Reklama

Reklama

Żużel. Akcja Moje Bermudy Stali Gorzów na Teneryfie. Miasto nie komentuje, sponsor też milczy

W środę zrelacjonowaliśmy, co działo się na zgrupowaniu Stali Gorzów na Teneryfie. Szef recepcji hotelu Santiago Barcelo, gdzie był polski klub, napisał nam w mailu o skargach innych klientów i karygodnym zachowaniu niektórych osób z ekipy (mieli wyrzucać rzeczy z balkonu). Działo się też w drodze powrotnej. Prezes Marek Grzyb wraz z kilkoma innymi osobami nie został wpuszczony na pokład samolotu. Radny i mecenas Jerzy Synowiec napisał na Facebooku, że u szefa akcji stwierdzono brak kontaktu z otoczeniem.

Klub nie chciał komentować całej sytuacji, choć prosiliśmy o wypowiedź zarówno prezesa Marka Grzyba, jak i dyrektora Tomasza Michalskiego. Jego wcześniejszy powrót ze zgrupowania też jest owiany tajemnicą. Z naszych informacji wynika, że został odesłany za naganne zachowanie.

Reklama

Spawa wydarzeń na Teneryfie, nie robi też żadnego wrażenia, przynajmniej oficjalnie, a na tytularnym sponsorze klubu, Rozmawialiśmy na gorąco, tuż po publikacji, z szefem firmy Marcinem Rystwejem, i właśnie takie wrażenie odnieśliśmy. Nie udało nam się też namówić pana Rystweja na żaden komentarz. W czwartek ponowiliśmy prośbę na użytek tej publikacji, ale pozostała ona bez odpowiedzi. Nie wiemy więc, czy Moje Bermudy są zadowolone z reklamy, jaką robi im klub.

Także władze miasta, które przekazują Stali spore pieniądze w ramach środków na promocję, milczą. Spytaliśmy Wiesława Ciepielę, rzecznika urzędu, czy ratusz nie ma problemu z tym, co działo się na Teneryfie. Dodaliśmy, że w końcu klub rok temu dostał, a teraz też ma dostać olbrzymie środki właśnie z puli na promocję. - Nie komentujemy tej sprawy - uciął Ciepiela.

Więcej o stanowisku miasta może nam powiedzieć decyzja w sprawie dotacji. Stal złożyła wnioski na blisko 4 miliony. To ile dostanie, będzie jakimś sygnałem. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama