Zmarzlik zapłacił straszliwą cenę za wygraną. Te obrazki mrożą krew w żyłach
Trybuny w Rydze zamarły, kiedy Bartosz Zmarzlik i Mikkel Michelsen szczepili się motocyklami, stracili nad nimi kontrolę i z całym impetem uderzyli w bandę. To już piąty poważny wypadek Polaka w tym sezonie. Tym razem miał furę szczęścia, bo choć doznał urazu stopy i barku, to mógł jechać dalej. Wygrał, co nie zmienia faktu, że płaci w tym roku wysoką cenę za kolejne zwycięstwa. – Skończyła się era dominacji jednego silnika, który ma Bartek. Inni też są szybcy i nie zamierzają oddać złota za darmo – mówi nam Jacek Frątczak, żużlowy menadżer i ekspert.

- Na torze w Rydze była jedna szybka ścieżka, a Zmarzlik z Michelsenem chcieli do niej dopaść. Mieli identyczną prędkość, więc się spotkali, szczepili i doszło do karambolu, który dla Duńczyka oznacza koniec sezonu. Ja to w ogóle jestem w szoku, że sędzia wykluczył Mikkela. On nie zasłużył. Żeby było jasne, to Bartek też nie - komentuje kraksę w Grand Prix Łotwy nasz ekspert Jacek Frątczak.
Zmarzlik poleciał niczym szmaciana lalka
Wypadek nie wyglądał dobrze. Zmarzlik, jego rywal również, polecieli niczym szmaciane lalki. Polak tym razem miał furę szczęścia. - Takich sytuacji będzie jednak coraz więcej, bo przecież rywale nie oddadzą Bartkowi złota za darmo - zauważa Frątczak.
W poprzednich sezonach Zmarzlik startujący na silnikach Ryszarda Kowalskiego miał przewagę nad rywalami. W 2023 już nie tak wielką, ale wcześniej puszczał sprzęgło i uciekał do przodu. A nawet jeśli przegrał start, to potem z łatwością mijał przeciwników jak slalomowe tyczki.
Ekspert mówi wprost: Zmarzlik będzie leżeć jeszcze nie raz
- To się jednak skończyło. Silniki Kowalskiego dalej są szybkie, ale doszli inni tunerzy. Wrócił Karger, jest van Essen, no i Holloway. To są mądrzy ludzie, więc znaleźli rozwiązania, którzy uczyniły z nich mechaników konkurencyjnych w stosunku do Kowalskiego. Ich klienci są szybcy i nie zamierzają odpuszczać Zmarzlikowi. A jak będzie jazda na styku, to nasz zawodnik może leżeć jeszcze nie raz - komentuje Frątczak.
Za wygraną na Łotwie Zmarzlik zapłacił bólem stopy i barku. Jakoś udało mu się dokończyć zawody i wygrać, choć jazda na zdradliwym torze w Rydze dała mu nieźle popalić. W półfinale wpadł w takie turbulencje, że omal nie spadł z motocykla po raz drugi.
Siniaki i stłuczenia w rachunku za kolejne złoto
- Jasno widać, że Zmarzlik złoto w tym roku będzie musiał sobie wydrzeć. W żużlu są coraz większe pieniądze, a konkurencja jest tak ogromna, że nie ma co liczyć na to, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Spodziewam się, że z każdym kolejnym sezonem Bartoszowi będzie jeszcze trudniej. Lindgren nie schodzi z medalowej ścieżki, coraz bardziej błyskotliwy jest Lambert, a są też inni - analizuje Frątczak.
Ze słów naszego eksperta wynika wprost, że Zmarzlik będzie musiał nadstawiać kości i w najlepszym razie zapłaci za złoto kilkoma siniakami i stłuczeniami. Inaczej się nie da. - Widać jednak u Bartka determinację, by zapłacić ten rachunek - kwituje Frątczak.
Fatalna sytuacja innych Polaków
Gorzej wygląda sytuacja dwóch innych stałych uczestników GP z Polski. Szymon Woźniak w Rydze ponownie najadł się wstydu. GP brutalnie go zweryfikowało. Nie pomógł Greg Hancock w parku maszyn. Niektórzy uważają, że w przypadku Woźniaka sam awans do cyklu był sukcesem, bo to nie jest wirtuoz, lecz co najwyżej solidny rzemieślnik.
Jeśli chodzi o Kuberę, to tam jest trochę lepiej (trzy finały, choć bez podium), ale szans na utrzymanie już nie ma. Strata do strefy dającej utrzymanie wynosi ponad 20 punktów, a do końca zostały dwa turnieje. Już utrzymanie 8 miejsca będzie sukcesem Kubery.













