Reklama

Reklama

Żużel. 10 wniosków po weekendzie. Motor pokazał "cojones", ale do złota zabrakło. Za rok z Drabikiem będzie mistrzostwo?

Motor Lublin był bliski sprawienia niespodzianki i pokonania Betard Sparty Wrocław. Brakowało punktów przy nazwiskach Jarosława Hampela i Krzysztofa Buczkowskiego. Za rok w miejsce tego drugiego ma pojawić się Maksym Drabik. Być może będzie to ten zawodnik, którego w tym roku zabrakło lublinianom do złotego medalu.

10 wniosków po żużlowym weekendzie:

1. Betard Sparta w końcu to zrobiła. Chociaż zdobycie upragnionego tytułu wcale wrocławianom nie przyszło tak łatwo. Widać było olbrzymią presją, z którą zawodnicy musieli sobie poradzić. Jedni robili to lepiej, drudzy gorzej, ale cel został osiągnięty. Czy tylko my czuliśmy poczucie wielkiej ulgi w stolicy Dolnego Śląska?

2. Andrzej Rusko i Krystyna Kloc - to architekci Drużynowego Mistrzostwa Polski dla Betard Sparty. Można ich nie lubić bądź nie, ale nikt im nie zarzuci wytrwałości w dążeniu do celu i bardzo rozsądnej polityki budowania zespołu. Co ciekawe, zeszłoroczny transfer Artioma Łaguty musieli zatwierdzić liderzy - Maciej Janowski i Tai Woffiden. Nie rozstrzygamy, czy to dobrze czy nie, ale w ten sposób działacze budują zaufanie i przywiązanie swoich liderów.

3. Jeśli można się przyczepić do złotych medalistów, to chyba tylko do tego, że nie wszyscy pochłonięci w świętowaniu zorientowali się, że warto byłoby oficjalnie, przed kamerami podziękować srebrnemu Motorowi Lublin. Z gratulacjami na podium do wicemistrzów Polski udali się jedynie Przemysław Liszka, Artiom Łaguta oraz Andrzej Rusko i Krystyna Kloc. Nie umknęło to uwadze szczególnie komentującemu spotkanie Tomaszowi Dryle.

4. W sumie dziwne, że medalu złotego nie odebrał Greg Hancock. To w końcu członek sztabu szkoleniowego drużyny wrocławskiej. Zresztą słów pochwał w jego kierunku nie szczędził sam Andrzej Rusko, który podkreślał jego ogrom pracy włożonej w pomoc juniorom, a także tym bardziej doświadczonym zawodnikom.

5. Motor Lublin też miał swoich bohaterów. Pierwszy to przede wszystkim Dominik Kubera. Jego postęp w końcówce sezonu widać gołym okiem. W zasadzie od udanego debiutu w cyklu Grand Prix zaliczył wyraźny progres formy. Można zaryzykować tezę, że transfer do Lublina pomógł mu z impetem wejść w dorosły żużel. Zresztą sam zainteresowany mówił wczoraj w stanowczych słowach, że "ludzie nie rozumieli, że nie chciałem jeździć dla Unii Leszno" - tak skomentował swoje odejście z Fogo Unii Leszno.

6. Motor zatrzymał swój szturm po złoto po dziesięciu biegach. Wtedy zwyczajnie skończyły im się armaty. Zabrakło przynajmniej trzeciej strzelby obok Kubery i Michelsena. Trochę zawiódł znów Jarosław Hampel. Niby siedem punktów zdobył, ale jednak nie pomógł jakoś szczególnie swojej drużynie. Znowu.

7. Podobnie zresztą Krzysztof Buczkowski, jednak ten ma zupełnie inny status w Lublinie. Przed telewizyjnymi kamerami pożegnał się zresztą z klubem i zapowiedział zejście ligę niżej (ma wstępne porozumienie z Falubazem Zielona Góra). Inna sprawa, że za rok Motor może być drużyną kompletną. Dojdzie do zespołu Maksym Drabik, który jeśli tylko wskoczy na swój optymalny poziom sportowy, może być wówczas tym brakującym elementem do zdobycia złotego medalu.

8. Nie zapominamy oczywiście o meczu o brązowy medal. Tam Moje Bermudy Stal dała popis swojej siły i nie pozostawiła złudzeń, komu należał się ten krążek. Swoją drogą smutno patrzyło się na totalnie rozbitą Fogo Unię. Ciekawe, jak ten sezon, który był przysłowiowym kubłem zimnej wody, podziała na byłych mistrzów Polski.

9. Generalnie trudne czasy mogą przyjść w Lesznie. Za rok wiele zależeć będzie od Piotra Pawlickiego i Janusza Kołodzieja, czyli zawodników, którzy najbardziej zawiedli w rundzie play-off. Iskierką nadziei jest w tym wszystkim Damian Ratajczak, który w przyszłym sezonie powinien należeć do grona najlepszych juniorów w Polsce.

10. Słowo jeszcze o rozstrzygnięciach w eWinner 1. Lidze. Chyba jasne już jest, że do PGE Ekstraligi awansuje Arged Malesa Ostrów Wlkp. Cellfast Wilki Krosno zawiodły na całej lini. Nic w tej drużynie się nie zgadzało. Zresztą kiedy zespół złożony jest z silnych seniorów i bardzo słabych juniorów, to logicznym jest fakt, że ci pierwsi muszą jechać bezbłędnie. Wcześniej ten system działał, w niedzielę jednak się nie sprawdził. Efekt jest taki, że beniaminek marzenia o podboju PGE Ekstraligi musi odłożyć na przyszły rok.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje