Reklama

Reklama

Zawala drużynie mecz, a potem zasila rywala. Czy w żużlu jest miejsce na etykę?

O tym, że w środowisku speedwaya lepiej nikomu nie ufać zapewne przekonał się już niejeden zawodnik i niejeden prezes. Są jednak rzeczy, które dzieją się regularnie, stoją w sprzeczności z moralnymi zasadami, a jednak nikt niczego z tym nie robi. Normą jest, że zawodnik w trakcie sezonu dogaduje się już w innym na następny rok, choć teoretycznie tego robić nie może. Gorzej, jak dojdzie do bezpośredniego pojedynku obu zespołów i wspomniany żużlowiec może odegrać tu główną rolę.

Gdy w 2016 roku Martin Vaculik zawalił Get Well Toruń najważniejsze biegi finału ze Stalą Gorzów, nikt nie robił z tego sensacji. Później jednak odszedł właśnie do Gorzowa, co wzbudziło ogromne kontrowersje i niesmak. Po stronie toruńskiej pojawiały się pytania, czy na pewno Słowak na 100% angażował się w tamte występy. - Mam nadzieję, że sprawa została dogadana dopiero po finale - mówił Przemysław Termiński. Nie ma co się jednak łudzić. Takie sprawy są załatwiane dużo wcześniej i Vaculik niemal na pewno przystępował do decydującej batalii pewien swojej przyszłości. Pytanie, jak wpłynęło to na jego postawę w meczach ze Stalą, gdy był jeszcze żużlowcem Get Well.

Reklama

Podobna sytuacja wydarzyła się w minionych rozgrywkach. Fenomenalnie jeżdżący Wadim Tarasienko dziwnie osłabł w kluczowych dla Lokomotivu momentach batalii o utrzymanie. W zadziwiający sposób tracił przewagę i pozycje na dystansie np. podczas meczu z Ostrovią, najważniejszego dla Łotyszy. Można by powiedzieć, że każdemu może się zdarzyć. Porażka z ostrowianami oznaczała jednak wielką szansę na utrzymanie dla Abramczyk Polonii, do której... Tarasienko przeszedł od razu po zakończeniu sezonu. Mówiło się, że w Bydgoszczy był dogadany już latem. Żyje bowiem od dawna właśnie w tym mieście i od dawna chciał jeździć w miejscowym klubie. Jego kilka punktów więcej w meczu z Ostrovią mogło przypieczętować degradację Polonii i tym samym być może zrujnować szansę na kontrakt.

Tego typu sytuacje budzą kontrowersje i zawsze będą budzić - mówi Marta Półtorak, była prezes Stali Rzeszów. - Miejsce na etykę powinno być w każdej dziedzinie życia, nie tylko w sporcie. Uważam, że absolutnie nie powinno być takich rzeczy. Po to są okresy transferowe, żeby dogadywać się właśnie wtedy, a nie w trakcie rozgrywek. Dla mnie to niemoralne. Gdy zawodnik skończy pełnić obowiązki wobec jednego pracodawcy, powinien ewentualnie dogadywać się z drugim - dodaje.

Najczęściej jest tak, że zawodnik deklaruje słownie przyjście do danego klubu. Nie może jednak niczego podpisać. - Nie mogę, ale daję słowo. Jakie to jest słowo w takim razie? Należy przypuszczać, że jak dany żużlowiec raz postąpił w taki sposób, to postąpi i drugi raz. Będzie się dogadywać w trakcie rozgrywek. Może jeszcze tuż przed sezonem znajdzie jakiś trzeci klub. To też moim zdaniem wina prezesów, bo nie powinni do takich sytuacji dopuszczać w ogóle. Zróbmy może po prostu tak, że będzie można podpisać nowy kontrakt w trakcie trwającego jeszcze sezonu. Wszyscy udajemy, że czegoś nie ma. Winne są jednak obie strony - kończy Marta Półtorak.

Opisywane przypadki Vaculika i Tarasienki nie mogą być oczywiście traktowane jako pewnik i być może rzeczywiście trafił im się słabszy dzień. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest po prostu możliwość podpisywania umów na kolejny rok w trakcie trwania poprzedniego. Wszystko będzie jawne i wyeliminujemy wszelkie nieczyste zagrania. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: sport | żużel | Marta Półtorak | etyka | Martin Vaculik | Wadim Tarasienko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje