Reklama

Reklama

Żużel. Były menedżer miał plany wobec Pulczyńskiego. Ubiegł go zawodnik Włókniarza

​Jacek Frątczak wspomina zmarłego w zeszłym tygodniu Kamila Pulczyńskiego. Panowie współpracowali ze sobą w 2018 roku. Pierwszy piastował wtedy stanowisko menedżera Get Well Toruń, a drugi był członkiem teamu dopiero co sprowadzonego z Zielonej Góry - Jasona Doyle'a. Po tym, jak Australijczyk i Polak się rozeszli, Frątczak chciał przechwycić Kamila i polecić go innemu zawodnikowi. Z planów nic jednak nie wyszło.

Jacek Frątczak pierwszy raz na swojej drodze spotkał Kamila, kiedy ten był świetnie zapowiadającym się młodzieżowcem i ogromną nadzieją klubu z Torunia. Sam pracował wtedy w Falubazie Zielona Góra i doskonale pamięta, jak razem z bratem bliźniakiem - Emilem mocno dawali się jego ekipie we znaki. - To było około dekadę temu. Kilka razy nadepnęli nam nieźle na odcisk w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ciągnęli ten juniorski wózek toruńskiego zespołu - relacjonuje Frątczak.

Reklama

Kamil Pulczyński odszedł nagle w miniony piątek we śnie w wieku zaledwie dwudziestu ośmiu lat. Dla całego środowiska śmierć wychowanka Apatora była olbrzymim szokiem. - I dla mnie też. Ciężko się z tym pogodzić. Kamil był niezwykle otwartą osobą, bardzo komunikatywną. I nie jest to żadna kurtuazja z mojej strony - zaznacza.

Po przejściu do grona seniorów jego kariera nie skręciła we właściwym kierunku. Po sezonie 2017 Kamil przedwcześnie zakończył przygodę z czarnym sportem w charakterze czynnego zawodnika. Rok później był już mechanikiem w teamie mistrza świata - Jasona Doyle'a. W tym czasie gwiazdor z Australii żegnał się z Falubazem i dołączał do ekipy dowodzonej przez Frątczaka. - Siłą rzeczy spotykaliśmy się często na stadionie. Była okazja do zacieśnienia znajomości. Byłem z zewnątrz, spoza środowiska toruńskiego, a dzięki takim ludziom jak Kamil, w ogóle tego nie odczuwałem - tłumaczy i z miejsca dodaje.

- Za moich czasów w tym klubie, szczególnie upodobałem sobie trzy boksy. Lubiłem zaglądać zwłaszcza do tercetu z antypodów: braci Holderów i Doyle'a. U Jasona najczęściej całymi dniami przesiadywał właśnie Kamil. Oprócz tego, że składał motocykle, sprawdzał, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W kwestii przygotowania sprzętu był perfekcjonistą, dlatego miałem do niego pełne zaufanie - oznajmia były szef drużyny z Torunia.

Po odejściu od Doyle'a Pulczyński nie narzekał na brak propozycji. Określone plany miał wobec niego nawet Frątczak. Kamil zdecydował się jednak na przyjęcie propozycji Fredrika Lindgrena. - Długo starałem się go namówić na kooperację z innym żużlowcem, ale ostatecznie trafił do Częstochowy i temat upadł - zdradza na koniec.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje