Reklama

Reklama

​Żużel. Cellfast Wilki Krosno. Szczepaniak był niechciany w PGE Ekstralidze. W nowym klubie w końcu mu zaufają

Mateusz Szczepaniak nie tak wyobrażał sobie powrót do PGE Ekstraligi. Fatalny sezon i spadek z PGG ROW-em Rybnik to najlepsze podsumowanie ostatnich kilku miesięcy w jego wykonaniu. Doświadczony zawodnik pomimo słabych wyników chciał zostać w najlepszej lidze świata, jednak żaden klub nie był nim zainteresowany. Wybór padł na pierwszoligowe Cellfast Wilki, gdzie ma czuć się jak ryba w wodzie. Znienawidzony niegdyś tor ma okazać się jego atutem

Zawodnik urodzony w Ostrowie jest jednym z największych przegranych ubiegłego roku. Jeszcze w sezonie 2019 wraz z PGG ROW-em świętował awans do PGE Ekstraligi. Występy w najlepszej lidze świata miały być nowym rozdziałem w jego karierze. Szczepaniak dość szybko musiał pożegnać się z marzeniami. Nie dość, że jego zespół z hukiem spadł do pierwszej ligi, to na dodatek żużlowiec nie otrzymywał zbyt wielu szans od trenera.

Reklama

Doświadczony jeździec w wywiadzie dla klubowej telewizji krośnieńskiego klubu zdradził przyczyny gorszej dyspozycji. - Poprzedni rok był jedną wielką klapą. Z tego trzeba jednak wyciągnąć wnioski. Każdy zawodnik jest inny. Ja z kolei potrzebuję spokoju. Mam tu na myśli przede wszystkim podejście do treningów i zawodów. Muszę mieć totalny luz i być skoncentrowanym tylko i wyłącznie na ściganiu.

Pomimo przeciętnych wyników, Szczepaniak wierzył w pozostanie w najlepszej lidze świata. Tak się jednak nie stało. Z pewnością spora w tym zasługa nowego przepisu o obowiązkowym zawodniku do lat 24 w składzie meczowym. Na szczęście żużlowiec nie został na lodzie i dołączył do beniaminka eWinner 1. Ligi. - Zależało mi na tym, aby zostać w PGE Ekstralidze. Wiedziałem, że w moim przypadku będzie to bardzo trudne. Niestety nie było chętnego klubu na moją osobę i jestem w Cellfast Wilkach. Zbudowano tu naprawdę fajną ekipę. Są tutaj chłopaki do wszystkiego. Można się z nimi pośmiać i już wiem, że na pewno będzie pozytywnie zarówno na treningach, jak i zawodach - dodaje.

Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu obiekt w Krośnie był wręcz znienawidzony przez 33-latka. Ostatnie sezony spowodowały, że sytuacja uległa diametralnej zmianie. - Kiedyś z czasów juniorskich i jeszcze trochę później, gdy tutaj był jeszcze czarny tor, to wszyscy się łapali za głowy. Teraz na nowym torze jeździłem już kilka razy i myślę, że jest w porządku. Ból głowy na Krosno zniknął. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Ponadto dużo lepiej wygląda też stadion oraz park maszyn. Mam stąd naprawdę miłe wspomnienia - zakończył Mateusz Szczepaniak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje