Reklama

Reklama

Żużel. Ciąg dalszy zmian w Unii Tarnów. Czy są powody do optymizmu?

Unia Tarnów ma nowego przewodniczącego Rady Nadzorczej. To Daniel Bałut, syn wieloletniego sponsora klubu. Do czasu wyboru prezesa będzie też sprawował nadzór nad bieżącym funkcjonowaniem spółki. Ma to być zarazem nowe otwarcie okraszone nośnym hasłem "Nowa Unia". Czy jednak na pewno są powody do optymizmu?

Klub odcina się od dawnego "betonu"

Przez długie lata część środowiska żużlowego w Tarnowie grzmiało widząc poczynania miejscowych działaczy. Klubem rządził Łukasz Sady, który jakichkolwiek standardy związane z prowadzeniem klubu sportowego być może znał, ale co najwyższej z książki. Jego rządy, które prowadziły do stopniowej degradacji Unii Tarnów, były w pełni popierane przez Radę Nadzorczą. Złośliwi nazywali jej przedstawicieli "leśnymi dziadkami". Chodziło o porównania do wieku i przestarzałego stylu prowadzenia klubu.

Przysłowiowy "beton" pod wpływem pogarszającej się sytuacji sportowej i finansowej powoli się kruszył. Pod presją opinii publicznej ze swoim stanowiskiem pożegnał się Łukasz Sady, a do zmian doszło także w samej Radzie Nadzorczej. Unia Tarnów poinformowała właśnie, że nowym przewodniczącym został Daniel Bałut. Zastąpił on Roberta Stankowskiego, który jeszcze do niedawna podpisywał się pod oświadczeniami, z których płynął mniej więcej taki przekaz - "wcale nie jest tak źle".

W każdym razie ta roszada planowana była już od dłuższego czasu. Początkowo mówiło się, że Bałut, którego atutem ma być młodość i świeże spojrzenie na klub, obejmie funkcję prezesa. Po drodze koncepcja się zmieniła, a sam został przewodniczącym Rady Nadzorczej. Na dziś wiemy tylko tyle, że to on ma odgrywać pierwsze skrzypce w klubie. Będzie miał także znaczący głos w kontekście wyboru nowego prezesa. Konkurs aktualnie trwa, choć nic więcej nie wiemy o potencjalnych kandydaturach.

Reklama

Nowa Unia, czyli cała lista pytań

Atmosfera wokół klubu była tak napięta, że oczywistym było odcięcie się od wszystkiego co kojarzone było z latami prezesury Łukasza Sadego. Taki też powstał przekaz oraz szumne hasło "Nowa Unia". Inna sprawa, że to wcale nie taka "Nowa Unia", bo w Radzie Nadzorczej wciąż są osoby, które wcześniej mogły zareagować na postępujący marazm, a tego nie zrobiły. Zostawmy to jednak na boku. Tak czy siak, kibice Unii Tarnów wciąż nie mogą spać spokojnie. Na ten moment, poza zmianami personalnymi, nie wiemy kompletnie nic.

Przede wszystkim nasuwa się pytanie o poziom zadłużenia spółki. To informacja kluczowa, która pozwoliłaby lepiej ocenić, czy klub w ogóle może przetrwać, a jeśli tak, to na co stać będzie drużynę w rywalizacji na II- ligowych torach. Kolejny temat to sponsorzy z Grupą Azoty na czele. Idąc dalej mamy relacje z miastem, których zasadniczo do tej pory nie było. Punkt kulminacyjny to remont stadionu, choć tutaj akurat można by dać coś zasadzie taryfy ulgowej, bo skoro nikt nie był w stanie ruszyć tematu przez dobrych parę lat, to nie zrobi tego nikt nowy w ledwie parę tygodni.

Wnioski? Przy Unii Tarnów należy postawić wielki znak zapytania. Dobrze, że są nowi ludzie, ale warto byłoby pochwalić się wkrótce czymś konkretnym. Czymś, co da realną nadzieję na przetrwanie tego zasłużonego ośrodka żużlowego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje