Reklama

Reklama

Żużel. Cugowski: Ten klub to kość w gardle. Będzie numer, jak wygrają PGE Ekstralgię

W czwartek pierwsze finałowe spotkanie PGE Ekstraligi. Spotka się w nim faworyt Betard Sparta Wrocław i Motor Lublin, który nie był nawet pewniakiem do pierwszej czwórki i jazdy w play-off. – Motor spłatał jednak figla, bo w najgorszym razie powtórzy sukces sprzed 30 lat i zdobędzie tytuł wicemistrza. Sparta musi, Motor może i to jest dobre. Ja się cieszę, że Motor, który jest kością w gardle dla drużyn z Wielkopolski, zaszedł tak daleko – mówi Krzysztof Cugowski.

Dariusz Ostafiński, Interia: Motor Lublin jedzie po tytuł. Panu pewnie przypominają się złote czasy, kiedy do klubu przychodził Hans Nielsen, a kibice witali go na drogach dojazdowych na stadion niczym papieża.

Krzysztof Cugowski, wokalista rockowy, kibic żużla. - To był 1989 rok. Wtedy przyszedł Hans Nielsen i to było w Lublinie wielkie święto. Jeszcze większe było jednak równo 30 lat temu, kiedy Motor został wicemistrzem Polski. I teraz będzie co najmniej powtórka z rozrywki. W innych okolicznościach, bo wtedy nie było play-off, co nie zmienia faktu, że już nawet powtórzenie tamtego sukcesu sprzed 30 lat będzie gigantycznym sukcesem. Muszę od razu przyznać, że ja byłem sceptykiem. Wydawało mi się, że ta drużyna stanęła w miejscu. Jednak okoliczności sprzyjały Motorowi, a skład okazał się jednak lepszy, niż się wydawało i mamy finał.

Reklama

Z szansami na złoto?

- Większość twierdzi, że bez szans. Ja jednak uważam, że te szanse są. Lubelski tor jest trudny dla gości. Bywa, że dla gospodarzy też, ale przede wszystkim dla gości, którzy na długim, wąskim torze z ciasnymi wirażami mają kłopot, by coś mądrego zrobić. Większość sobie tu nie radzi. Sparta Wrocław, z którą Motor jedzie w czwartek finał, też nie poradziła sobie w rundzie zasadniczej. Jest kilka niewiadomych, bo na przykład nie ma pewności, czy pojedzie kontuzjowany Grigorij Łaguta, ale jeśli Motor zrobi dużo punktów w pierwszym meczu, to może to złoto zdobyć.

A ile tych punktów Motor musi zdobyć?

- Minimum to wygrana różnicą dziesięciu punktów, czyli 50:40. Dla rywala to żadna strata, bo wystarczą mu dwa dobre wyścigi, ale jednak te dziesięć punktów daje jakiś tam komfort. Pewnie, że najlepiej by było, jakby Motor wygrał dwudziestoma, ale nie oczekujmy zbyt wiele, bo to jest finał.

Pytanie, czy Motor w ogóle się postawi. W końcu w ich przypadku już sam awans do finału jest ogromnym sukcesem. Mówimy o drużynie, która nie była nawet pewniakiem do czwórki.

- No nie była. Z Motorem to jest w ogóle taka śmieszna sprawa, że każdy go lekceważy. Niektórzy to nawet tak jakby udają, że ta drużyna jest w PGE Ekstralidze. Jednak czy ktoś ten Motor lubi, czy nie, to musi przyznać, że ten zespół już osiągnął ogromny sukces. W dniu pierwszego finału okaże się, czy Motor jest odpowiednio zmotywowany, czy też już zeszło z niego powietrze.

Ja mam wrażenie, że Motor się dopiero rozpędza.

- A ja patrząc na to wszystko, co się w klubie dzieje i zakładając, że za rok przyjdzie Maksym Drabik, mogę tylko dodać, że w 2022 roku Motor będzie kandydatem numer jeden do złota. I to już nie będzie podlegało dyskusji, bo oni będą mieli naprawdę mocny skład. Na dokładkę bardzo ciekawy, bo będzie w nim tylko dwóch starszych zawodników, a znakomita większość będzie miała nie więcej niż 25 lat. Drugiej tak drugiej drużyny w Polsce nie będzie. Muszę przyznać, że ja jestem pod dużym wrażeniem myśli transferowej w Lublinie. Tam robią naprawdę świetne zakupy. Jak słyszałem, że ma być Dudek, to od razu pomyślałem, a po co on nam. To już starszy zawodnik, który ma swoje przyzwyczajenia. Drabik jest młody, głodny, to ma sens.

Nie wmówi mi pan jednak, że nie marzył o kontrakcie ze Zmarzlikiem?

- Nie chciałem tego zakupu, bo Zmarzlik to byłyby same kłopoty. Ogromne pieniądze trzeba by na niego wyłożyć, a to zepsułoby wszystko. Zresztą moim zdaniem Zmarzlik to w ogóle nie jest do wyjęcia, jego transfer można między bajki włożyć. On jest biznesowo poukładany w Gorzowie, jemu transfer do innego klubu nie jest do niczego potrzebny. I dobrze, że został w Stali. Drabik wystarczy, Drabik jest świetny.

Ostatnio naczytałem się sporo komentarzy w stylu, że każdy z nas płaci za sukcesy Motoru, który jest wspierany przez spółki skarbu państwa.

A ja nie wiem, na czym polega problem. Bo to spółki skarbu państwa tylko na Motor dają? Dla mnie to szukanie negatywów. Zasadniczo uważam, że Motor ma słabą prasę. Jak słucham komentarza telewizyjnego, to z niesmakiem. Wszyscy zdziwieni, że ten Motor istnieje i jeszcze wygrywa. Problemem Motoru jest to, że Lublin leży na ścianie wschodniej. W ogóle drużyny ze wschodu są kością w gardle tej całej grupy z Wielkopolski, która musi się tłuc 500 kilometrów na mecz do Lublina. A z Gorzowa to nawet 700. Im lepiej byłoby jechać do Gniezna, czy do Rawicza. Rzeszów i Tarnów spadły do drugiej ligi, ale jest ten Lublin, co przeszkadza. A teraz jeszcze Krosno jest blisko Ekstraligi. Jak nie daj Boże, wejdzie, to dopiero będzie.

Dotąd w przypadku Motoru więcej mówiło się o otoczce niż o sukcesach. Były podnośniki, wcześniej kibice, których nie ma żaden inny klub w Polsce. Teraz jest mowa o drużynie, która pojedzie w finale.

- Dlatego ludzie muszą się do tego Motoru przyzwyczaić. Z racji tegorocznego awansu do finału, ale i też tego, o czym wspomniałem, czyli że za rok to będzie kandydat numer 1 do złota.

Teraz takim kandydatem jest Sparta.

- I to jest dobre, bo Motor już nic nie musi, tylko może. Dlatego pojedzie z mniejszą presją. I oby wygrał tymi dziesięcioma punktami, bo w niedzielę będzie świetny drugi mecz we Wrocławiu.

Z szansą na historyczny sukces, bo Motor nigdy nie zdobył tytułu.

- Byłby numer, jakby wygrali, bo już teraz słychać zewsząd powątpiewanie i chrząkanie. A jakby tak złoto zdobyli, to by dopiero było. Niemniej ta drużyna już może sobie gratulować tego, że w ekspresowym tempie przeszła z drugiej ligi do Ekstraligi i tego, że tak szybko się w tej elicie odnalazła i po 30 latach powtórzy swój największy sukces. Co najmniej, bo przecież może być więcej.

Do pełni szczęścia przydałby się jeszcze jakiś wychowanek, bo cały Motor to armia zaciężna.

- To jednak bolączka całego żużla. Nikt nie ma juniorów. Wszyscy, jak słyszą, że gdzieś jest dobry młodzieżowiec, to jadą tam z siatką i próbują go złapać. Zresztą łatwiej kupić niż szkolić. Trzeba to jednak robić, bo jak nie, to żużel w Polsce skona jak mocna niegdyś liga angielska. Zresztą cały ten sport jest u nas mocno przegrzany. Lepiej będzie, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że to jest nisza. Inni mają wyścigi wielbłądów, my mamy żużel. A najważniejsza i tak jest piłka nożna, choć w Polsce jest ona w wydaniu trzecioligowym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje