Reklama

Reklama

Żużel. Cierniak nie spalił za sobą mostów. Liczy się z tym, że jeden zły bieg oznacza koniec meczu

Przejście Mateusza Cierniaka do Motoru było jednym z większych hitów transferowych ostatniego listopadowego okienka. O juniora walczyło mnóstwo klubów, jednak jego wybór padł na Lublin. Co najważniejsze, odchodząc z Tarnowa, nie spalił za sobą mostów. Ponadto już świetnie dogaduje się z nowymi zespołowymi kolegami.

Mateusz Cierniak na ligowych torach zadebiutował w sezonie 2018 płatnym kompletem punktów dla Arged Malesa TŻ Ostrovii w meczu barażowym z Polonią Piła. Następnie jego kariera była związana z macierzystym klubem z Tarnowa, gdzie jak na młodego i mało doświadczonego zawodnika spisywał się wręcz wybornie. Żużlowiec chce się jednak rozwijać i już za kilka miesięcy czekają go pierwsze spotkania w PGE Ekstralidze w barwach Motoru Lublin.

Reklama

Jego rozstanie z Unią przebiegło w dobrej atmosferze. - Gdy podjęliśmy decyzję, że odchodzimy do Lublina, to z niczyjej strony nie było to negowane, nikt się też w klubie z Tarnowa nie obraził. Wręcz było odwrotnie. Wszyscy byli dla mnie wyrozumiali i życzyli sukcesów. Trenując z chłopakami, czuje się w sumie, jakbym dalej był poniekąd częścią tego zespołu. Teraz z wiadomych względów tych treningów nie mamy, ale po feriach wracamy i znów się pewnie będziemy spotykać na wspólnych zajęciach - mówi zawodnik w wywiadzie dla speedwayekstraliga.pl.

W Tarnowie Cierniak przyzwyczaił kibiców do kapitalnej dyspozycji. Często zmieniał on bardziej doświadczonych od siebie kolegów. Nie brakowało spotkań, kiedy 18-latek aż pięciokrotnie meldował się pod taśmą. Najlepsza liga świata to zdecydowanie wyższy poziom. - Podpisując kontrakt w Lublinie, byłem w pełni świadomy, że tych szans może nie być jak w minionym sezonie, gdzie jeździłem sobie po pięć, czasem po sześć biegów. W zasadzie często jeździłem jak senior. Teraz może być odwrotnie. Mogę pojechać słabo i dostać bieg, albo dwa. To wszystko zależy od danej sytuacji w meczu, bo mogę być też w dobrej dyspozycji i sztab szkoleniowy będzie chciał, żebym jeszcze pojechał, a mogę też bardzo szybko skończyć zawody.

Skład Motoru nie zmienił się za bardzo w porównaniu z sezonem 2020. W zespole zostały najmocniejsze ogniwa, więc zgranie niewątpliwie będzie atutem tej drużyny. Ponadto młodzieżowcowi w ekspresowym tempie udało się zaaklimatyzować w nowym miejscu. - Atmosfera w klubie i wśród zawodników jest bardzo przyjazna. Właściwie to nawet nie sądziłem, że zostanę aż tak miło i sympatycznie przyjęty do tego grona. Bardzo się z tego cieszę. Na ten moment wiadomo, że nie było zbyt wielu spotkań, ale miałem już okazję jechać z chłopakami na mały obóz w Bieszczady. Pochodziliśmy po górach, więc można powiedzieć, że spędzony czas był przyjemny i aktywny - zakończył Mateusz Cierniak.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje