Reklama

Reklama

Żużel. Czarnecki punkt widzenia. Ciary i żużlowy kopciuszek z wilczym spojrzeniem

- Żal ściska, gdy patrzy się na żużlowy Tarnów - klub z takimi tradycjami. Kto by przed laty pomyślał, że w Polsce południowej królem speedwaya będzie nie miejscowa Unia, czy mocarny niegdyś Rzeszów, tylko "Wilki" z Krosna! Bajka o Kopciuszku stała się faktem w żużlowym "realu" - pisze w swoim nowym felietonie dla Interii europoseł Ryszard Czarnecki.


"Ciary!" - SMS-a takiej treści dostałem od bardzo znanej postaci polskiego żużla, po tym jak gość obejrzał mecz Betardu Sparty z niepokonanym Gorzowem na liczącym 85 lat (!) Stadionie Olimpijskim. Ten rzeczownik mówi wszystko o tym spotkaniu, w którym brązowi medaliści DMP w starciu ze srebrnymi medalistami DMP wystąpili bez lidera Taia Woffindena. I okazało się, że bez brytyjskiego asa można wygrać z zespołem dwukrotnego mistrza świata Bartka Zmarzlika, mającego zresztą rewelacyjny początek sezonu - aż 14 punktami.  

Tymczasem Grudziądz (miasto mojego dziadka!) znów urwał u siebie punkt faworytowi: po Wrocławiu "przyszła kryska na Matyska", gdy chodzi o Lublin. Goście mogą przy okazji meczu w Częstochowie pójść na kolanach na Jasną Górę i podziękować, że w Grudziądzu nie przegrali, bo GKM miał wielką szansę ich dobić.

Reklama

Słowem: Ekstraliga jest ciekawsza niż przypuszczano, a słowa z discopolowej piosenki: "Będzie, będzie się działo!" pasują chyba do następnych kolejek, jak ulał.  

Na drugim froncie czyli w pierwszej lidze (ach te liczebniki!) więcej niż ciekawie, bo mało kto chyba się spodziewał tak rewelacyjnej postawy beniaminka z Podkarpacia, który jest liderem! Cóż to za "Sen srebrny Salomei" - jakby to ujął Juliusz Słowacki. Krosno już nie tylko nieśmiało puka do bram Ekstraligi, co wali do nich. Spadkowicz i naturalny kandydat do awansu Rybnik spisuje się jednak słabiej niż myślano, choć być może ostatnia wygrana w Bydgoszczy po 42 latach (sic!) da najlepszej drużynie żużlowej z Górnego Śląska impuls do wielkiej ofensywy.

Tymczasem wychwalający innych w wywiadach, dowartościowujący rywali z Bydgoszczy i Rybnika prezes Witold Skrzydlewski, kultowa postać łódzkiego żużla, jak niegdyś Andrzej Grajewski (JAG - Jakub Andreas Grajewski, sorry) - nie wiem czy obaj panowie będą zachwyceni, że wymieniam ich obok siebie .... - po cichutku, bez rozgłosu usadowił się na drugim miejscu w tabeli ze swoim Orłem. Pan Prezes nie szasta pieniędzmi na zawodników, nie przepłaca, publicznie wskazuje innych jako faworytów do awansu, umiejętnie zmniejsza zewnętrzne oczekiwania wobec własnego zespołu, a więc też presję na nim - i w ten sprytny sposób ów ambitny i ciekawy człowiek chce realnie włączyć się do walki o Ekstraligę - jednocześnie nie mówiąc o tym ani słowa!

Na Stadionie "Orła" byłem ostatnio w zeszłym roku jako Patron Honorowy DMEJ, gdy Polacy obronili złoto w juniorskiej drużynówce Starego Kontynentu, wyprzedzając Duńczyków i Łotyszy, którzy trochę po frajersku stracili srebro w ostatnim biegu. Fajny stadion i fajna publiczność - wtedy jeszcze, w okienku "międzypandemicznym" mogła przychodzić na stadiony żużlowe. Oby wróciła znowu na Stadion "Orła" i wszędzie, gdzie się tylko da.

Żal ściska, gdy patrzy się na żużlowy Tarnów - klub z takimi tradycjami. Kto by przed laty pomyślał, że w Polsce południowej królem speedwaya będzie nie miejscowa Unia, czy mocarny niegdyś Rzeszów, tylko "Wilki" z Krosna! Bajka o Kopciuszku stała się faktem w żużlowym "realu"...

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje