Reklama

Reklama

Zenon Plech nie żyje. Mirosław Berliński: Wszyscy byliśmy w niego wpatrzeni

Mirosław Berliński nie ukrywa, że zmarły w środę w wieku 67 lat Zenon Plech był dla wielu zawodników prawdziwym idolem i wzorem do naśladowania. - Byliśmy w niego wpatrzeni. Dla mnie to najlepszy polski żużlowiec w historii – przyznał były reprezentant Wybrzeża Gdańsk.

- W 1976 roku uzyskałem żużlową licencję, a rok później do Wybrzeża ze Stali Gorzów Wielkopolski trafił Zenek. To był wówczas niezwykle spektakularny transfer. Plech przyszedł do nas w glorii wielkiego mistrza i wszyscy byliśmy w niego wpatrzeni. I razem jeździliśmy w gdańskim klubie do zakończenie przez niego kariery w 1987 roku - powiedział. 

Reklama

Berliński jest co prawda najskuteczniejszym żużlowcem w historii Wybrzeża, ale w żaden sposób nie zamierza porównywać się do "Super Zenona".

- Moim zdaniem, to najlepszy polski zawodnik w historii. Miał niesamowity talent, a kiedy był w sztosie, nie miało dla niego znaczenia, na jakim rywalizował torze. Gdzie wsiadł na motor tam jechał. Był uwielbiany przez kibiców i to nie tylko w Gdańsku, ale także w Anglii, gdzie zyskał przydomek "Golden Boy". Jeździł widowiskowo, był niezwykle ambitny i nigdy nie odpuszczał - zapewnił.

60-letni szkoleniowiec podkreśla, że pomimo wielkich sukcesów "Super Zenon" nie zadzierał nosa i był niezwykle koleżeńskim zawodnikiem.

- Zawsze gotowy do pomocy, zarówno na torze, jak i poza nim. Analizował z nami nasze wyścigi i starał się coś doradzić. Jeździł też bardzo koleżeńsko, dla drużyny. Jeśli trzeba było, to zaczekał na kolegę z pary, albo umiejętnie przymknął i zastopował rywala. W Wybrzeżu najczęściej startował w duecie z Andrzejem Kołodziejczykiem. Oni świetnie się rozumieli i jechali niemalże w ciemno, ale to głównie Zenek wyrabiał Andrzejowi pozycję i go pilnował - dodał.

Były reprezentant Wybrzeża nie ukrywa, że za jego czasów relacje wśród żużlowców były przyjacielskie, wręcz rodzinne.

- Praktycznie wszyscy, poza właśnie Zenkiem, wywodziliśmy się z Gdańska. Ja co prawda urodziłem się w Rybniku, ale w wieku trzech przyjechałem nad morze. Tata też jeździł w Wybrzeżu, a ja jestem wychowankiem tego klubu. Codziennie spotykaliśmy się na stadionie, razem trenowaliśmy, jednak spędzaliśmy również sporo czasu przy kawie bądź grając w karty. Taka zażyłość nie dotyczy zresztą tylko naszej sekcji, ale całego klubu. W Wybrzeżu nie brakowało znakomitych sportowców, bo w pewnym w momencie w kraju dominowali nasi koszykarze i piłkarze ręczni. I wszyscy świetnie się znaliśmy - podsumował.

Autor: Marcin Domański

Dowiedz się więcej na temat: Mirosław Berliński | Zenon Plech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje