Reklama

Reklama

Żużel. Alfabet Marka Cieślaka. Kocha psy, jeździ rowerem za 50 tysięcy, a jego gadająca papuga mówi o nim: łysa pała

Marek Cieślak jakiego nie znacie. O czym gada ze swoją papugą, ile psów trzyma w domu i dlaczego w trakcie kariery zawodniczej wołali na niego "Żelazna nóżka". W tym roku Cieślak zakończył pracę z reprezentacją Polski. Zdobył z nią 14 medali, drugie tyle dołożył w klubach. Nie powiedział ostatniego słowa, bo jak mówi: muszę wykarmić moje teriery. Za rok ma pracować w ROW-ie Rybnik.

A jak Amerykanin Greg Hancock, czyli ten, który swego czasu chciał zatrudnić Cieślaka w swoim teamie na Grand Prix. Trener musiał odmówić. Powiedział, że pracuje z kadrą Polski, że głupio by to wyglądało. Miał jednak Cieślak do Hancocka słabość. Brał go niemal wszędzie tam, gdzie go zatrudniano. Stawiał na Hancocka, choć ten zawsze wycinał mu jakiś numer. We Wrocławiu nie doleciał na ważny mecz, to samo zrobił w Falubazie Zielona Góra i Unii Tarnów, gdzie się spóźnił i trener żartował, że nauczy swoją papugę mówić: "wake up Greg". Kiedy Hancock miał kontuzję, a ważyły się losy jego medalu w Grand Prix, to w cyklu jechał, ale już ligę odpuszczał. Cieślak nigdy go jednak nie skreślał, choć kilka krążków mu przez to uciekło.

Reklama

B jak Basia, żona trenera. Łączą ich wspólne pasje, lubią się ze sobą przekomarzać. Pani Basia często żartuje z męża, że on lubi się podpinać pod jej sukcesy. Ona kupiła papugę, jest hodowcą psów, ale to trener chwali się tym w mediach. 

C jak Crump. Kolejny zagraniczny zawodnik, z którym Cieślak był mocno zżyty. Trener lubi żartować, że rudzielec Crump był początkowo nieufny, ale w końcu panowie tak się zaprzyjaźnili, że Jason w rozmowach żartował z koloru swoich włosów. Crump wsiadał na motocykl odwrotnie niż reszta zawodników, czyli z lewej strony. To był jego rytuał. Cieślak z czasów współpracy pamięta też to, że Jason na drugi dzień po dobrym występie w Grand Prix słabo jechał w lidze. Od tamtego czasu mówi się o "syndromie Crumpa". To określenie stosuje się w przypadku każdego zawodnika, który dołuje w lidze dzień po dobrym występie w GP. 

D jak drabina, z której spadł cztery lata temu, czyszcząc rynny. Spadł z wysokości czterech metrów na stalową płytę ze śrubami. Miał zbitą lewą stronę, skóra w tym miejscu zrobiła się czarna. Kilka dni nie mógł kaszleć, ale nic nie złamał. Wypadek przypomniał mu jednak lata kariery, kiedy dwa razy łamał kręgosłup, roztrzaskał też łopatkę, żebra i kolana. 

E jak emigracja, czyli dwuletni epizod w angielskim White City Rebels. Mieszkał w Anglii z Edwardem Jancarzem, gwiazdą Stali. Lokum mieli niedaleko metra i jak przejeżdżał pociąg, to wszystko się trzęsło. Z Anglii Cieślak pamięta przepis pięciu minut, kiedy zawodnik faulowany na torze miał prawo własnoręcznie wymierzyć sprawiedliwość temu, który dał mu popalić. 

G jak Gollob. Jeden z najważniejszych zawodników ery Cieślaka w kadrze. To właśnie jemu powierzał te najtrudniejsze zadania. W finale DPŚ 2009 w Lesznie posadził go na motocykl Krzysztofa Kasprzaka, by wygrał decydujący wyścig. Powiedział mu tylko: jedziesz o tytuł, jak wygrasz mamy złoto. Cieślak wiedział, że Gollobowi można powierzyć te najtrudniejsze zadania, bo on potrafi się sprężyć na najważniejsze wyścigi. W 2013, kiedy Tomasz został skreślony z kadry, panowie się na siebie pogniewali. Do pojednania doszło niedawno, przy okazji transmisji ligowego żużla. Wtedy znowu zaczęli ze sobą rozmawiać. 

H jak Holta. Norweg z polskim paszportem odgrywał znaczącą rolę w kadrze Cieślaka. Kibice się o to czepiali, ale trener cierpliwie tłumaczył, że nie on pierwszy powołał Runego Holtę do reprezentacji. Pierwszy zrobił to świętej pamięci Szczepan Bukowski, poprzednik Cieślaka. Inna sprawa, że Cieślak ma słabość do Holty. Parę złotych medali pomógł mu z kadrą zdobyć. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama