Reklama

Reklama

Żużel. Antonio Lindbaeck wraca do polskiej ligi!

Szwed nie wytrzymał zbyt długo na żużlowej emeryturze! Jak poinformował podczas transmisji z pierwszego półfinału Speedway of Nations Phillip Hellstroem-Baengs, Antonio Lindbaeck zamierza w przyszłym sezonie wrócić do polskiej ligi.

- Phillip Hellstroem-Bangs będzie w przyszłym sezonie tworzył wspólny team z Antonio Lindbaeckiem. Anton jest bardzo chętny i głodny jazdy w lidze polskiej, także pewnie polskie kluby już niedługo będą mogły się do niego zgłaszać, bo będzie do wzięcia - powiedział reporter Canal+ Sport Mateusz Kędzierski podczas jednej z przerw między wyścigami półfinału Speedway of Nations w Daugavpils. Chwilę wcześniej młody Szwed potwierdził w wywiadzie z nim informacje o połączeniu sił z doświadczonym rodakiem.

Nie wytrzymał długo

Antonio Lindbaeck o zawieszeniu kevlaru na kołek poinformował chwilę po zakończeniu sezonu 2020. Na żużlowej emeryturze nie wytrwał długo, bo już w maju tego roku ogłosił powrót do ścigania. Zaznaczył jednak, że nie myśli co o startach nad Wisłą, a jedynie reprezentowaniu w szwedzkiej Bauhaus-Ligan swojej macierzystej Masarny Avesta. Jego obecność w drużynie miała przynosić jej korzyści nie tylko w postaci zdobywanych przez niego punktów, ale przede wszystkim doświadczenia, jakim może podzielić się z młodszymi kolegami.

Reklama

To Lindbaeck ma bowiem spore. Przez 10 lat był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, podczas których zwyciężył w trzech turniejach. Nigdy nie był co prawda najbardziej wyróżniającą się postacią w walce o indywidualne mistrzostwo świata (najwyżej sklasyfikowany był w 2012, gdy uplasował się na siódmej pozycji), ale nikt nie może odebrać mu miana drugiego najlepszego szwedzkiego żużlowca w minionej dekadzie.

Życie jak film

Mimo nie najlepszych wyników, kibice żużlowi wspominają go po dziś dzień, jako zawodnika dodającego cyklowi wiele kolorytu. Jego ciekawy wizerunek na czele z wyróżniającymi go długimi dredami był jednak niczym przy historii jego życia, która zdaniem wielu nadaje się na świetną produkcję filmową. Gdy miał około 1,5 roku brazylijska policja znalazła go na ulicach Sao Paulo z tabliczką "Mam na imię Antonio". Mały chłopiec trafił na 3 lata do domu dziecka, po czym został adoptowany przez szwedzkie małżeństwo Lindbaecków, za których sprawą trafił do Skandynawii, gdzie później rozpoczął sportową karierę.

36-latek spędził w polskiej lidze 16 sezonów i reprezentował barwy 9 klubów. Nie wiadomo do którego trafi tym razem. Potencjalnych pracodawców może odstraszać jego dość przeciętna średnia biegopunktowa w aktualnym sezonie Bauhaus-Ligan. Lindbaeck zdobywa w tym roku średnio zaledwie 1,568 oczka na wyścig.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje