Reklama

Reklama

Żużel. Były aktorskie upadki, teraz jest machanie rękami. Nowa metoda na wymuszenie przerwania biegu

Jakiś czas temu duże poruszenie w środowisku wywoływał temat teatralnych upadków żużlowców nawet przy najmniejszym kontakcie z rywalem. Dotyczyło to oczywiście tych, którzy w danym momencie tracili pozycję. Zwróćmy jednak uwagę na to, że pojawiła się także moda na protestowanie poprzez niezjeżdżanie z toru po defekcie poprzedzonym ostrym starciem z przeciwnikiem. Sędzia chcąc uniknąć niebezpiecznej sytuacji, musi przerwać bieg.

W kwietniu podczas meczu w Lublinie mieliśmy sytuację pomiędzy Grigorijem Łagutą a Glebem Czugunowem. Starszy z Rosjanin mocno zaatakował żużlowca Betardu Sparty Wrocław, ale wydawało się, że wszystko mieściło się w granicach dozwolonych. Czugunow jednak momentalnie stracił chęć do jazdy, miał defekt (lub po prostu celowo zwolnił) i machając ręką, czekał na decyzję sędziego. Warto dodać, że manewr Łaguty wcale jakoś bardzo rywala nie wytrącił z rytmu. Gleb osiągnął jednak swoje i doprowadził do przerwania biegu, a w konsekwencji wykluczenia Łaguty.Ta sytuacja wzbudziła mnóstwo kontrowersji i wydaje się, że jednak większość obserwatorów stała po stronie Grigorija, mówiąc o niesłusznym wykluczeniu.

Reklama

W niedzielę mieliśmy podobny, choć nieco łagodniejszy przypadek. Przemysław Pawlicki w arcyważnym w kontekście końcowego wyniku 14. biegu mocno starł się tuż po puszczeniu sprzęgła z jadącym obok niego Piotrem Protasiewiczem. Sprzęt grudziądzanina uległ dużemu zniszczeniu: poleciały iskry, spadł łańcuch, wyrwane zostały szprychy. W takim stanie nie dało się jechać, a sam Pawlicki od razu zakomunikował to sędziemu. Czy przypadkiem jednak nie był to zwykły pech, a nie wina rywala? Sędzia zresztą Protasiewicza nie wykluczył, do upadku nie doszło, zatem czy aby na pewno powtarzanie wyścigu miało podstawy? To wątpliwa sprawa, a coraz większa grupa zawodników zaczyna korzystać z pobłażliwości arbitrów.

Robił to sam Gollob

Niegdyś po bardzo ostrym ataku ze strony Nickiego Pedersena podczas GP Polski w Bydgoszczy 2009, wściekł się Tomasz Gollob. Nieznoszący wówczas Duńczyka zawodnik po prostu zatrzymał się na torze i pozostawił tam motocykl, by w ewentualnej powtórce uniemożliwić rywalowi wygraną. Na nic jednak się to zdało. Dodajmy, że Gollob był już mocno nerwowy, bo chwilę wcześniej w pierwszym podejściu do tego biegu, Pedersen podciął go na łuku, powodując upadek. Polski mistrz świata wybrał dość osobliwą formę manifestacji, ale fakty są takie, że na tejże formie sam stracił, bo sędzia do jego nie dopuścił do powtórzonego biegu, a Pedersen swoje ugrał, bo wygrał zawody, przy ogłuszających gwizdach publiczności. Wchodząc na podium, ostentacyjnie wypiął tyłek w stronę kibiców.

Żużlowcy coraz częściej bawią się w sędziego, niejako wymuszając przerwanie biegu, kiedy sytuacja robi się niekorzystna. Nie trzeba się zawsze przewracać, bo wyjść na swoje. Rozważny sędzia tak czy inaczej przerwie wyścig, ale nie do przyjęcia jest to, że za przerywanie bierze się pokrzywdzony i sfrustrowany zawodnik. Pomijając już fakt, że przy tak małej ilości mijanek, jaką mamy obecnie w żużlu, wykluczanie zawodników po lekkim kontakcie z rywalem, doprowadzi do tego, że programy niemal w każdym biegu będzie można wypisywać już w pierwszym łuku. 

Nowy program o Euro - codziennie na żywo o 12:00 - Sprawdź!

Nie możesz oglądać meczu? - Posłuchaj na żywo naszej relacji



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama