Reklama

Reklama

Zderzył się ze ścianą i mógł stracić życie. W lidze jedzie coraz słabiej, ale w Toruniu Chris Holder jest kochany

Chris Holder zostaje w eWinner Apatorze Toruń na sezon 2021, a żużlowe środowisko puka się w głowę i podziwia ślepą wiarę działaczy w odrodzenie Australijczyka. Beniaminek w przyszłym sezonie ma walczyć przynajmniej o utrzymanie, a w klubie wierzą, że poprowadzi ich do tego odrodzony Australijczyk. Tyle, że o powrocie do formy mówi się od dobrych paru lat.

Mówisz Holder, myślisz Apator

Reklama

Chris Holder z toruńskim klubem związany jest nieprzerwanie od 2008 roku. Kawał pięknej, choć czasami krętej historii. Obecnie nie ma bowiem drugiego takiego zawodnika z zagranicy, który jeździłby w jednym klubie tak długo jak Australijczyk. Przez dwanaście lat żużlowiec cieszył się z Drużynowego Mistrzostwa Polski, świętował tytuł mistrza świata w 2012 roku, przeżywał ciężkie chwile po koszmarnym upadku w 2013 roku, a także poczuł na własnej skórze, co to znaczy spaść z PGE Ekstraligi.

Sęk w tym, że Holder z roku na rok jest coraz słabszy. W Toruniu ma wielu zwolenników, ale wśród kibiców nie brakuje też takich, którzy już od dawna sugerują rozwód z Australijczykiem. Ci sami przecierają teraz oczy ze zdumienia, kiedy z klubu płynie przekaz, że Holder w sezonie 2021 ma być liderem Apatora. Gdyby spojrzeć na wyniki z ostatnich lat, rzeczywiście zabrzmi to jak science-fiction. Ale władze klubu wierzą, że Holder wreszcie się przełamie. Że wróci do formy sprzed upadku z 2013 roku.

Zderzył się ze ścianą i mógł stracić życie

To był punkt zwrotny w karierze zawodnika. 5 lipca 2013 roku w meczu pomiędzy Coventry Bees a Poole Pirates, Australijczyk w wyniku własnego błędu prostym motocyklem wjechał w bandę. Miał pecha, bo dmuchawce okalające płot nie spełniły swojego zadania, a Holder z pełnym impetem zderzył się niemal ze ścianą. Złamał biodro, przedramię i prawe śródstopie. Jego najbliższy przyjaciel z toru Darcy Ward napisał w swoich mediach społecznościowych, że to najgorsza kontuzja jaką widział w życiu.

Mistrz świata z 2012 na długie tygodnie wylądował na wózku. Musiał przechodzić długą i żmudną rehabilitację. W sezonie 2014 wrócił do zdrowia i na tor. Ale to już nie był ten sam Holder co z przed upadku. Wcześniej był na fali. Wydawało się, że kolejne tytuły mistrza świata są jedynie kwestią czasu. Jednak taki upadek musiał zostawić po sobie ślad. W polskiej PGE Ekstralidze praktycznie każdy kolejny sezon był w jego wykonaniu słabszy. Z pozycji absolutnej gwiazdy ligi stał się zwyczajnym przeciętniakiem. W cyklu Grand Prix też już nie nawiązał do swoich najlepszych czasów. Jedyny przebłysk starej formy miał w sezonie 2016, w którym mistrzostwa zakończył na czwartym miejscu.

Lubił się zabawić

Chris Holder zmienił się na przestrzeni lat. Wydoroślał i okrzepł. Dawniej jednak słynął z rozrywkowego trybu życia. Lubił się zabawić. Szczególnie, gdy miał obok siebie Darcy'ego Warda. Obaj nazywani byli "Turbo Twins". Niegdyś głośno było o skandalicznym zachowaniu żużlowców w centrum Torunia. Zawodnicy mieli uczestniczyć w zamkniętej imprezie w jednym z klubów, z której zostali wyrzuceni z powodu awanturowania się. Pili sporo alkoholu, a swoje potrzeby fizjologiczne postanowili załatwić... przy pomniku Mikołaja Kopernika.

Takich ekscesów z udziałem Holdera było więcej. To jego ciemna strona na karcie historii, ale nie sposób wspomnieć też o jakichś pozytywach. A takich plusów ma być znacznie więcej niż minusów. Prezes Apatora pani Ilona Termińska przekonuje, że Australijczyk to nie typowy "najemnik". Jej zdaniem Chris nie traktuje klubu jak bankomatu, a wręcz przeciwnie. Bardzo angażuje się w życie klubu, pomaga juniorom ze szkółki i jest dobrym duchem drużyny. Inni zawodnicy po prostu lubią z nim jeździć. Zresztą na torze też nie jest typem samoluba. Stara się jeździć parą. Często zresztą widać obrazki, gdy odwraca głowę i rozgląda się za kolegami. Poza tym dużo czasu spędza na miejscu w Toruniu, a w klubie jest częstym gościem. Lubi wpaść na kawę na przysłowiowe pogaduchy.

Dostanie kolejną szansę. Czy ostatnią?

Holder to jedna z twarzy projektu eWinner Apatora Toruń w PGE Ekstralidze 2021. Ma być liderem zespołu i nawiązać do najlepszych czasów. Bez jego skutecznej jazdy beniaminek może mieć olbrzymie problemy. Jeśli ten plan się powiedzie, za rok wszyscy będziemy gratulowali władzom klubu i trenerowi Tomaszowi Bajerskiemu wyczucia i dobrej decyzji. W przeciwnym razie ta piękna historia może mieć swój koniec. W Toruniu w ogóle nie biorą pod uwagę scenariusza spadku, choć kadrowo wiele drużyn wydaje się być znacznie mocniejsze.

Chris Holder ma jednak dar przekonywania. Obiecał dobrze przepracować zimę i zabezpieczyć się w sprzęt najwyższej jakości. Poza wszystkim był znacznie tańszą opcją niż ewentualny kontrakt dla Jasona Doyle'a. Jego rodak, który także przymierzany był do składu Apatora, ostatecznie został odrzucony. Ciekawe więc, jaki dalszy ciąg będzie miała historia tej wyjątkowej relacji Australijczyka z klubem.

Dowiedz się więcej na temat: Chris Holder | eWinner Apator Toruń | PGE Ekstraliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje