Reklama

Reklama

Żona myślała, że już nie wróci, że poradzi sobie z tęsknotą

- Mam na imię Antonio – taką karteczkę znaleziono przy porzuconym na ulicy niemowlaku, który trafił do domu dziecka, a trzy lata później został adoptowany przez szwedzką parę. Antonio zyskał nazwisko Lindback, w wieku dorosłym stał się jedną z gwiazd żużla. Nigdy nie zrobił kariery na miarę talentu. Miał jednak zbyt wiele zakrętów, trzy razy łapano go na jeździe pod wpływem. Po założeniu rodziny się ustatkował. Do speedway’a wraca po rocznej przerwie.

Rok temu Antonio Lindback ogłosił: rezygnuję z żużla. Przyznał, że czuje się wypalony, że zaliczył zbyt wiele porażek. W mediach społecznościowych napisał, że będzie mu brakowało toru, zapachu metanolu i odgłosu pracujących motocykli, ale nie ma lepszego momentu na zejście za sceny, jak ten po zdobyciu złota z Masarną Avesta.

Zamienił żużel na koparkę

Lindback zamienił motocykl na koparkę, zakładając w Szwecji własną firmę budowlaną. Długo jednak w nowym życiu nie wytrzymał. Właśnie podpisał kontrakt na sezon 2022 z Aforti Startem Gniezno.

Niektórzy już drapią się po głowie i zastanawiają, na jakim kontrakcie będzie jeździł Lindback w Starcie i jak to w ogóle będzie wyglądało. Kiedy rok temu rezygnował, wiele mówiło się o kłopotach jego żużlowej firmy. Zawodnik miał sprzedać motocykle i busa, żeby uregulować część długu. Trudno jednak o jakieś szczegóły, bo Lindback nigdy się nie odniósł do tematu, a jego były mechanik przekazał nam, że jeszcze w sierpniu 2020 kasa w firmie się zgadzała.

Reklama

Lindback znaleziony na ulicy

Lindback jest często określany jako pierwszy ciemnoskóry zawodnik jeżdżący na żużlu. To akurat nieprawda, bo przed nim byli, chociażby żużlowcy z RPA. Nie zmienia to faktu, że historia Szweda urodzonego w Rio de Janeiro, to materiał na dobry scenariusz.

Zacznijmy od tego, że właściwie to nie wiadomo, kiedy się dokładnie urodził. Jako niemowlak został porzucony w kartonie na ulicy. Była przy nim jedynie karta z imieniem: Antonio. To wszystko. Jego datę urodzenia ustalono na podstawie badań na 5 maja 1985 roku, ale to nic pewnego. Z ulicy trafił do sierocińca, skąd w wieku 3 lat zabrało go małżeństwo Lindback.

Szwedzki żużlowiec szukał w Brazylii swoich korzeni

Dorosły Lindback wiele razy latał do Brazylii i szukał swoich korzeni. Niczym bohater filmu: Lion. Droga do domu. Cztery lata temu w rozmowie z Przeglądem Sportowym przyznał, że szukał swoich biologicznych rodziców, ale nigdy ich nie odnalazł. Mówił, że jego imię jest popularne w Brazylii, a to utrudnia poszukiwania. Dowiedział się jedynie, że do sierocińca zaniosła go osoba trzecia, oraz że ma wiele sióstr i braci. On sam ma piątkę dzieci i podkreśla, że rodzina jest dla niego najważniejsza.

Kiedy zaczynał karierę, to widziano w nim następcę 6-krotnego mistrza świata Tony’ego Rickardssona. Zdarzały mu się pojedyncze znakomite występy, stał się ważnym, choć nie pierwszoplanowym zawodnikiem w polskiej PGE Ekstralidze, ale więcej pisało się o jego pozasportowych wyczynach.

Trzy razy łapali Lindbacka na jeździe pod wpływem alkoholu

Trzy razy był zatrzymywany za jazdę pod wpływem alkoholu. W 2004 miał 0,38 promila, w 2007 już 1,26, w 2015 ... ustanowił rekord - 1,51.

W 2007, zanim zbadano mu stężenie alkoholu we krwi, uciekał przed policyjnym radiowozem. Po tamtej akcji ogłosił zakończenie kariery, ale po kilku miesiącach wrócił. W 2015 dostał karę miesięcznego aresztu domowego. Przez ten czas nosił specjalną obrożę na nodze. Wszystkie te wybryki może tłumaczyć jedno, u Lindbacka stwierdzono ADHD. To właśnie ta choroba mogła u niego powodować te wszystkie dziwne zachowania.

W Grudziądzu, gdzie jeździł przez cztery sezony, mówią, że wizerunek Lindbacka w mediach jest zupełnie inny niż to, z czym oni mieli do czynienia. - Kiedy Antonio jeździł u nas, to był, do rany przyłóż - mówi Zdzisław Cichoracki, działacz GKM-u. - Nigdy nie było żadnych problemów, a jak Tomek Gollob miał wypadek, to błyskawicznie przyleciał na mecz, żeby nam pomóc.

GKM Grudziądz zapłacił 40 tysięcy za awionetkę dla Lindbacka

To był kwiecień 2017. Gollob po wypadku na crossie doznał kontuzji kręgosłupa. Trafił do szpitala, stracił czucie w nogach, od tamtego czasu porusza się na wózku. - Antonio jadł śniadanie, kiedy do niego zadzwoniliśmy. Przyleciał wynajętą dla niego awionetką. My na miejscu strasznie się denerwowaliśmy, a on sobie przed odlotem robił zdjęcie z pilotem, jakby nigdy nic - przypomina Cichoracki.

Tamten lot kosztował GKM 40 tysięcy złotych. W przypadku polskich przygód Lindbacka warto przypomnieć jeszcze jedną liczbę. 10 tysięcy złotych. Tyle zapłacił ROW Rybnik za wypożyczenie Lindbaecka z Włókniarza Częstochowa. Żeby było zabawniej, to kasę wyłożył w całości Krzysztof Mrozek. Wtedy doradca prezesa Włókniarza Mariana Maślanki, a obecnie prezes ROW-u.

Co teraz powie żona szwedzkiego żużlowca?

- My się cieszymy, że Antonio wraca do żużla. Kiedy się żenił z Idą, to podarowaliśmy mu serwis obiadowy. Kiedy gościliśmy u niego w Szwecji, to on podał nam jedzenie na tych naszych talerzach. To było miłe. A skoro on znowu jest w tym sporcie, to może będzie okazja do kolejnego spotkania - kwituje Cichoracki.

Pewnie mniej z decyzji Antonia cieszy się jego żona Ida. Kiedy rezygnował mówiła w wywiadzie na pobandzie.com.pl, że życie bez żużla będzie dla nich wszystkich nowością, ale jej mąż poradzi sobie z tęsknotą znakomicie. - W roli czynnego zawodnika na pewno nie wróci - przekonywała Ida, ale wyszło inaczej.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje