Reklama

Reklama

Żużel. Andrzej Lebiediew ćwiczy i dowozi jedzenie. Łotysz zdradza ile punktów da Wilkom

Sezon 2020 był dla Andrzeja Lebiediewa fatalny. Złamana noga, długa przerwa, spadek drużyny PGG ROW-u z PGE Ekstraligi. Za rok w Cellfast Wilkach Krosno ma być inaczej. W rozmowie z klubową telewizją żużlowiec mówi o tym, że działacze zapewniają jemu i kolegom z drużyny psychiczny komfort, że stać go na 10 punktów w meczu. 

Przejście wychowanka Lokomotivu Daugavpils do PGG ROW-u Rybnik w sezonie 2020 miało być jego wielkim powrotem do światowej czołówki. Andrzeja Lebiediewa i Roberta Lamberta określano jako liderów całego zespołu. Już w drugim meczu sezonu obaj uczestniczyli w fatalnym karambolu. Brytyjczyk doprowadził do upadku Łotysza, a ten złamał nogę i stracił cały sezon. Po powrocie na tor 26-latek z wiadomych powodów nie prezentował już takiej formy jak wcześniej.

Reklama

Za rok Lebiediew będzie jeździł w eWinner 1. Lidze dla Cellfast Wilków Krosno. Tym razem ma być inaczej niż w Rybniku, gdzie była szeroka kadra i walka o skład. - W Wikach nie zbudowano szerokiej kadry i był to dobry ruch ze strony klubu - mówi Lebiediew. - Dostaliśmy swego rodzaju swobodę psychiczną. Od początku będziemy mieli spokojną głowę i cały ten ciężar, który klub postawił przed nami, weźmiemy na swoje barki. Doskonale wiemy co mamy zrobić dla drużyny - mówi 26-latek w wywiadzie dla klubowej telewizji.

Za indywidualnym mistrzem Europy z sezonu 2017 przemawia przede wszystkim ogromne doświadczenie na zapleczu PGE Ekstraligi. Reprezentant Łotwy przez większą część swojej kariery rywalizował głównie na pierwszoligowych torach. Jego zdaniem kadra Cellfast Wilków prezentuje się wyśmienicie. - Dużo wiem o tej lidze. Według mnie mamy dobry, doświadczony skład. W naszych szeregach jest między innymi Peter Ljung, a ma on spory bagaż doświadczeń. Ponadto dochodzi jeszcze Mateusz Szczepaniak i Daniel Jeleniewski. Wszyscy są bardzo solidnymi żużlowcami. Każdego z nas stać na przynajmniej dziesięć punktów na mecz bez problemów i na każdym torze - dodaje.

Nowy żużlowiec krośnieńskiego klubu przebywa obecnie w swojej ojczyźnie, gdzie prowadzi swoją restaurację. Ponadto kilka tygodni temu zyskał nową motywację. - W restauracji wszystko rozwożone jest na wynos, więc za dużo pracy w tym nie ma. Więcej czasu spędzam z rodziną. Nie tak dawno, bo 1 grudnia, urodził mi się syn. Każdego dnia wstaję, odwożę córkę do przedszkola i wybieram się na trening. Następnie jest czas na odpoczynek - kończy żużlowiec.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje