Reklama

Reklama

Żużel. Bartosz Zmarzlik dla Interii: Przepraszam kibiców i Stal. Mam nadzieję, że drugi tak słaby występ się nie powtórzy

Moje Bermudy Stal Gorzów przegrała u siebie z Eltrox Włókniarzem Częstochowa (44:46), a miejscowi kibice przecierali oczy ze zdumienia, kiedy mistrz świata Bartosz Zmarzlik przyjeżdżał za plecami juniorów rywala. – Nie jestem maszyną. Popełniłem też błędy w regulacjach. Nie chcę się głupio tłumaczyć, przepraszam – mówi nam Bartosz Zmarzlik.

Dariusz Ostafiński, Interia: Co się stało w niedzielę w Gorzowie? W mojej ocenie zostaliście zaskoczeni przez tor, który nie był taki, jak zwykle. Przez to przegrywaliście starty i nie jeździliście optymalnymi ścieżkami na dystansie.

Bartosz Zmarzlik, żużlowiec Moje Bermudy Stali Gorzów: Nie lubię się tłumaczyć torem, dlatego powiem tylko tyle, że przegraliśmy mecz, z którego trzeba wyciągnąć właściwe wnioski, a potem szybko o nim zapomnieć.

Co pan czuł, kiedy przed plecami jechał panu taki młokos, jak Mateusz Świdnicki, a pan w żaden sposób nie potrafił go wyprzedzić.

Reklama

Świdnicki jechał dobrze, jechał szybko, nic nie mogłem mu zrobić. Popełniłem błędy w regulacjach sprzętu. W pewnym momencie wjechałem w taką przyczepniejszą linię i od razu zarzuciło mnie w prawo. To był efekt złej regulacji właśnie.

Szczerze, to nie pamiętam, kiedy ostatni raz u siebie przywiózł pan zero i zaliczył przegrane z juniorami gości.

A teraz mi się to przytrafiło. Ten mój występ był taki mocno w kratkę. To jednak wynika z tego, że każdy chce wygrywać, nikt nie odda punktów za darmo. A jeśli do tego dołożymy fakt, iż to nie był mój dzień, to wszystko staje się jasne. Biorę to na klatę. Przepraszam kibiców, przepraszam Stal Gorzów. Mam nadzieję, że taki występ się już w tym sezonie nie powtórzy.

Z tym przepraszaniem to chyba pan przesadza. Nie, żebym był pana adwokatem, ale wcześniej wiele razy wyciągał pan zespół z opresji. Nikt nie jest maszyną.

Ja się z tym zgadzam. Nikt nie jest maszyną, każdy ma prawo do złego dnia. Nie można o kimś mówić źle, bo raz czy drugi mu nie wyszło. Czasami trzeba poczekać dłuższy okres czasu i ocenić za całokształt. Z drugiej strony ja mam swoje ambicje, kibice mają swoje oczekiwania, dlatego powtórzę, że biorę to na klatę i przepraszam.

Swoją drogą, to kibice mogli być źli na wynik, ale nie na widowisko, bo emocji było mnóstwo.

I to jest piękne. Czasami zapominamy, że sport ma to do siebie, że przynosi niespodzianki, że nie wszystko się układa, tak jakbyśmy tego chcieli. Chciałbym powiedzieć, cieszmy się i nie narzekajmy, bo na końcu będzie się liczył cały sezon, a nie ten jeden mecz.

Wrócę do wątku z pierwszego pytania, czyli o tor. Jak bardzo was zaskoczył? Szymon Woźniak mówił, że wróciliście do domu po długim czasie nieobecności i to było widać.

Trochę tak było, bo mieliśmy szósty mecz, a dopiero drugi w Gorzowie. Brakowało nam rywalizacji w domu. Zaznaczam jednak raz jeszcze, że nie to jest żadne wytłumaczenie porażki. Tak nie możemy robić. Trzeba się wziąć do roboty i dalej pracować nad tym, żeby było lepiej. Z drugiej strony nie ma co popadać w pesymizm, bo my niczego nie zlekceważyliśmy. Robiliśmy w ostatnich dniach wszystko, żeby się należycie przygotować. Nie do końca nam się to udało, bo przegraliśmy, bo nie byliśmy w niedzielę dobrze dysponowani. Mam nadzieję, że już tego nie powtórzymy, że po kolejnych meczach nie będziemy musieli się tłumaczyć.

Przed wami dwa kolejne mecze u siebie, z Apatorem i Unią. To szansa na odbudowanie się po tej porażce.

To prawda. I oby te dwa spotkania poszły pomyślnie. Do tego się teraz szykujemy. Chcemy być na sto procent gotowi i mamy nadzieję, że tym razem wszystko zagra. Jak powiedziałem, wpadki się zdarzają, ale ważne jest to, by w ogólnym rozrachunku być na plusie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje