Reklama

Reklama

​Żużel. Brak możliwości przebadania zawodnika na obecność narkotyków przed meczem. To paranoja i proszenie się o tragedię

Tadeusz Zdunek w rozmowie z WP powiedział ostatnio, że przed jednym ze spotkań w Gdańsku wyczuł od Artura Mroczki marihuanę i chciał zawodnika przebadać. To jednak w świetle przepisów niemożliwe, bo można zrobić to tylko w przypadku stworzenia przez podejrzanego zagrożenia w ruchu lądowym. To wydaje się absurdem, bowiem żużlowiec pod wpływem środków odurzających może w meczu stanowić wcale niewiele mniejsze zagrożenie do tego, jakie stanowi na drodze.



Podczas jednego ze spotkań próbował cztery razy wsypać łyżeczką cukier do szklanki i nie potrafił do niej trafić. Nie wiem, czy był pijany, czy pod wpływem jakichś środków odurzających. Po wyjściu Artura Mroczki z toalety członkowie naszego teamu wyczuli wyraźny zapach marihuany. Zgłosiliśmy to przed zawodami, ale regulamin nie daje wielu możliwości przeprowadzenia badania. Tego dokonać może tylko policja, jednakże tylko w przypadku, gdy podejrzany spowoduje zagrożenie w ruchu drogowym. Czyli realnie zbadanie zawodnika przed meczem było nie do wykonania. Powiem szczerze, że warto pomyśleć, jak działać w takich wypadkach, bo od tego czasu do badania minęło około 6 godzin. Zanim przyjechała policja i przeprowadziła badanie pan Mroczka litrami pił wodę. Ponoć można w ten sposób "wyczyścić" organizm na potrzeby tego rodzaju testu - mówił ostatnio prezes klubu z Gdańska, Tadeusz Zdunek.

Reklama

Gdy zachodzi podejrzenie, że zawodnik przystępuje do zawodów pod wpływem alkoholu, jest możliwość szybkiego sprawdzenia tego przy udziale policji. Dobrze o tym wiedzą między innymi Oskar Bober, Darcy Ward czy Stefan Dannoe. Wszyscy oni wpadli właśnie na badaniach przeprowadzonych tuż przed meczem. W każdym z tych przypadków ktoś zauważył ich nietypowe zachowanie i po prostu wezwał policję, a ta przebadała zawodnika alkomatem, którego wynik jednoznacznie dał odpowiedź, że podejrzenia były słuszne. W żadnym z tych przypadków też nie zniszczyło to jednak kariery zawodnika.

Żużlowiec, który ma zamiar podejść do meczu pod wpływem jakiejkolwiek substancji mogącej zaburzyć u niego logiczne, trzeźwe myślenie, jest zagrożeniem dla rywali oraz osób funkcyjnych. Nie ma tu żadnego znaczenia, jakiego rodzaju specyfik ma w organizmie, bo zarówno alkohol, jak i narkotyki wywołują - w różnym oczywiście stopniu - utratę kontroli nad własnymi odruchami. Co jasne, w przypadku narkotyków zależy to od typu zażytej substancji - po marihuanie jest się otępiałym, nieco odciętym od świata. Kokaina i amfetamina dają zaś pozorne poczucie wszechmocy, które może spowodować nieprzemyślane ataki na torze.

Rodzi się pytanie, jak to możliwe, że obecność alkoholu we krwi jest sprawdzana i oficjalnie tępiona, a w przypadku podejrzenia zażycia przez żużlowca innych substancji, niewiele można z tym zrobić, co pokazał przykład Tadeusza Zdunka. Prezes Wybrzeża nie zarzucił Mroczce wprost tego, że był po marihuanie, ale chciał zwyczajnie to sprawdzić, bo miał solidne podstawy ku takim podejrzeniom. Mógł przecież mieć obawy, jak niedyspozycja Mroczki wpłynie na jego zachowania na torze. Całkiem zresztą słuszne, bo każdy organizm reaguje inaczej, ale w żadnym przypadku wobec takich podejrzeń nie można przechodzić obojętnie.

Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Oczywiście nierealne jest badanie takie, jak przy użyciu alkomatu. - Można by jednak wezwać przeszkolonego pod tym kątem policjanta, który na podstawie nawet samych źrenic oceni z 95% prawdopodobieństwem, czy dany zawodnik palił coś przed meczem - mówi nam Paweł Matraszczyk, były policjant, który zajmował się właśnie sprawami związanymi z narkotykami. Tak więc widać, że to jedynie kwestia drobnej zmiany w przepisach. Uzyskalibyśmy narzędzie do zapobiegania sytuacjom takim, jaka miała miejsce w Gdańsku.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Tadeusz Zdunek | Artur Mroczka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama