Reklama

Reklama

Żużel. Birkemose zainwestował, kupił trzy silniki, ale one nie jadą

Marcus Birkemose znowu stracił miejsce w składzie Moje Bermudy Stali. Duńczyk rok temu zrobił rewelacyjny wynik w drugoligowym Spec House PSŻ Poznań, ale w PGE Ekstralidze nie potrafi się przebić. Głównie zawodzi sprzęt, ale nie tylko.

Utalentowany Marcus Birkemose z wielkimi nadziejami rozpoczynał ten sezon. Kupił trzy nowe silniki od Briana Kargera i miał nadzieję, że podbije PGE Ekstraligę. Zwłaszcza że rok temu na sprzęcie od tego samego tunera zawojował drugą ligę.

Problemem Birkemose może być regulacja silników

Teraz okazuje się, że to, co wystarczyło na dobrą jazdę w Spec House PSŻ, to za mało na Moje Bermudy Stal. To wcale nie musi oznaczać, że silniki od Kargera są słabe. Choć, jak pamiętamy prezes Eltrox Włókniarza publicznie prosił Leona Madsena po słabym występie, żeby porzucił Kargera i wrócił do Flemminga Graversena.

Reklama

W przypadku Birkemose bardziej może chodzić o odpowiednie regulacje niż o sam sprzęt. Zawodnikowi pomaga tata, który normalnie pracuje i nie zawsze ma czas przyjechać na mecz do Polski. Duńczyk nie ma w swoim teamie innego mechanika. Często zdany jest na przypadkową pomoc kolegów lub klubowego majstra. W Stali robią, co mogą, by ta współpraca przebiegała jak najlepiej, ale nie zawsze jest to możliwe.

Żużlowiec Stali potrzebuje swojego mechanika

Nie ulega wątpliwości, ze tak jak Birkemose zainwestował w silniki, tak teraz musi jeszcze wyłożyć na kasę na jakiegoś sensownego mechanika, bo bez tego ani rusz. Musi mieć kogoś, kto wyreguluje sprzęt, z kim będzie mógł na bieżąco omówić, czego potrzebuje, jakie korekty ewentualnie nanieść.

W przypadku Birkemose można też mówić o problemie mentalnym. Rok temu euforia, a teraz brutalne zderzenie się ze ścianą. To musi boleć. Na dokładkę klub walczący o wynik i mający w odwodzie Rafała Karczmarza rotuje zawodnikami U-24. A kiedy trener Stanisław Chomski chciał wreszcie postawić na Birkemose, to ten zrobił trzy zera w jednym meczu (eWinner Apator), a kolejny (z Fogo Unią) też zaczął od zera i został zmieniony, bo spotkanie było na styku i szkoleniowiec nie chciał ryzykować.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje