Reklama

Reklama

Żużel. Batchelor narzeka, że na treningach w Polsce zużył dużo opon. Czy to jeszcze profesjonalizm?

Niezależnie od ligi, w jakiej startuje zawodowy żużlowiec, musi on liczyć się z określonymi wydatkami ponoszonymi na rzecz zakupu elementów wyposażenia czy serwisowania silników. Ci, którzy próbują na tym oszczędzać, przeważnie ostatecznie tracą. Są też tacy, którzy z racji nakładów finansowych oczekują z automatu miejsca w składzie. Troy Batchelor w wywiadzie z oficjalną stroną GP stwierdził, że... stracił dużo opon i nawet mimo tego nie jeździł tyle, ile chciał. Z ust zawodowca brzmi to najmniej dziwnie.

- Sporo czasu spędziłem w Polsce. Bardzo dużo trenowałem. Zużyłem 20-30 opon i nawet nie pojechałem w meczu. Wskoczyłem na jedno spotkanie, potem znowu mnie odstawiono. Tam naprawdę nie jest łatwo - narzekał w rozmowie ze speedwaygp.com Troy Batchelor. 

Trudno w jakichś sensowny sposób odnieść się do tych słów, bo też nie jest wiadome, czego dokładnie oczekiwał zawodnik. Miejsca w składzie "z urzędu", specjalnego traktowania czy może zwrotu pieniędzy za wspomniane opony. Fakty są jednak takie, że kiepsko brzmią takie pretensje, jeśli pochodzą one od znanego i doświadczonego żużlowca i byłego uczestnika cyklu Grand Prix. Liczyć każdy grosz może początkujący junior, ale taki rutynowany żużlowiec?

Reklama


Batchelor nie wywalczył miejsca w składzie dlatego, że po prostu był słabszy od innych. Gdy już dostał szansę w ROW-ie Rybnik, prezentował się bardzo słabo, przegrywając nawet z juniorami. Później sięgnęła po niego pierwszoligowa Abramczyk Polonia, ale tam też szału nie robił. Poza pojedynczymi przebłyskami, nie zbawił walczącej o utrzymanie drużyny Jerzego Kanclerza. To pokazuje, że nikt nie robił mu na złość odstawiając go od składu. Decydowała o tym wyłącznie forma sportowa, a ta u Batchelora rok temu była zwyczajnie kiepska. 

Nowa moda

Coraz popularniejsze u żużlowców robi się oczekiwanie gwarancji miejsca w składzie, względnie bardziej pobłażliwe traktowanie tych, którzy chcą, walczą i trenują, zużywając sprzęt. Do bólu oklepane jest już powiedzenie "słabo jechałem, bo miałem rywala do składu". W każdej dziedzinie życia należy liczyć się z konkurencją i mieć świadomość tego, że jeśli spiszemy się słabo, ktoś może okazać się lepszy. Dotyczy to zarówno piekarza, architekta, nauczyciela, jak i żużlowca. Szeroko pojęty komfort przysługuje wyłącznie największym gwiazdom, bo przecież oczywiste jest, że nikt w Moje Bermudy Stali Gorzów nie odstawi Bartosza Zmarzlika, nawet gdyby przytrafiły mu się trzy gorsze mecze. Ale Batchelor to póki co nie jest Zmarzlik.

Warte zauważenia jest to, że właśnie ci, którzy mają komfort i pewność miejsca w składzie, najczęściej zawodzą. Wiedzą bowiem, że i tak nic im nie grozi z tytułu słabszych występów. Ewentualny "straszak" działa na nich motywująco, choć w wywiadach zapewniają, że to bardzo nieprzyjemne uczucie, kiedy trzeba walczyć z kolegą o miejsce na mecz. W Rybniku, gdzie jeździł Batchelor, był przede wszystkim mocny Robert Lambert na rezerwie. Nikt by jednak Australijczyka nie wycofał z kolejnych biegów, gdyby dobrze wchodził w mecze. Przegrywająca drużyna musi się śpieszyć, by ratować wynik. I wydaje się, że niektórzy zawodnicy nie potrafią tego zaakceptować. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje