Reklama

Reklama

Żużel. 2. Liga Żużlowa. Pięć taśm i historyczny wyczyn Kolejarza Opole. Kibice pytali: czy to sabotaż?

Pięć razy w jednym meczu dotknęli taśmy zawodnicy OK Bedmet Kolejarza Opole. Zdarzyło się to podczas niedzielnego starcia w Rawiczu, które zakończyło się pierwszą w tym sezonie porażką opolan. To, czego dokonali przyjezdni, było tak szokujące, że kibice zaczęli dopytywać, czy w klubie na pewno wszystko jest w porządku i zachowanie żużlowców nie jest formą manifestu. Momentalnie jednak te podejrzenia zdementował menedżer, Piotr Mikołajczak.



Dwa razy w taśmę wjechał Mads Hansen (dla Duńczyka zresztą były to jedyne dwa "występy" w tym meczu), a po razie Andriej Kudriaszow, Bartłomiej Kowalski oraz jadący jako gość Mateusz Świdnicki. W historii polskiego żużla próżno szukać tak spektakularnego wyczynu jakiejkolwiek drużyny. Jeśli do tego dodamy wykluczenie, upadek i defekt Oskara Polisa, to wychodzi nam osiem literek na piętnaście biegów. Niebywałe. Ponad połowę wyścigów opolanie kończyli z jakąś przygodą. To sprawa bez precedensu, która zwróciłaby na siebie uwagę nawet gdyby wydarzyła się podczas zawodów juniorskich, a co dopiero w trakcie poważnej - teoretycznie - ligowej rywalizacji. Kolejarz przeszedł tym samym do historii, ale raczej nie czuje z tego tytułu dumy. 

Reklama

Biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w Rawiczu, to porażka 35:55 z mocną jak na drugoligowe warunki drużyną gospodarzy, jest dla opolan najniższym wymiarem kary. Zawdzięczają to temu, że gdy już udawało się bieg ukończyć, często goście go wygrywali, bowiem trójki notowali Polis, Kudriaszow, Kowalski czy Świdnicki. Kolejny słaby mecz pojechał Kamil Brzozowski i chyba najwyższy czas dać szansę oczekującemu Tomaszowi Orwatowi, co zresztą zgłaszają kibice. 

Pytali, o co tu chodzi

Fani OK Bedmet Kolejarza Opole po spotkaniu zaczęli się zastanawiać nad powodami aż tylu wykluczeń ich zawodników. Zaczęto się zastanawiać, czy przypadkiem nie robili tego celowo, chcąc zwrócić na coś uwagę - np. na zaległości finansowe. Patrząc na to, co goście wyprawiali w Rawiczu, różne myśli mogły przyjść do głowy. Swoje stanowisko w tej sprawie szybko zajął jednak Piotr Mikołajczak, menedżer zespołu. - Taśmy, które zaliczyli zawodnicy w większości  wynikały ze złośliwości rzeczy martwych. Pękały linki sprzęgła, które - jak się okazuje - wykonano z wadliwego materiału. W klubie wszystko jest w jak najlepszym porządku, a zawodnicy swoje wynagrodzenia otrzymują zawsze po każdym meczu. Nie ma mowy o problemach finansowych i domniemanych przez niektórych buntach czy tego typu historiach - napisał w oficjalnym oświadczeniu.

Przypomnijmy, że umyślne dotknięcia taśmy to wcale nie jest w żużlu rzecz niemożliwa, choć absurdalnie brzmiąca. W 2018 roku podczas meczu PSŻ-u Poznań ze Stalą Rzeszów, junior gości, Aureliusz Bieliński celowo wjeżdżał w taśmę, bo nie chciał jechać w danym biegu. Później okazało się, że zawodnik miał problemy osobiste, a dodatkowo także sprzętowe, bo rozleciał mu się sprzęt zakupiony od Antonio Lindbaecka. Poza krótkim zawieszeniem, klub nie wyciągnął wobec niego poważniejszych konsekwencji. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama