Reklama

Reklama

Za rok Przyjemski może dostać pieniądze, jakich żaden nastolatek dotąd w żużlu nie zarobił

Debiutancki sezon ligowy 16-latka z Abramczyk Polonii okazał się wielkim sukcesem. Wiktor Przyjemski wykręcił średnią wyższą od wielu znanych seniorów. Dodatkowo kapitalnie prezentuje się w zawodach indywidualnych, a w niedzielę wygrał z kompletem punktów Łańcuch Herbowy. Na sezon 2022 zostaje w Bydgoszczy, ale jeśli Polonia nie awansuje, tylko cud może utrzymać go w klubie.

Już teraz zainteresowanie Przyjemskim jest ogromne. Zawodnik jest jednak bardzo rozsądnie prowadzony, a sam podchodzi do szału wokół niego z wielkim spokojem, co mówił jakiś czas temu w rozmowie z Interią. Jest świadomy zainteresowania jego osobą, ale plotek o PGE Ekstralidze nie bierze na poważnie. Za rok może już jednak być inaczej. Gdyby okazało się, że pojedzie tam samo lub jeszcze lepiej, a Polonia nie awansuje, to ustawi się po niego kolejka chętnych, oferując spore pieniądze. Wiek juniora skończy przecież wielu znanych zawodników: Wiktor Lampart, Jakub Miśkowiak czy Mateusz Świdnicki.

Reklama

- To jest bardzo trudna rzecz dla takiego chłopaka, aby wysyłać go już w tak młodym wieku na PGE Ekstraligę. Tam będzie musiał spełniać pewne warunki. Nie sądzę, aby jeden sezon więcej w niższej lidze zaszkodził jego rozwojowi. Na razie jest w swoim środowisku, w układzie który dobrze zna i który mu odpowiada. Poza tym jeszcze ma szkołę, bo to zaledwie 16-latek. Nie ma sensu burzyć mu tego, co funkcjonuje jak należy - uważa Bogusław Nowak, wychowawca wielu dobrych żużlowców, w tym mistrza świata, Bartosza Zmarzlika.

Już jeden popełnił taki błąd

W gorzowskim środowisku, w którym funkcjonuje szkoleniowiec, zdarzył się już przypadek żużlowca, który zbyt szybko rzucił się na głęboką wodę. - Paweł Hlib jest takim przykładem. Miał niesamowity talent i wydawał się przygotowanym na walkę o najwyższe cele. Poszedł w świat, w inne środowisko i się pogubił. Zmarnował karierę, która mogła być piękna. Ten pęd do przodu często źle się kończy. U młodego chłopaka ważna jest stabilizacja. W nowym klubie zapłacą za niego pieniądze, a potem będą oczekiwania. Musi się spłacić. I od razu pojawiają się kłopoty.

Największym problemem dla młodego chłopaka zmieniającego barwy klubowe jest świadomość wymagań miejscowego środowiska. Niejednokrotnie transfer juniora jest bardzo głośny i towarzyszą mu wielkie pieniądze. - Jestem bardzo sceptycznie do tego nastawiony. Szybkie zmiany klubów bywają niebezpieczne. To już nie chodzi tylko o przykład Hliba, ale wielu innych. Młody żużlowiec jest zrobiony z plasteliny, którą można bardzo łatwo zdeformować - obrazowo zakończył Bogusław Nowak. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje