Reklama

Reklama

Żużel. Były członek rady nadzorczej Stali Gorzów o kredycie, budżetowej dziurze, chęci kupna klubu za złotówkę i mijaniu się prezesa z prawdą

- Byliśmy przerażeni, a ja byłem pełen obaw, bo zaczynał się luty, a nikt nic nie mówił o nowym sezonie, o tym, za co pojedziemy. Prezes tylko opowiadał, snuł wizję, a my chcieliśmy twardych dowodów: jakie umowy sponsorskie, jakie terminy płatności i tak dalej – mówi mecenas Eugeniusz Pławski, były członek rady nadzorczej Stali Gorzów, która została niedawno odwołana przez prezesa klubu Marka Grzyba.

Dariusz Ostafiński, Interia: Dlaczego już nie jest pan członkiem rady nadzorczej Stali Gorzów?

Eugeniusz Pławski, mecenas, były członek rady nadzorczej Stali: Ponieważ zgodnie z regulacjami przyjętymi w stowarzyszeniu i spółce akcyjnej, walne zgromadzenie może w każdej chwili odwołać członków rady nadzorczej i taką decyzję podjęło.

Nie chodzi mi jednak o procedurę.

- Nie we wszystkich posiedzeniach rady w ostatnim czasie brałem udział z uwagi na stan zdrowia. Wiem, co się działo, ale nie lubię powtarzać tego, co ktoś mi mówi. Wolę polegać na tym, co sam słyszałem. Gdybym jednak miał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zostaliśmy odwołani, bo prawie całą radę to spotkało, to myślę sobie, że może nie do końca rozumieliśmy tak samo niektóre rzeczy.

Reklama

Ma pan żal?

- Druga strona miała prawo to zrobić i o to żalu nie mam. Mój niesmak budzi jednak powtarzanie półprawd, czy wręcz mijanie się z prawdą w różnego rodzaju wypowiedziach. Chodzi mi o słowa prezesa Stali Marka Grzyba. Wczoraj wyczytałem w lokalnej gazecie, że akceptowaliśmy wysokie wypłaty dla byłego prezesa Ireneusza Zmory.

Robiliście to?

- Zacznijmy od tego, że prezes Zmora nie pobierał żadnych wypłat, jako prezes. Prezes Grzyb powinien być bardziej precyzyjny, udzielając wywiadów, bo jest osobą opiniotwórczą. Poza tym pan prezes już prawie dwa lata sprawuje swoją funkcję i mógłby sobie przypomnieć, kto akceptował ostatnie faktury dyrektora Zmora? Na pewno nie robiła tego rada.

To kto?

- Ostatnie akceptował osobiście między innymi pan prezes Grzyb.

A wcześniej? Zanim pan Grzyb został prezesem?

- Ta odwołana rada nadzorcza nigdy nie miała dokumentów w postaci kontraktu pana Zmory ze Stalą. Ta kwestia była uregulowana, kiedy skład rady wyglądał inaczej. Tej odwołanej niedawno rady wtedy jeszcze nie było.

Ta rada nadzorcza zatwierdzając coroczne budżety, z drugiej strony wiedziała, że nie wszystkie środki wynikające z podpisanych różnych umów z zawodnikami, trafiły do nich. To cytat z prezesa Grzyb z rozmowy z Echem Gorzowa.

- To znaczy, że wypowiadający te słowa nie do końca orientuje się w kompetencjach rady, bo ona nigdy nie zatwierdzała budżetu. Od tego jest walne zgromadzenie akcjonariuszy. Rada uczestniczy w tworzeniu dokumentów finansowych, w tym bilansu, który jest przygotowywany przez zarząd. Rada jednak pilnuje wszystkiego od strony formalnej, obrazując w dużym skrócie.

Zostańmy przy cytatach z tej samej rozmowy. Prezes Grzyb mówi, że wewnętrzny audyt pokazał liczne niedoskonałości księgowe.

- Czyli pan prezes podważa pracę biegłych rewidentów, bo klub był na bieżąco sprawdzany i wyniki tych kontroli były pozytywne. Mam rozumieć, że rewidenci fałszowali wyniki? Przecież PGE Ekstraliga też robiła audyty i też nie było mowy o żadnych niedoskonałościach w prowadzeniu finansów. Teraz prezes po blisko dwóch latach pełnienia funkcji wskazuje na rzekome niedoskonałości.

Ze sprawozdania finansowego Stali za 2019 rok, kiedy prezes Grzyb przejmował klub z rąk prezesa Zmory, wynika wręcz, że sprawy finansowe były wyprostowane. Był nawet zysk rzędu 675 tysięcy.

- Mogę potwierdzić, że finanse były w dobrym stanie, że po kilku ciężkich latach udało się nam wyjść na prostą. Ostatnie raty zostały zabezpieczone i przy wielkim szumie medialnym, jaki zrobił prezes Grzyb, ostatecznie spłacone. Szkoda, że teraz wróble o czym innym ćwierkają.

Chodzi panu o to, że w budżecie brakuje 2 milionów?

- Znam sprawę. W którymś momencie były już przewodniczący rady Grzegorz Lewandowski, nie mogąc się doczekać dokumentów finansowych w postaci pism i wyliczeń, sam siadł i przy pomocy innych osób i na podstawie o wskazane dokumenty wyliczył budżet na ten rok.

To normalne, że przewodniczący rady liczy budżet?

- To nie jest normalne. Byliśmy jednak przerażeni, a ja byłem pełen obaw, bo zaczynał się luty, a nikt nic nie mówił o nowym sezonie, o tym, za co pojedziemy. Prezes tylko opowiadał, snuł wizję, a my chcieliśmy twardych dowodów: jakie umowy sponsorskie, jakie terminy płatności i tak dalej. To było o tyle ważne, że mamy pandemię i absolutnie nie wiadomo, co z wpływami z biletów. A wydatki łatwo policzyć i rada to zrobiła.

A o czym to świadczy, że w lutym nie ma budżetu?

- Dotarły do mnie informacje, że klub zatrudni księgowego, który będzie co drugi dzień w siedzibie klubu, a rozwiąże umowę z podmiotem, który odpowiadał dotychczas za księgowość.

Czyli winna księgowość?

- Powiem tylko, że do momentu, kiedy wiceprezesem był Cezary Korniejczuk, to z budżetem nigdy nie było problemu. On miał to pozapinane, robił to przyzwoicie. Po jego rezygnacji wyglądało to dużo gorzej.

Prezes w tym wywiadzie mówi, że robi nowe otwarcie, które zaczęło się od zmian w zarządzie. Z mojej wiedzy wynika jednak, że to nie prezes pozbył się byłych członków zarządu, lecz oni sami odeszli.

- Tak, to prawda. Nikt nikogo nie wyrzucał, oni złożyli rezygnację, a teraz mogli przeczytać, że odeszli w ramach czyszczenia złych ludzi po Zmorze. W sumie, jak tak słucham prezesa, to wychodzi, że tamten zarząd był zły, rada nadzorcza była zła, a nikt z nowych ludzi nie jestem niczemu winien. Nowa władza jest w porządku. 

Nowym przewodniczącym rady nadzorczej ma zostać Remigiusz Johaniewicz. To człowiek rekomendowany przez trenera Stanisława Chomskiego.

- Osobiście pana Johaniewicza nie znam. Może spotkaliśmy się gdzieś przy okazji pracy zawodowej, bo podobnie jak on, jestem radcą prawnym. Puentując, znam nazwisko, a to za mało, by się wypowiadać.

Był pan na tym zebraniu rady, na którym rozmawiano o kredycie.

- Jak wcześniej panu mówiłem o tych ćwierkających wróbelkach, to nie chodziło mi o budżet, ale właśnie o kredyt. Doprecyzuję, że przewodniczącemu Lewandowskiemu wyszło, że nie spina się i brakuje 1,2 miliona złotych. Rozumiem, że teraz mówi się o 2 milionach, bo miasto dało mniej o milion. To była premia, albo raczej strata za Teneryfę.

Wiem, że odwołana rada nadzorcza pytała o Teneryfę, ale i też o to, czy należąca do pana Grzyba firma Cash Broker zapłaciła Stali za reklamę.

- Byłem na jednym spotkaniu dotyczącym sprawy Cash Brokera. Miała zostać wypracowana jakaś koncepcja. Nic mi jednak nie wiadomo o tym, by tak się stało. A pytając o Teneryfę, otrzymywaliśmy bardzo zdawkowe odpowiedzi. Innych już jako rada nie dostaniemy, bo nas nie ma.

Prezes mówi, że liczy na merytoryczną współpracę z nową radą. Mówi, że chodzi mu o to, żeby wyłapywała ona błędy, wskazywała na niedociągnięcia zarządu spółki, podpowiadała. Wierzy pan prezesowi?

- Mam wątpliwości. My właśnie, mam na myśli odwołaną radę, wyłapywaliśmy niedociągnięcia, zaczęliśmy je artykułować, także na piśmie. Jako rada także ponosimy odpowiedzialność, a tu sezon za pasem, a my się bawimy. Nawet budżetu nie było.

Słyszał pan o tym, że prezes Grzyb planuje wykupić klub za symboliczną złotówkę?

- Takie plotki zaczęły docierać do mnie po Teneryfie.

Na jakim etapie tego procesu jesteśmy?

- Nie chciałbym tego komentować. Powiem natomiast, że jest mi smutno, bo akurat mija 19 lat, odkąd jestem związany ze Stalą, nie tylko jako kibic. Tyle czasu jestem w stowarzyszeniu, bo w radzie byłem krócej. Nie pełniłem nigdy jakiś ważnych, tytularnych funkcji, ale myślę, że z paroma innymi osobami zrobiliśmy coś dla tego klubu. Włożyliśmy wiele pracy, żeby to uratować. Nie wiem, czy to powód do dumy, ale jako jedyny klub spłaciliśmy wszystkie długi i zobowiązania. Przeżyliśmy pierwszą ligę i po mozolnej pracy wskoczyliśmy na wyższy pułap. To, co teraz się dzieje mnie osobiście niepokoi.

Prezes mówi, że robi restrukturyzację, a z drugiej strony mamy utratę licencji, budowanie lóż bez pozwolenia i wiele innych spraw, o które pytałem pana wcześniej. Boi się pan o przyszłość Stali, o to, że znowu może się zadłużyć?

- Oznaki nie są budujące. Cała ta awantura, którą mamy wokół Stali nikomu i niczemu nie służy. Wszyscy będą przegrani. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jak ktoś ma jakiś pomysł, to niech go realizuje. Niech też jednak pokazuje szczerą prawdę, a nie posługuje się jakimiś uogólnieniami niemającymi potwierdzenia w rzeczywistości. To chyba tyle, bo nie chciałbym używać mocniejszych słów.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje