Reklama

Reklama

Zmarzlik: popełniłem fatalny błąd jeździecki

Jeśli należałoby wskazać zawodnika, który po dzisiejszych zawodach może czuć się najbardziej zawiedziony, trudno byłoby wskazać kogoś innego, niż Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny indywidualny mistrz świata wygrał rundę zasadniczą i jechał w półfinale na drugim miejscu, premiowanym awansem do finału. Na końcu trzeciego okrążenia pociągnęło go jednak i spadł na trzecią lokatę. – Popełniłem fatalny błąd jeździecki, wjeżdżając na trzecim okrążeniu nieco szerzej – komentował Zmarzlik tuż po zawodach na PGE Narodowym.

Reprezentant Polski do półfinału spisywał się znakomicie. Z dwunastoma punktami na koncie wygrał rundę zasadniczą i był jednym z faworytów do zwycięstwa na Stadionie Narodowym. Niestety na trzecim okrążeniu biegu półfinałowego pociągnęło go i spadł na trzecie miejsce, wypadając tym samym z finału. - Popełniłem fatalny błąd jeździecki, wjeżdżając na trzecim okrążeniu nieco szerzej, dotknąłem materiału, pociągnęło mnie bardzo mocno. Nie ma co tu nawet więcej komentować - mówił na gorąco po zawodach.

Dopytywany o to, czy to była kwestia nawierzchni, potwierdził domysły dziennikarzy, jednak nie usprawiedliwiał się stanem toru. - Generalnie tak, mocno targało, ale to nie zmienia faktu, że ja popełniłem błąd - powiedział Zmarzlik. - Pilnowałem drugiej pozycji, wjechałem szerzej, żeby nie wjeżdżać w te dziury, żeby mnie w niego (Maxa Fricke’a - dop. red.) nie pociągnęło. Całe szczęście, że nie wywróciłem ani siebie, ani jego (Fricke’a - dop. red.) - dodawał.

Reklama

Dzisiejsze zawody były szóstymi rozgrywanymi na Stadionie Narodowym. Po raz szósty w zawodach nie zwyciężył Polak. Co na ten temat sądzi Zmarzlik? - Zbieg okoliczności. Na tacy miałem podany finał, a popełniłem błąd - odpowiedział krótko żużlowiec Moje Bermudy Stali Gorzów.

Grand Prix na Stadionie Narodowym było nudne. Zmarzlik wyjaśnił dlaczego

Kibice zgromadzeni na Stadionie Narodowym w Warszawie nie obejrzeli zbyt dobrego widowiska. Mijanek nie było wiele, a większość wyścigów de facto kończyła się na pierwszym okrążeniu - później zawodnicy najczęściej gęsiego dojeżdżali do mety. Zmarzlik sam się o tym przekonał, bo po błędzie w półfinale próbował gonić Lindgrena, jednak bezskutecznie.

Co było powodem tak małej liczby mijanek? - Tor bardzo mały, ciasny. Później był bardzo szybki krawężnik, bo można było korzystać z dziur, które się tam zrobiły. Gdy dobrze się je pokonało, można było na tym skorzystać. Później ciężko było cokolwiek zrobić - wyjaśnił żużlowiec. Dopytywany o to, czy jest bardzo smutny, uciął temat. - Sezon jest długi - podsumował piąty zawodnik Grand Prix Polski.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL