Reklama

Reklama

Żużel. Był na sporym zakręcie, wychodzi na prostą. Kurtz w końcu ujawnia swój talent

O talencie Brady'ego Kurtza mówiło się wiele lat. W ostatnim czasie Australijczyk przechodził spory regres formy, który zaprowadził go pod ścianę. Kolejny słaby sezon zamknąłby mu drogę do poważnego ścigania w Polsce. W ważnym momencie żużlowiec jednak odżył, dając do zrozumienia, że trzeba się z nim liczyć.

Szybko okrzyknięty talentem

Jak to często w żużlu bywa, niektórzy zawodnicy wcześnie zwracają na siebie uwagę. Nie inaczej było w przypadku Kurtza, który 2016 roku zaprezentował się szerszej publiczności, do występów w Wielkiej Brytanii dokładając mecze w Polsce. Zawodnik przyciągał zainteresowanie, gdyż opiekę nad nim przejął Jason Crump. Ręka tak znakomitego mistrza to nie tylko promocja i cenne rady. Tego typu "namaszczenie" wiąże się także z oczekiwaniami.


Patrząc na polskie podwórko, ówczesny 20-latek wystąpił w kilku meczach Polonii Piła, wykręcając średnią prawie 1,6 punktu na bieg. 2017 rok był dla żużlowca epizodyczny, jeśli chodzi o "polskie" występy, choć szczególną uwagę przykuły jego dwa solidne mecze w barwach ekstraligowego ROW-u Rybnik.

Reklama

Poważna szansa

W 2018 roku na młodego i nieźle rokującego zawodnika postawiła Unia Leszno, która ma słabość do wyciągania żużlowych perełek. Kurtz trafił w szeregi mistrzów Polski, od razu zostając członkiem zespołu mającego obronić tytuł. Drużynie ta sztuka się udała, natomiast występ Australijczyka był niejednoznaczny. Jego średnia biegowa wyniosła niewiele ponad 1,4 punktu. Z drugiej strony jako członek "drugiej linii" nie jest to wynik tragiczny.

Podobnie wyglądał sezon 2019. Unia znów pewnie sięgnęło po mistrzostwo, natomiast Kurtz pozostawał niewiadomą. Zawodnik miewał przebłyski dobrej jazdy i potrafił przywozić cenne punkty, niemniej średnia na poziomie 1,3 nie była szczególnie przekonująca. Można było zatem zastanawiać się, czy leszczynianie ponownie postawią na młodego żużlowca. W wiek seniora wkraczał bowiem Bartosz Smektała, więc dla kogoś miejsca musiało zabraknąć.

Beznadziejny rok

2020 rok zaczął się dla Australijczyka obiecująco, gdyż wywalczył on miejsce w składzie kosztem Jarosława Hampela. Wygranie rywalizacji z doświadczonym Polakiem dawało nadzieję, że stanie się on cennym ogniwem zespołu. Początek zmagań szybko zweryfikował założenia. Dwa bezbarwne mecze sprawiły, że zawodnik wyleciał ze składu, a w jego miejsce pojawił się Jaimon Lidsey, który został rewelacją sezonu.

Dla Kurtza miejsca w Unii zabrakło, więc szukał on nowego miejsca do ścigania. Wybór padł na Orła Łódź, który szukał poważnego wzmocnienia. Jak wielkie musiało być rozczarowanie, gdy okazało się, że drużynowy mistrz Polski jest na torze kompletnie bezbarwny. Adam Skórnicki szybko zauważył złą tendencję, toteż w nowych barwach Australijczyk odjechał zaledwie 4 spotkania.

W końcu przełom

2021 rok to niewątpliwie poważny sprawdzian dla zawodnika. Przed pierwszym meczem Orła 25-latek zaskakująco nie znalazł się w awizowanym składzie. Niektórzy wydali wtedy na niego wyrok, sugerując, że właśnie żegna się on z poważną karierą. Ostatecznie Kurtz pojawił się w spotkaniu z Unią Tarnów i był to występ imponujący (13 punktów). Wobec żużlowca odżyły nadzieję, potwierdzone kolejnymi spotkaniami. 12+1 w sensacyjnym zwycięstwie Orła nad ROW-em Rybnik i 12 "oczek" w meczu z Celfast Wilkami Krosno pokazały jego siłę.

W każdym meczu oprócz zdobyczy liczył się styl, w jakim zawodnik po nie sięgnął. Wiele punktów widowiskowo wywalczył on na trasie. To m.in. on stworzył gonitwę aspirującą do miana najlepszego wyścigu sezonu 2021. Waleczność i skuteczność Kurtza przekłada się na to, że Orzeł nie jest aż taki słaby, na jakiego wyglądał jeszcze miesiąc temu, natomiast sam żużlowiec zgłasza swoje wysokie aspiracje i daje do zrozumienia, że nie należy go skreślać.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje