Reklama

Reklama

​Żużel. Chomski: Brąz to sukces. Przez kilkadziesiąt minut nie schodziliśmy z podium

Przed sezonem apetyty w Gorzowie były niewątpliwie większe. Transfer Martina Vaculika - piątego najskuteczniejszego zawodnika PGE Ekstraligi w sezonie 2020 (średnia 2,202 pkt/bieg), wręcz skazywał wicemistrzów Polski z zeszłego roku na walkę o najwyższy cel. Ostatecznie skończyło się jednak brązem.

Przed sezonem apetyty w Gorzowie były niewątpliwie większe. Transfer Martina Vaculika - piątego najskuteczniejszego zawodnika PGE Ekstraligi w sezonie 2020 (średnia 2,202 pkt/bieg), wręcz skazywał wicemistrzów Polski z zeszłego roku na walkę o najwyższy cel. Ostatecznie skończyło się jednak brązem.

- Przed obecnym sezonem prezes Marek Grzyb, wyznający zasadę, że trzeba zawsze walczyć o najwyższe cele, dość otwarcie mówił o drużynowym mistrzostwie Polski. Jest brąz. Dla pana to radość czy rozczarowanie? - zapytaliśmy Stanisława Chomskiego, trenera Stali Gorzów.

Reklama

- Nie przypominam sobie co mówił prezes, ale - w obliczu zmian które nastąpiły, czyli zakończeniu wieku juniorskiego przez Rafała Karczmarza i przesunięciu go do formacji U24 do spółki z Markusem Birkemose - w mojej ocenie jest to sukces, bo ta formacja nie była naszą najmocniejszą stroną. Przy czym trzeba też zaznaczyć, że w walce o brąz ten pierwszy spełnił swoje zadanie. Być może gdyby nie kontuzje, stać byłoby nas na finał. Tu już jednak tylko gdybanie. Trzeba się cieszyć z tego co jest. To na pewno nie jest porażka.

- No właśnie. Gdy kolejno kontuzji doznawali: Kamil Nowacki, Szymon Woźniak, Wiktor Jasiński i Martin Vaculik, to był już taki moment, że pomyślał pan: O kurde, mamy po sezonie!

- Nie, wiara była zawsze. Wspólnie walczyliśmy, razem z osobami, które zajmowały się ich leczeniem. W niektórych przypadkach było więcej optymizmu, w niektórych mniej. Ostatecznie udało się w jakiś sposób ich wszystkich postawić na nogi. Może nie wszyscy byli jeszcze w odpowiedniej dyspozycji sportowej i fizycznej, ale dali radę wystartować w półfinałowym meczu z Motorem Lublin na własnym torze. Nie wyszło oczywiście tak, jak każdy z nas by sobie życzył, ale już w spotkaniu rewanżowym było widać postęp, nie mówiąc o spotkaniach o brąz. Myślę, że ta wiara i determinacja sprawiły, iż sezon zakończyliśmy sukcesem.

- W polskim żużlu jednak w ostatnich latach utarło się przekonanie, że ten brąz w PGE Ekstralidze, to nie sukces, a marne pocieszenie. Pan wyjątkowo zmobilizował zespół do tych meczów. Wczoraj, gdy odbieraliście medale, widać było taką autentyczną radość. Jak się panu to udało?

- Tworzymy naprawdę drużynę z prawdziwego zdarzenia. Nie chcę używać jakiś wyświechtanych sloganów o wspaniałej atmosferze itd. Fakty są takie, że są w zespole rozmowy i budujące i motywujące, w które włączają się też prezes i zarząd. Każdy ma prawo powiedzieć co myśli na dany temat, nikt się nie obraża. Żużel oglądany jest z wielu stron. Nie tylko od strony zawodników, trenerów czy działaczy, ale też sponsorów, kibiców, ludzi pracujących w klubie. Warto posłuchać tych wszystkich głosów i czasem wziąć pod uwagę. Z tej szczerości między nami moim zdaniem rodzi się potem ta atmosfera, zaufanie. Nie uważam też, że brąz jest małym pocieszeniem. Nie tylko w żużlu, ale żadnych zawodach sportowych nie chciałbym być w skórze tych, którzy kończą rywalizację na czwartym miejscu. Wkładają mnóstwo wysiłku, serca i pieniędzy, a zostają z niczym. Myślę, że wagę naszego medalu podkreśla fakt jak wielu naszych sponsorów wczoraj chciało przyjść i zrobić sobie z zawodnikami na podium zdjęcie. To trwało kilkadziesiąt minut! Nikomu nie odmawialiśmy, bo taka jest nasza rola, ale naprawdę było widać, u tych ludzi autentyczną radość. Cieszyli się też z trybun kibice. Wydaje się dla takich chwil, warto walczyć nawet o ten brązowy medal.

- Impreza po dekoracji była?

- Mamy na stadionie wspaniałe zaplecze. Ostatnio powstało 10 nowych lóż, więc nie było problemów by w kulturalny sposób poświętować.

- Trener Marek Cieślak, podsumowując wczoraj wasz sezon na antenie nSport+, stwierdził, że nie byliście w tym roku kompletnym zespołem. Kto pana bardziej rozczarował? Birkemose czy Karczmarz?

- To jest racja, nie byliśmy kompletnym zespołem. Postawiliśmy na tych dwóch zawodników i nie szaleliśmy specjalnie na rynku transferowym jeśli chodzi o formację U24. Myślę, że jeden i drugi nie udźwignął tego tematu. Już na papierze byliśmy słabszą drużyną niż w 2020 i rozgrywki to potwierdziły. Niels Kristian Iversen czy Krzysztof Kasprzak robili przed rokiem po kilka punktów w meczu, ale w połączeniu z silną formacją juniorską, to wystarczyło by awansować do finału. Karczmarz w ostatnim roku w roli młodzieżowca był znacznie bardziej doświadczony i skuteczniejszy od Wiktora Jasińskiego, który chociaż bardzo dobrze się rozwija, to późno zaczął jeździć na żużlu i pewne mankamenty trudno my było wyeliminować. Był też lepszy od Kamila Nowackiego, któremu kontuzja bardzo mocno zahamowała rozwój. Podsumowując, przy tej sile drużyny z jaką przyszło nam się zmierzyć z rzeczywistością, trzecie miejsce w lidze trzeba uznać za wynik bardzo dobry.

- Wspomniał pan o Nowackim. Po serii kontuzji wygląda jakby bał się w ogóle jeździć na żużlu, na dodatek kończy już wiek juniora. Wierzy pan jeszcze w odrodzenie tego chłopaka?

- Nie chciałbym indywidualnie oceniać tego czy innego zawodnika. Miał swoją szansę. Kontuzja z pewnością mocno go wyhamowała. Czas pokaże co będzie dalej. Na pewno najwięcej w tej kwestii zależy od niego samego.

- Szymon Woźniak  przyznał po wczorajszym meczu, że jego ręce są w kiepskim stanie. Jak mocno pana zdaniem mu to przeszkadzało w jeździe w play off i jaka jest szansa, żeby przed sezonem wrócił do pełni formy?

- Mnie się wydaje, że meczami w Lublinie (8 punktów i bonus - przyp. red.), czy wczorajszym (11+1) pokazał, że w formie jest. Doskwierała mu stara kontuzja. Podjęto decyzję o takim, a nie innym leczeniu, które nie spełniło swojego zadania. Nikt o tym głośno nie mówił, ale on cały sezon z tą dolegliwością jeździł, a potem na dodatek przytrafił mu się kolejny uraz. Mam nadzieję, że po sezonie zrobi z tym dolegliwościami porządek i to będzie koniec jego problemów.

- Wiadomo już, że kluczowi zawodnicy w Moje Bermudy Stali Gorzów zostają na kolejny sezon, a ilu nowych dojdzie?

- To nie jest jeszcze czas na te rozmowy. W listopadzie rozpocznie się okres transferowy wtedy będziemy coś myśleli.

- Wydaje się jednak oczywistym, że będzie panu zależało przede wszystkim na wzmocnieniu formacji U24 i juniorskiej.

- Niech pan mnie nie ciągnie za język, bo nic panu nie powiem. To nie jest czas na takie informacje.

- A czy trener Stanisław Chomski poprowadzi drużynę Moje Bermudy Stal w przyszłym sezonie?

- Czy poprowadzę to nie wiem, ale wiem, że mam ważny kontrakt na przyszły rok.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje