Reklama

Reklama

Zaczęli od absurdu. Finał jednej imprezy zadecyduje o awansie do drugiej

​W lipcu 2023 roku, po sześciu latach przerwy powróci wyczekiwany przed kibiców drużynowy Puchar Świata. Odbędzie się na toruńskiej Motoarenie. Zamiast kulawych rozgrywek Speedway of Nations, tak naprawdę będących mistrzostwami świata w parach, o tym kto ma najlepszą żużlową drużynę na świecie, znów zdecyduje rywalizacja prawdziwych zespołów, złożonych z 5 zawodników. - Szkoda tylko, że FIM powrót do DPŚ zaczęła od absurdu - ocenił były reprezentant Polski, Jan Krzystyniak.


Przy okazji ogłoszenia zmian dotyczących przyszłorocznego finału Speedway of Nations w duńskim Esbjergu, zaplanowanego na 27-30 lipca 2022 (dwa półfinały i jednodniowy finał w składach bez ograniczeń wiekowych, a między nimi turniej SON 2, czyli mistrzostwa drużyn do lat 21); Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) ogłosiła jednocześnie, że do startu w półfinałach drużynowego Pucharu Świata 2023 nominowanych zostanie osiem zespołów (poza Polską, która jako gospodarz ma zagwarantowane miejsce w finale), na podstawie rankingu ułożonego na podstawie wyników ze Speedway of Nations 2022. Więcej szczegółów nie ujawniono, ale już do wystarczyło do powszechnego oburzenia środowiska.

Reklama

Jan Krzystyniak nie kryje oburzenia

- To kolejny absurd ze strony FIM i kopanie dołków pod dyscypliną. Przecież rywalizacja w parach i w drużynach to dwie zupełnie inne dziedziny. Wystarczy spojrzeć na Francuzów. Mają dwóch niezłych zawodników i zajęli 5. miejsce w tegorocznym Speedway of Nations. Gdyby to był przyszły rok, to zakwalifikowaliby się do drużynowego Pucharu Świata. A potem...? Pewnie musieliby się wycofać, bo skąd wezmą pięciu zawodników? Nie wiem czy to jest robione przeciwko Polsce, która próbuje jakoś ten żużel ratować, ale to jest ewidentny strzał w kolano speedwaya - ocenił były żużlowiec i trener, Jan Krzystyniak.

Jacek Frątczak: Tak jakby finał IMP decydował o awansie do MPPK

Ze strony FIM tłumaczenie jest proste. Jakiś format trzeba było przyjąć, a organizacja eliminacji z udziałem słabszych krajów, które miałyby ochotę przystąpić do rywalizacji, byłaby nieopłacalna i trudno byłoby w ogóle znaleźć gospodarza takich zawodów.

- Nie wiem jak to oceniać. Rozumiem czynnik ekonomiczny, wiem też że jakiś format trzeba było przyjąć, ale trochę to będzie wyglądało tak, jakby finał indywidualnych mistrzostw Polski miał być jednocześnie eliminacjami do mistrzostw Polski par klubowych. Speedway of Nations i Puchar Świata to dwie zupełnie inne imprezy. Nie ma między nimi wspólnego mianownika. Takie też powinny być moim zdaniem eliminacje. Osobne dla każdej formuły - stwierdził Jacek Frątczak, były menedżer ekstraligowych drużyn.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje