Reklama

Reklama

​Żużel. Andrzej Witkowski dla Interii: Niestety, Grand Prix w tym roku raczej nie będzie

- Nie zdziwię się, jeśli we wrześniu zapadnie decyzja, że w tym roku Grand Prix zostanie całkowicie odwołane. W Warszawie i Wrocławiu zawodów bez kibiców nikt nie zrobi, w Toruniu pewnie też, bo organizatorzy nie będą do tego dopłacać. Tu sytuacja jest zupełnie inna niż w rozgrywkach ligowych, BSI jest nastawione na robienie biznesu, a nie prezentów - mówi w rozmowie z Interią honorowy prezes Polskiego Związku Motorowego i honorowy wiceprezydent FIM Europe Andrzej Witkowski.

Zbigniew Czyż, Interia: Panie prezesie, organizacja jakichkolwiek zawodów z cyklu Grand Prix w tym roku stoi pod dużym znakiem zapytania?

Reklama

Andrzej Witkowski: - Wiemy już, że do końca lipca na pewno nie odbędą się żadne zawody Grand Prix. Promotor cyklu Benfield Sports International przygląda się sytuacji w różnych krajach i, jeżeli można w ogóle mówić o jakimkolwiek terminie, że zawody mogłyby się odbyć, to byłby to wrzesień. Kolejna sprawa to pytanie z publicznością, czy bez publiczności. Z przeprowadzonych rozmów z Warszawą czy Wrocławiem wiem, że nikt nie zrobi Grand Prix bez kibiców, bo po prostu się to nie opłaca. Co do Torunia jeszcze nie wiem, ale nie wydaje się mi, żeby byli zainteresowani takim rozwiązaniem.

Czyli sytuacja jest trochę inna niż ta dotycząca rozgrywek ligowych.

- Tak, bo w Grand Prix prawo do pieniędzy z przekazu telewizyjnego ma BSI i to Canal+ płaci BSI za Grand Prix w Polsce, a nie organizatorowi, więc dlaczego organizator ma robić imprezę, na której ktoś zarobi w BSI, a organizator musiałby tylko dopłacać. Wielkim optymistą w sprawie organizacji w tym roku Grand Prix nie jestem. Gdybym dzisiaj miał zadecydować, to tak jak przełożone zostały na przyszły rok igrzyska olimpijskie, czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej, ale też inne ważne imprezy, to byłbym za tym, żeby w 2021 roku zrobić pełny cykl dziesięciu rund, poza tym Speedway of Nations, SEC oraz zorganizować piękne pożegnanie BSI za wiele lat współpracy z FIM-em i PZMot-em.

Kibice mogą zatem powoli przyzwyczajać się do myśli, że w sierpniu na Stadionie Narodowym żużla nie będzie?

- W Warszawie na pewno nie będzie Grand Prix bez kibiców, bo kto miałby za to wszystko zapłacić, za wynajem stadionu, zbudowania toru? PZMot miałby ponieść koszty, a BSI zebrać pieniądze za transmisje? BSI jest nastawione na robienie biznesu, a nie prezentów, gdyby nam powiedzieli, że oni zapłacą te wszystkie koszty, to proszę bardzo. Według mnie nie wydaje się możliwym organizacja GP bez kibiców, a na organizację z kibicami nie wyda zgody ministerstwo zdrowia i organy władzy, z kolei impreza z pięciuset osobami mija się z celem.

Jest w ogóle brany pod uwagę pomysł organizacji wszystkich zawodów Grand Prix, chociażby w okrojonej formule tylko w Polsce?

- Nie, nie ma takiego pomysłu i nie jest on rozpatrywany.

Patrząc na kolejne jesienne terminy, to w zasadzie każdy organizator będzie miał takie same problemy, a co za tym idzie wszystkie turnieje w tym roku mogą zostać anulowane?

- Tak, bo nie wierzę, że organizatorzy będą dokładać do organizacji Grand Prix, wcale się nie zdziwię, jeśli we wrześniu zapadnie decyzja, że w tym roku żadne zawody Grand Prix się nie odbędą. Dla nas sympatyków żużla, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie najważniejszym obecnie krokiem jest start ekstraligi, jeśli ona zacznie nabierać tempa, to jestem optymistą co do przyszłości sportu żużlowego, dopiero wtedy będziemy mogli mówić o Grand Prix, o Speedway of Nations, i o SEC-u. Dzisiaj to Ekstraliga jest że tak powiem jądrem żużla, a to czy będzie w niej jeździło dwóch więcej, czy dwóch mniej zawodników ze Szwecji, czy Danii nie zmieni faktu, że to u nas są najlepsze pieniądze, mamy najlepszą infrastrukturę i kibiców i to my w Polsce jesteśmy właśnie w stanie uratować żużel.

No właśnie wydaje się, że w ekstralidze negocjacje klubów z żużlowcami co do stawek zmierzają do szczęśliwego końca, to chyba może napawać optymizmem?

- Myślę, że tak, środowisko pokazało, że zwyciężył rozsądek. Wszyscy wiedzą jaka jest sytuacja w kraju, w Europie i na świecie. Każdy racjonalnie myślący wie, że dotychczasowi sponsorzy nie będą mogli przekazywać na żużel pieniędzy takich jak dotychczas, nawet jeśli to deklarowali. Po drugie, jeśli my nie mamy zgody służb sanitarnych na obecność kibiców na trybunach, to tez musimy odliczyć jedną trzecią wpływu do klubowego budżetu. To bardzo ważne źródło, które wyschło i to powoduje mniej pieniędzy. Każdy, kto ma mniej pieniędzy musi szukać oszczędności, szukać ograniczenia kosztów, a koszty na zawodnikach są bardzo duże. Myślę, że zawodnicy dostrzegli, że nikt nie będzie w stanie spełnić wymagań finansowych starych kontraktów. To jest dobry przykład rozsądku, który zdominował rozmowy na temat negocjacji kontraktów, to jest dobry symptom pokazujący, że wszyscy chcą, aby żużel jak najszybciej wrócił na dawne tory.

Dowiedz się więcej na temat: Żużlowa GP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje