzo udany - obaj awansowali do GP 2022, a dodatkowo Przedpełskiemu urodziło się pierwsze dziecko, a Dudkowi "urodził się" brązowy medal SEC- IMME 2021.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje