Reklama

Reklama

Żużel. Afera na Twitterze pokazała, że żużlowcom brakuje dystansu do siebie

Kilka dni temu żużlowa Polska żyła konfliktem, jaki wywiązał się na Twitterze pomiędzy dziennikarzem Marcinem Majewskim a żużlowcem Mikkelem Michelsenem, do którego dołączył później Nicklas Porsing. Ostatecznie ukarano tylko Michelsena, ale po tej sytuacji należy wyciągnąć co najmniej dwa wnioski, aby w przyszłości takie sytuacje się już nie zdarzały, bo to na pewno nie służy wizerunkowi ligi.

Zacznijmy od tego, że nazywanie Michelsena przez Majewskiego królem defektów w momencie, w którym Duńczyk stracił mnóstwo pieniędzy i miał ogromnego pecha było dużym nietaktem i rzeczą kompletnie niepotrzebną. Każdy z nas w takich chwilach odbiera wszelkie słowa w sposób zakrzywiony i potrzebuje po prostu czasu, by ochłonąć. Żartowanie z zawodnika w takiej chwili było niestosowne i należy to powiedzieć wprost. Scysja Majewskiego z Michelsenem pokazała jednak także to, co wiemy w sumie od dawna. Żużlowcy - w znacznej większości - nie tolerują żadnej krytyki ani żartów na swój temat. Brakuje im zwyczajnie dystansu do siebie, którego mogliby się uczyć chociażby od najlepszego aktualnie specjalisty od jazdy w lewo, czyli Bartosza Zmarzlika.

Reklama

Wielokrotnie widujemy sytuacje, w których zawodnik agresją słowną reaguje na słowa krytyki ze strony mediów czy fanów, każde nieprzychylne słowo nazywa hejtem czy w ostateczności proponuje owemu krytykowi, aby wsiadł za niego na motocykl. Zawodnicy są przewrażliwieni na własnym punkcie i pochwał zawsze z chęcią wysłuchują, ale nie znoszą, kiedy ktoś ich krytykuje. Nawet mimo licznych deklaracji, że konstruktywna krytyka jest zawsze mile widziana. W praktyce wygląda to inaczej. Żużlowcy dzielą osoby w środowisku na fanów (którzy popierają każde ich słowo) oraz hejterów (którzy np. mówią, że coś należy poprawić). Dla Michelsena Majewski od kilku dni jest zapewne właśnie takim hejterem.



Duński problem

Na usprawiedliwienie Majewskiego można wspomnieć, że cokolwiek by napisał tego lub nawet następnego dnia o Michelsenie, prawdopodobnie wywołałoby to podobną reakcję. Duńczycy to nacja nieznosząca krytyki i jakichkolwiek żartów na swój temat. Nie mają dystansu i lepiej po prostu takie zachowania sobie darować. Michelsen na przykład bardzo lubi brać udział w różnego typu społecznych dyskusjach, ale gdy ktoś ma odmienne zdanie lub go krytykuje, przeważnie wybucha. Drugi uczestnik dyskusji, czyli Nicklas Porsing znany jest bardziej z pozatorowych wybryków niż z samej jazdy na żużlu i prawdopodobnie to spowodowało, że swego czasu dobrze zapowiadający się chłopak de facto coraz mocniej oddala się od żużla.

Duńczycy mają to do siebie, że bardzo lubią głośno wyrażać poglądy, ale branie udziału w dyskusji z nimi w większości przypadków ma sens tylko wtedy, gdy ma się podobną opinię. W przeciwnym razie może zakończyć się to nieprzyjemną wymianą zdań. Prawda jest taka, że Majewski mógł odpuścić sobie pisanie tego posta, a Michelsen nie musiał dać się sprowokować. Błędy popełniły obie strony. Środowisko mocno się podzieliło. Jedni mówili o braku profesjonalizmu, inni o chamstwie i braku dystansu. Warto jednak na przyszłość pamiętać o tym, żeby najpierw przemyśleć, czy dana rzecz jest po prostu warta publikacji.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Marcin Majewski | Mikkel Michelsen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje